piątek, 13 grudnia 2019

Jak zepsuć sobie święta. Level expert ;)

Sposobów na zmarnowanie Adwentu i zepsucie sobie świąt jest sporo. 
Można na przykład śpiewać “All I want for Christmas” i zapomnieć, że “Archanioł Boży Gabriel” został posłany do Panny Maryi. Można być ciągle jeszcze wczoraj albo już jutro i  codziennie odliczać kolejne dni tylko po to, by w końcu z rozczarowaniem stwierdzić, że święta, święta i po świętach. Można też przeżywać kolejno: Międzynarodowy Dzień Szorowania Podłóg, Ogólnopolskie Zawody w Myciu Okien na czas albo Światowy Dzień Gotowania Kapusty Kiszonej.

Jeśli jednak wypróbowałyście już te sposoby i szukacie nowych, podpowiem Wam dzisiaj co najmniej trzy kolejne. Trzy zupełnie świeże, nowiutkie i gotowe do wypróbowania sposoby na to, by zepsuć sobie święta.



1. Dostrzegaj to, co dzieli.

Dla mnie nadchodzące święta to Boże Narodzenie. Dla niektórych: Gwiazdka, “święta” albo po prostu kilka dni wolnego przed Sylwestrem. Ja potrafię zobaczyć w tym wszystkim to, co najważniejsze - duchową stronę świąt. Inni tego nie potrafią. To pewnie stąd te tłumy w centrach handlowych (ja wpadłam tam oczywiście tylko dziś, tylko po najważniejsze zakupy, nie to co inni, którzy pewnie codziennie włóczą się po sklepach). Ciekawe ilu z nich pójdzie na roraty? Albo chociaż do kościoła na święta? Ech, świat zmierza w złym kierunku.

Jeśli chcesz zepsuć sobie święta, zagraj w fascynującą grę, którą być może znasz z dzieciństwa. Znajdź dziesięć, sto, tysiąc różnic między dwoma obrazkami - tym, który przedstawia Twój ideał przeżywającego Adwent  katolika, a tym, na którym zobaczysz kogoś z tak zwanej “reszty świata”. Za żadne skarby nie myśl o tym, że Twoje przeżywanie świąt też nie zawsze było/jest takie, jakiego chciałby Jezus. Pamiętaj też, że na Twoją życzliwość nie zasługują Ci, którzy bratają się z “podrabianym” Mikołajem albo życzą Ci “magicznych Świąt”, tak jakby to magia była wtedy ważna. Pokaż jak daleko im do prawdziwego świętowania.

2. Słuchaj tego, co mówisz

Nie tego, co mówią inni. I nie tego, co chcieliby delikatnie powiedzieć między wierszami, bo nie potrafią wyrazić czegoś wprost. Pamiętaj, że liczy się to, co chcesz usłyszeć, a nie to, co faktycznie mówią inni. Jeśli ciotka skomplementuje sukienkę, którą kupiłaś ostatnio, by ukryć dodatkowe kilogramy, pamiętaj że prawdopodobnie widzi że przytyłaś i chce dać Ci to odczuć. Gdy znajomy będzie mówił o tym, jak jest u niego na Wigilii (że grzybowa, a nie barszcz, lub odwrotnie), zwróć uwagę na to, że pewnie patrzy na Ciebie z góry. Zresztą dajcie spokój, kto by jadł grzybową na święta (albo barszcz)... ?!
Domyślaj się, dopowiadaj, utwierdzaj się w przekonaniu, że zawsze to, co słyszysz, jest tym, co chciał powiedzieć Twój rozmówca. Pamiętaj że to nie jest tak, że się czepiasz albo doszukujesz złych intencji. Po prostu znasz życie i nie jesteś naiwna.

3. Bądź nieomylna

Nie zapomnij że są tylko dwie opcje - to będą albo najlepsze, albo najgorsze święta w Twoim życiu. Dlatego już zawczasu przygotuj dla siebie złoty medal lub etykietę z napisem najgorsza kobieta/żona/matka/gospodyni we Wszechświecie. Masz do wyboru jedną albo drugą opcję, kompromisy są dla cieniasów.  Postaw sobie poprzeczkę na odpowiedniej wysokości, bo co - nie dasz rady?

Pamiętaj, że obrus musi być śnieżnobiały, a zdjęcie na insta magiczne i niepowtarzalne. Potraw ma być dwanaście, ani mniej, ani więcej. Ty wiesz, jak ma wyglądać ten wieczór i na pewno wszystko zaplanowałaś najlepiej. Najlepiej nie śpiewajcie kolęd, bo sąsiedzi mogą usłyszeć, jak wujek Stefek śpiewa “rondel z głowy zdjęła”.  Nie jedzcie też pierniczków, przecież nie po to zarywałaś trzy noce, robiąc najlepszy lukier królewski ever, żeby to teraz zniszczyli, łakomczuchy jedne. Pierniczki na paterze wyglądają idealnie, o może to serduszko obrócisz jeszcze o 30 stopni w lewo. W drugie lewo. To znaczy w prawo. I pamiętaj, jeśli wydarzy się katastrofa, taka jak plama z barszczu (albo z grzybowej), to na pewno wszyscy to zauważą. Będą myśleć i mówić tylko o tym, a Ty… masz już tę etykietkę, o której pisałam?

Święta można zepsuć sobie na jeszcze milion innych sposobów. 
Wiem, bo czasem mi się to udawało (choć wiecie, nawet "popsute święta" udaje się Panu Bogu naprawić :) ). I ja też irytuję się, słysząc o “magii Świąt” albo stojąc w korku w pobliżu centrum handlowego. Z dużą przyjemnością słucham jednak świątecznych piosenek. Chociaż sączą się ze sklepowych głośników już od połowy listopada, jakoś nie umiem się nimi znudzić. 
Jedną z piosenek, którą ostatnio nucę najczęściej jest ta:
“Do you hear what I hear”. 

To piękna opowieść. Wiatr szepce do małej owieczki: czy widzisz to, co ja widzę - wielką gwiazdę na niebie? Owieczka z kolei pyta pasterza: czy słyszysz to, co ja słyszę - unoszącą się ponad koronami drzew pieśń? Pastuszek zaś mówi do króla: czy wiesz to, co ja wiem? 
I opowiada o Dzieciątku, które drży z zimna...



To duża sztuka: zobaczyć to, co widzi ktoś inny. Bez swoich okularów, bez schematów, którymi tłumaczymy to, co niewygodne. I bez “ja wiem najlepiej”. 
To duża sztuka: usłyszeć to, co słyszy ktoś inny. Usłyszeć słowa, a nie ich interpretację. Odczytać w nich to, czym druga osoba się dzieli. I nie słuchać tak, by odpowiedzieć od razu: “A ja… A mi… A moje…”
To duża sztuka: mieć w sobie nie tylko odpowiedzi, ale i pytania. Przyznać, że czegoś nie wiem, nie potrafię, nie rozumiem. Przyjąć to, co nowe i zaskakujące.

Może usłyszysz te proste pytania w Twojej świątecznej opowieści, która już teraz pisze się w Twojej codzienności? Może uda Ci się poszukać na nie odpowiedzi? Bo wiesz, to tylko zwykła piosenka… ale co by się stało, gdyby to sam Jezus zapytał:
“Czy widzisz to, co ja widzę?
Słyszysz to, co ja słyszę? 
Wiesz to, co ja wiem?”.

Pozwoliłabyś Mu dojść do głosu?