sobota, 28 marca 2020

Niecodziennik w czasach zarazy (1)

Na jednej ze stron internetowych zobaczyłam ostatnio zachętę do tego, by pisać dziennik. Kto wie, może to faktycznie dobry pomysł?

Dzień siedemnasty.

Pogoda sprzyjała kopaniu piłki w ogrodzie (co bardziej odważni kopali też grządki). Dzieci wybiegane, brudne i szczęśliwe. Po myciu rąk (trzydzieści sekund ofkors) i zjedzeniu jakichś trzystu pięćdziesięciu rogalików z dżemem, co to miały być na niedzielę, usłyszałam - ofkors - że nudzi się. Przewidziałam tę okoliczność, ha! Taka jestem cwana bestia. Dziesięć lat doświadczenia na stanowisku: "mama" robi swoje. Zadowolona z siebie wyciągnęłam cekiny, szpilki dekoracyjne i styropianowe jajka. Jajka po chwili okazały się być zbyt okrągłe jak na ozdoby wielkanocne, ale zgodnym głosem stwierdziliśmy, że kule też są wielce okej i że możemy robić bombki. Może w tym roku to my jako pierwsi zaśpiewamy "Last Christmas"?

"Mam piłkę! - z entuzjazmem stwierdził mój syn, kopiąc styropianową bombkę po dywanie. A ja po raz kolejny przekonałam się, że kwarantanna wpływa na kreatywność.

Jedna z wielu przezacnych grafik, które powstały ostatnio dzięki tejże kreatywności, przyciągnęła moją uwagę takim bardzo życiowym hasłem:

Pamiętacie te urocze różnice, które tak was kręciły na początku związku? Po 2 dniach kwarantanny Policja nazywa je "motywem"...

Wiem coś o tym. Chociaż każdy nasz dzień sponsoruje literka W jak Wdzięczność, zdarza się też F jak Frustracja czy Z jak Zaraz wyjdę z siebie i stanę obok. Żeby więc nie zwariować, staram się czasami uciekać... uciekać nie tylko od tego, co mi ciąży, ale przede wszystkim uciekać do - do siebie.

Niekiedy udaje się to tylko na chwilę. Niekiedy uciekam, a rzeczywistość nie tylko mnie goni, ale wręcz wyprzedza - jak wczoraj, gdy chciałam się pomodlić, wyciszyć, wiecie - pobożnie westchnąć do Nieba. I prawie się to udało  (Już był w ogródku, już witał się z gąską.) Zamknęłam oczy, rozkoszując się dziesięcioma sekundami ciszy. I wtedy usłyszałam dochodzące z drugiego pokoju:
"Muuuuuuu! Muuuuu! Jestem krową!"

Nie wiem, w co się bawili.
Wiem za to, że o mało nie zakrztusiłam się ze śmiechu.
Wiem też jeszcze jedno - Bóg, którego dzięki Jezusowi możemy nazywać Ojcem, patrzy z równie wielką czułością na pobożne westchnięcia i wybuchy śmiechu. Do tych drugich być może się przyłącza. I może bardziej od litanii czy automatycznie recytowanych zdrowasiek woli te chwile, kiedy mówię, próbując przekrzyczeć kipiącą hałasem codzienność:

"Strasznie tu głośno, więc nie będę dużo mówić. Możesz po prostu dziś ze mną posiedzieć?"

P.S. Złota rada nie tylko na czas epidemii: jeśli uda Wam się zdobyć maseczkę chirurgiczną, nie próbujcie sterylizować jej w mikrofali... Przetestowaliśmy to dla Was ;)



piątek, 3 stycznia 2020

Panna Desperacja

Przywiózł mi jeden z moich ulubionych kubków i kilka torebek herbaty z pudełka, które przygotowywałam na jedno z naszych gdyńskich spotkań kobiet. Naklejałam wtedy na etykiety różne kobiece cytaty. Tym razem jeden z nich trafił do mnie. Kiedy siedziałam na szpitalnym łóżku, w białej pościeli, gapiąc się na biały sufit, mój wzrok padł na słowa: "Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!" (Łk 8, 48).

To nie było nasze pierwsze spotkanie. Było to jednak spotkanie ważne. Spotkanie osób, które znają taki stan, kiedy nie ma się nic do stracenia. Spotkanie dwóch kobiet, które jeśli nie jako drugie, to jako trzecie, czwarte lub dziesiąte imię mogłyby wpisać Desperacja. Panna Desperacja.

Kobieta cierpiąca na krwotok. To do niej Jezus wypowiedział słowa, które wciąż chcę słyszeć.
To ona daje mi nadzieję.
Bo ta nadzieja jest - dla każdej z nas.
Dla tej, której drogi tylko przypadkowo przetną się z Jego drogami, nawet jeśli się jednocześnie poKRZYŻują.
Dla tej, która w kościele staje zawsze z tyłu i nie ma śmiałości wejść dalej.
Dla tej, która przerobiła już wszystko życiowe scenariusze i pomysły na coś nowego i lepszego, od A do Z, od początku do końca, od boku do boku i w poprzek. I nic.

I dla tej, której wydaje się, że Bóg odwrócił się od niej plecami.
Nawet jeśli tak jest, to tak nie jest. Bo w tym dotknięciu frędzli płaszcza, w tym spotkaniu na drodze, wśród tłumu, więcej jest prawdziwej bliskości niż w całym oceanie instagrama i facebooka.
Nawet jeśli On odwrócił się od niej plecami.
Nawet jeśli odwróciła się ona.

Do tego cudu trzeba tylko odrobiny wiary.
My, desperatki, nie mamy czasem niczego innego.