piątek, 1 listopada 2019

Elżbieta i jej najdroższy niedowiarek


„Elżbieto, znasz moje nastawienie, przysiągłem Bogu nienawiść, żyję tą nienawiścią i w niej umrę!” – krzyczał. Zadziwiał go jej spokój i pogodne spojrzenie, od zdziwienia silniejszy był jednak wszechogarniający gniew spotęgowany całkowitą bezsilnością. Jego ukochana żona odchodziła. Nie mógł z tym absolutnie nic zrobić.

Feliks Leseur, bo o nim mowa, był francuskim dziennikarzem i lekarzem. Jego małżeństwo z piękną, pogodną i pełną elegancji Elżbietą było bardzo szczęśliwe. Tylko jednego nie potrafił w niej rozumieć. To jedno ich dzieliło: jej wiara.

Nie mieściło mu się w głowie, że te „przesądy” można brać na poważnie. Na krótki okres nawet udało mu się zachwiać wiarą Elżbiety. Podsuwał jej antyreligijne książki, dyskutował z nią, aż w końcu prawie się złamała. Potem jednak sama zaczęła dociekać, czytać, szukać odpowiedzi na pytania budzące jej wątpliwości. Nie tylko wyszła z tej próby zwycięsko, ale jej wiara tak się umocniła, że nawet pomimo osamotnienia i cierpienia więcej nie zwątpiła. Mimo trudności zaufała Jezusowi tak mocno, że tej wiary starczyło nie tylko dla niej, ale i dla jej męża. Jego nawrócenie jest jednym z najbardziej spektakularnych nawróceń, o których słyszałam. Zanim do niego doszło, Feliks przeszedł wspólnie ze swoją żoną długą drogę.

Elżbieta urodziła się w zamożnej paryskiej rodzinie w 1866 roku. Jej ojciec był znanym adwokatem, matka prowadziła dom i dbała o wychowanie dzieci, przekazując im również swoją miłość do Boga. Być może to właśnie dzięki świadectwu mamy Elżbieta już od wczesnych lat trwała w relacji z Jezusem.

Możliwe też, że wzięła sobie do serca to, co usłyszała od jednego ze swoich krewnych – że jej imię znaczy po hebrajsku „dom Boży”. I to chyba właśnie widać w jej życiu: Bóg nie był w nim gościem, nawet najdostojniejszym i przyjmowanym z honorami. On był dla niej Domownikiem – kimś, kto szedł z nią przez codzienność i swoją obecnością przemieniał nawet to co po ludzku nie dawało nadziei na zmianę.

Dzienniczek młodej Elżbiety pełen jest opisów codzienności i małych zmagań, takich jak kłótnie z bratem czy odmawianie zrobienia tego, o co ją proszono: „Gdy mnie o coś proszą, to zawsze odmawiam przez przekorę; to bardzo brzydko i postaram się z tego poprawić; proszę Boga, aby mi dał łaskę potrzebną, abym się poprawiła”

Tuż obok znajdują się jednak zapiski, które zdumiewają i zachwycają dojrzałością. Młoda
Elżbieta pisze o komunii: „Nic mówić nie mogłam, zanadto byłam szczęśliwa. Słuchałam Boga, który przemawiał do mej duszy, który mi wciąż powtarzał: «Jestem z tobą, posiadasz
mnie!»”


Codzienność dorastającej Elżbiety wypełniał czas spędzany z rodziną i nauka na prywatnej pensji. Choć atmosfera panująca w domu była pełna życzliwości i ciepła, w młodości Elżbiety nie brakowało trudnych wydarzeń. Jednym z nich była śmierć jej młodszej siostrzyczki, Marii, która zmarła niedługo po uroczystości pierwszej komunii świętej Elżuni.

W wieku dwudziestu lat Elżbieta poznała swojego przyszłego męża, Feliksa Leseura. Połączyło ich zainteresowanie muzyką i literaturą. Wydaje się, że naprawdę do siebie pasowali - on kulturalny i wykształcony, ona miła, elegancka i również z bardzo dobrym wykształceniem. Pobrali się w roku 1889 i wtedy zaczęło się ich wspólne życie.

Elżbieta była szczęśliwa w swojej roli. Należała do elity towarzyskiej tamtych czasów, zawsze
wytworna, taktowna i uprzejma. Nikt nie wiedział, że ta światowa dama w sercu była skupiona na Bogu, zatopiona w modlitwie i żyła duchem ofiarowania.
Kilka miesięcy po ślubie zapadła na przewlekłą chorobę, która z czasem sprawiała jej coraz więcej cierpienia. Elżbieta oddawała je Bogu wraz z modlitwą za swoich niewierzących przyjaciół. Przeczuwając być może, w jaki sposób rozwinie się jej choroba, prosiła Boga również za swojego ukochanego. Prosiła w sposób niezwykły, mówiąc Bogu, że oddaje swoje życie w intencji powrotu Feliksa do wiary. A na co dzień, zwyczajnie i po cichu, chciała opowiadać o Bogu, nie wymawiając Jego imienia, tak by przybliżać Go mężowi. „Najdroższy niedowiarek” – pisała o Leseurze z czułością.



Nie prowadziła krucjat. Nie manifestowała swojej dezaprobaty dla jego wyborów. Wybrała inną drogę: bycia blisko, z troską, czułością i modlitwą. Czuła, że właśnie do tego zaprasza ją Bóg:

Bóg dał mi tę łaskę, że widzę, jakie mam szczególne przeznaczenie. Kazał mi Bóg żyć wśród ludzi, którzy przeczą prawdom wiary, którzy prawd tych nie znają. Chciał On zapewne, abym poznała i zrozumiała najróżnorodniejsze stany dusz, abym mogła z niemi współczuć i z większą miłością i wyrozumieniem potrafiła pochylać się nad niewiarą lub zwątpieniem. Być dobrym Samarytaninem względem tylu zgorzkniałych serc, umysłów niespokojnych, zmąconych sumień; okazywać poszanowanie, delikatność, zrozumienie dla dusz; z całą łagodnością starać się przenikać do ich wnętrz, wlewając do nich po kropli, stosownie do stanu ich słabości lub rany, kojący balsam lub wzmacniające wino; ukazywać im Boga, promieniującego niejako z duszy naszej, w której On przebywa; wszystkim służyć i tym sposobem zdobywać serca dla Jezusa – oto zadanie apostoła, które przyjmuję od Ciebie, Panie mój, pomimo mej niegodności.
.

Elżbieta pisze o „zadaniu apostoła”. Ja jednak widzę w tym zadanie matki – duchowej matki, z troską i delikatnością dbającej o zagubionych. Elżbieta wybrała drogę, która jest mi bliska.
Wybrała zacieśnianie relacji z Jezusem i wiarę, że On może działać również dzięki niej. Czuję, że to dobra podpowiedź zwłaszcza dla tych, którzy mają wokół siebie osoby niewierzą- ce. Co zrobić w takiej sytuacji? Jak dawać świadectwo i autentycznie głosić Ewangelię, a jednocześnie nie wznosić murów między sobą a ludźmi, którzy myślą i czują inaczej?

Ojciec Ronald Rolheiser, autor książki Duchowość seksualności genialnie ubrał to w słowa:

Co zrobić, gdy ci, których kochamy, nie podzielają już naszej wiary, nie kierują się naszymi wartościami i zasadami moralnymi?
Oczywiście można się modlić i żyć dalej zgodnie z własnymi przekonaniami z nadzieją, że nasze życie będzie dla nich lepszą zachętą niż nasze słowa. Ale można zrobić coś jeszcze. Można ich nadal kochać i przebaczać im, wiedząc, że jak długo będą otrzymywać miłość i przebaczenie od nas, będą otrzymywać miłość i przebaczenie od Boga. My jesteśmy częścią ciała Chrystusa, a oni nas dotykają.
Będąc członkami ciała Chrystusa, gdy obejmujemy kogoś w miłości, obejmuje go ciało Chrystusa


Elżbieta obejmowała swojego męża w miłości, pozwalając jednocześnie, by dzięki niej obejmował go swoją miłością sam Jezus. Pozostawiała przy tym przestrzeń i dawała wolność, wierząc, że Bóg sam znajdzie najlepszy czas i sposób działania, bo „to, co dzieje się między duszą ludzką a Bogiem, jest rzeczą świętą i nikt nie ma prawa niebacznie tego dotykać”
.
Z biegiem czasu Elżbieta doświadczała coraz większych cierpień fizycznych, choć długo ukrywała je przed otoczeniem. Codzienność niosła również inne wyzwania. W 1905 roku umarła jej kolejna młodsza siostra, Julia, którą Elżbieta otaczała niemalże macierzyńską miłością. Elżbieta gorąco modliła się o jej uzdrowienie, a po jej odejściu boleśnie przeżywała stratę, choć wiara była jej w tym pomocą. Później postanowiła duchowo zaopiekować się chrześniaczką Julii (a jednocześnie swoją siostrzenicą). Przed uroczystością pierwszej komunii napisała dla niej rozprawkę na temat życia chrześcijanki. Pisze tam o relacji z Bogiem w sposób daleki od sztywnych regułek katechizmu. Pisze od serca, podkreślając, że duch jest ważniej szy niż litera prawa, a autentyczna wiara i miłość znaczą więcej niż zewnętrzne postawy: „Nie sądź bynajmniej, iż mówiąc to, potępiam praktyki religijne. Daleka jestem od tego. Lecz praktyki owe powinny być jedynie wyrazem głębokich uczuć
duszy: musimy być najpierw przeniknięte Prawdą, harmonią owej wielkiej całości, jaką stanowi Kościół, żywotnością i skutecznością dogmatów chrześcijańskich oraz wartością moralną i społeczną nauki katolickiej”

Podobny tekst Elżbieta napisała również z myślą o swoim
siostrzeńcu. Mimo pragnienia macierzyństwa nie miała dzieci, ale otaczała sercem i troską dzieci swoich najbliższych, spędzając z nimi czas i dbając o ich rozwój duchowy.

Można się tylko domyślić, jak bardzo czuła się osamotniona w wierze, nie mogąc dzielić się tym, co dla niej cenne, ze swoim mężem. Po wspomnianym już kryzysie wiary w 1899 roku Elżbieta zaczęła systematycznie zapisywać swoje przeżycia w pamiętniku. Kilka lat później, w 1910 roku, otrzymała w końcu wsparcie duchowe po nawiązaniu kontaktu z siostrą zakonną, Marie Goby. W listach do niej mogła opowiedzieć o tym, co czuła i przeżywała, o swoich najgłębszych pragnieniach. Po jej śmierci korespondencja ta została zebrana i wydana pod wymownym tytułem Listy o cierpieniu.

A cierpienie z biegiem czasu się nasilało. Choroba Elżbiety stopniowo wyniszczała jej organizm. Kobieta przechodziła kolejne operacje, do jej przewlekłych dolegliwości dołączył nowotwór i została niemalże przykuta do łóżka. Zmarła 3 maja 1914 roku, pozostawiając ukochanych przyjaciół, rodzinę oraz pełnego goryczy i rozpaczy męża. Po pogrzebie Amelia, siostra Elżbiety, wskazała mu skrytkę w biurku, a w niej zapiski żony. Feliks odczytywał kolejne kartki i ze zdumieniem odkrywał znane fakty z życia żony w zupełnie innym świetle. Dwa lata później pisma te ukazały się drukiem i mimo szalejącej we Francji wojny były przekazywane z rąk do rąk i czytane z wielkim zainteresowaniem.

A Feliks? Feliks w pewnym sensie również umarł, przynajmniej dla świata. Nie tylko w końcu zrozumiał swoją żonę, nie tylko uwierzył, ale w wieku pięćdziesięciu sześciu lat wstąpił do nowicjatu dominikanów. Przeżył dwadzieścia siedem lat jako kapłan, do końca życia opowiadając o historii Elżbiety i dając świadectwo swojego nawrócenia
.
„Każda dusza, która wznosi się ku Bogu, wznosi również ku Niemu cały świat” – napisał Jan Paweł II. Elżbieta uniosła ku niebu swojego męża. Trudno o piękniejsze wypełnienie słów małżeńskiej przysięgi.

(fragment mojej książki "O matko święta!", Wydawnictwo WAM 2019; pełna bibliografia - w książce :) tu podam tylko, że tekst powstał po lekturze książki: Suchodolska Felicja, Niewiasta mężna: Elżbieta Leseur, Katowice 1935)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz