piątek, 3 stycznia 2020

Panna Desperacja

Przywiózł mi jeden z moich ulubionych kubków i kilka torebek herbaty z pudełka, które przygotowywałam na jedno z naszych gdyńskich spotkań kobiet. Naklejałam wtedy na etykiety różne kobiece cytaty. Tym razem jeden z nich trafił do mnie. Kiedy siedziałam na szpitalnym łóżku, w białej pościeli, gapiąc się na biały sufit, mój wzrok padł na słowa: "Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!" (Łk 8, 48).

To nie było nasze pierwsze spotkanie. Było to jednak spotkanie ważne. Spotkanie osób, które znają taki stan, kiedy nie ma się nic do stracenia. Spotkanie dwóch kobiet, które jeśli nie jako drugie, to jako trzecie, czwarte lub dziesiąte imię mogłyby wpisać Desperacja. Panna Desperacja.

Kobieta cierpiąca na krwotok. To do niej Jezus wypowiedział słowa, które wciąż chcę słyszeć.
To ona daje mi nadzieję.
Bo ta nadzieja jest - dla każdej z nas.
Dla tej, której drogi tylko przypadkowo przetną się z Jego drogami, nawet jeśli się jednocześnie poKRZYŻują.
Dla tej, która w kościele staje zawsze z tyłu i nie ma śmiałości wejść dalej.
Dla tej, która przerobiła już wszystko życiowe scenariusze i pomysły na coś nowego i lepszego, od A do Z, od początku do końca, od boku do boku i w poprzek. I nic.

I dla tej, której wydaje się, że Bóg odwrócił się od niej plecami.
Nawet jeśli tak jest, to tak nie jest. Bo w tym dotknięciu frędzli płaszcza, w tym spotkaniu na drodze, wśród tłumu, więcej jest prawdziwej bliskości niż w całym oceanie instagrama i facebooka.
Nawet jeśli On odwrócił się od niej plecami.
Nawet jeśli odwróciła się ona.

Do tego cudu trzeba tylko odrobiny wiary.
My, desperatki, nie mamy czasem niczego innego.