czwartek, 3 października 2019

Życie to nie bajka

Życie ma dla mnie różne bajki. I choć gdy myślę o bajce, w mojej głowie automatycznie pojawia się przytojny książę ratujący z opresji piękną księżniczkę, życie czyta chyba inne scenariusze baśniowych opowieści.

Rzadko czuję się jak księżniczka. Zdarza mi się być za to dziewczynką z zapałkami, próbującą desperacko ogrzać się przy nikłym płomieniu. Zdarza mi się błądzić jak Czerwony Kapturek albo Małgosia bez Jasia, w ciemnym lesie. Zdarza mi się uciekać przed rozpaczą  jak przed złą czarownicą. I w tym wszystkim - naprawdę bajkowo doświadczam pomocy dobrych ludzi. Oni ratują mi życie, a przynajmniej - kolejny jego dzień, kiedy zamiast stanąć w drodzę, postanawiam iść dalej, mimo przeciwności...

Od pewnego czasu czekam na dodruk książki "Nieplanowane", autorstwa Abby Johnson. Do kin wchodzi niebawem film, opisujący losy autorki, która była kiedyś dyrektorką jednek z aborcyjnych klinki sieci Planned Parenthood. Dzisiaj Abby nie tylko wprost mówi o tym, że aborcja oznacza nie "zabieg", ale śmierć dziecka. Jest również szczęśliwą mamą sporej gromadki - ma ośmioro dzieci. A jaki wpływ na losy innych kobiet oraz ich dzieci ma jej świadectwo? Trudno to ocenić, ale na pewno ogromne.

Abby pokazuje mi coś, co staram się powoli odkrywać - dobre zakończenie mojej bajki wcale nie zależy od scenografii, innych bohaterów i tego, jakie karty dostałam od życia do rozegrania tej partii, która jest przede mną. Nasze bajki są różne. Nasze bajki układają się czasem w bardzo zawirowany sposób. Nie mamy na to wpływu, ale to, co dzisiaj wydaje nam się ciężarem i trudem, to co jest częścią naszej historii, jest wyjątkowe. Możemy na to narzekać i odrzucić to jako coś, czego nie rozumiemy i co nie ma sensu. Możemy też przyjąć to, jako coś co nas kształtuje - tak jak Abby przyjęła trudne konsekwencje swoich złych wyborów, ale nie pozwoliła, by to one były jej ostatnim słowem.

Wydaje mi się czasem, że nie mamy dużego wpływu na to, co dzieje się w świecie. Czuję się tak  słuchając kolejnych wiadomości, budzących we mnie lęk i sprawiających, że zastanawiam się, dokąd tak naprawdę zmierzamy jako ludzkość... Nie mamy wpływu na to, co globalne, ale mamy wpływ na to, co lokalne, na świat wokół nas.

Brzmi banalnie? Być może, ale przecież "zło w świecie" to nie jest bliżej nieokreślona siła, której zwykły człowiek nie ma możliwości stawić czoła. Zło zaczyna się od pojedynczych, zwyczajnych decyzji. Od tego, że ktoś (również ja!) wybiera egoizm, wygodę, chciwość czy dążenie do władzy za wszelką cenę. Skoro "zło na świecie" rozpoczyna się od zwyczajnych decyzji zwyczajnych ludzi, to czy z dobrem nie jest podobnie? Jeśli tak, ono ma szansę urzeczywistniać się już teraz, choć może wyglądać tak zwyczajnie, jak kubek herbaty, którą wypijesz z przyjacielem czy uśmiech, którym powitasz swoje dzieci...

Nie jestem lektorem z amerykańskiego filmu. Nie zamierzam optymistycznym tonem zagrzewać do walki i mówić, że zawsze damy radę. Nie mam żadnych łatwych recept, również dla siebie. Mam za to nadzieję. Cichą, nieśmiałą, niezmiennie obecną. Nadzieję na to, że można błądzić w ciemnym lesie, ale potem znaleźć w sobie i innych okruchy dobra - i dotrzeć do celu. Że można spotkać swój naczarniejszy smutek i wyjść z tego spotkania mądrzejszym. I że każda z nas ma tu, na ziemi, swoje zadanie. Swoją misję. Każda z nas może przyjąć to, z czym dzisiaj się zmaga i uznać to za część swojego życiowego doświadczenia, dzięki któremu staje kimś mądrzejszym i bardziej wrażliwym. Kimś kto czuje więcej i otwiera się na innych.

"Żyli długo i szczęśliwie" to zakończenie, które każda z nas definiuje w inny sposób. Ale kto wie, może Ty i ja, razem... może Ty i ja i nasze niedokończone baśnie i niewyśnione marzenia... może Ty i ja możemy razem walczyć o to, żeby w świecie było trochę więcej dobra?  I razem się tym dobrem dzielić. Na przekór temu, co gasi w nas chęć życia w pełni. Na przekór złym wiadomościom, które docierają do nas z gazet czy ekranu telewizora.

To nie bajka. To rzeczywistość. To moc ściągania nieba na ziemię.
Siła nadziei...

1 komentarz:

  1. Życie ma chyba więcej z baśni, niż z bajki. A happyendy? Kto by z nimi dał radę? Ale... TAK, nasze malutkie wybory mają wielkie znaczenie. Świat to taki materiał rozpięty na krośnie. Ja splatam malutki fragment całości. Nie widzę całego wzoru, ale wierzę że ma sens i że jest piękny.

    OdpowiedzUsuń