sobota, 9 listopada 2019

proste słowo: dziękuję

W zeszłym roku mniej więcej o tej porze, w kilku miejscach w internecie spotkałam się z pomysłem, aby jedenastego listopada upiec szarlotkę, zaprosić sąsiadów i również w taki sposób - integrujący i sprzyjający pogłębianiu więzi - świętować niepodległość. Do pieczenia nie trzeba mnie jakoś szczególnie zachęcać, dlatego również dziś - na niedzielę i na świąteczny poniedziałek - przygotuję ciasto, które dzięki zapachowi jabłek i cynamonu sprawi, że w domu będzie naprawdę ciepło i przytulnie...

Taki chwile jak ta, gdy spokojnie płynie sobie kolejny zwyczajny dzień, są dla mnie okazją do refleksji. Dużo we mnie ostatnio wdzięczności... Jestem oczywiście wdzięczna za to, że żyję w wolnym kraju i że będę mogła świętować sto pierwszą rocznicę odzyskania niepodległości. Ale cieszę się również tym, co składa się na moją codzienność i co jest dużo bardziej zwyczajne...

Najprościej jest zawsze wyliczyć to, czego nie mamy - zwłaszcza gdy bardzo czegoś pragniemy, gdy za czymś tęsknimy. Gdy w sercu pojawia się ukłucie żalu, że coś nie wyszło... I gdy zagląda się przez płot do ogródka sąsiada, a tam trawa jest bardziej zielona, a życie prostsze i jakoś tak chyba bardziej udane..



Najprościej wyliczyć to, czego się nie posiada. Nieco trudniej - znaleźć radość w tym, co nasze i docenić smak codzienności. Nazwać marzenia i pragnienia, i żyć nimi, dążyć do ich spełnienia, ale nie na zasadzie narzekania, że gwiazdka jeszcze nam nie spadła z nieba. Zanim spadnie, minie trochę czasu. Zamiast marnować go na wzdychanie z żalem, fajnie jest ucieszyć się tym, czego na co dzień nie doceniamy.

Nie piszę tego, żeby wywierać jakąkolwiek presję czy wpędzać kogoś w wyrzuty sumienia. Nie chcę pisać: "ciesz się, bo inni mają gorzej" ani tym bardziej: "ciesz się, bo kiedyś sama będziesz miała gorzej". Bardzo dobrze wiem, że są takie dni, gdy widzi się wszystko w czarnych barwach i wcale nie trzeba do tego listopada za oknem. Takie dni też są potrzebne. Dobrze jednak traktować je jako przystanek na drodze, a nie miejsce stałego pobytu. I dobrze jest w takich chwilach popatrzeć nie tylko na to, co dzieje się teraz, ale na to, co było i do czego zmierzamy.

W wielu miejscach w Biblii wspominane jest wyjście Izraelitów z Egiptu i cuda, jakich doświadczali w drodze przez pustynię. Większość z nas ma w swoim życiu takie wydarzenia: swój Egipt i udrękę niewoli, niepewność drogi, cud Bożej opieki i radość bycia odnalezionym. To historia, która pisała się i pisze w naszej codzienności. Wracając do tego, co było doświadczeniem mocy Miłości, przypominamy sobie nie tylko tym, w jaki sposób sposób działa Bóg, ale również o tym, kim naprawdę jesteśmy. Jeśli więc masz poczucie, że zgubiłaś w życiu drogę, mapę, kompas i radość, może warto wrócić po samego początku? Zobaczyć, Kto powiedział Ci: "chodź za mną, będzie pięknie"? I zamiast patrzeć pod nogi, z rezygnacją, spojrzeć w kierunku, który On chce Ci pokazać?...

Wdzięczność jest drogowskazem, który nie zawsze łatwo jest zauważyć. Czasami jednak proste słowo: "dziękuję" jest dobrym początkiem. Od tego warto zacząć nawet gdy wydaje się, że wszystko się skończyło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz