poniedziałek, 14 października 2019

Radość spotkania

o. Grzegorz Ginter SJ

Radość spotkania

Śmierć zawsze przychodzi nie w porę. Burzy to, co mamy w życiu poukładane, pod kontrolą. To nie w porządku. Najlepiej, żeby jej w ogóle nie było. Ale jest. I nie da się jej poukładać, mieć pod kontrolą. Śmierć może najbardziej ze wszystkiego na tym świecie obnaża to, że próba kontroli wszystkiego prowadzi do niczego.

Kiedy śmierć zabiera nam kogoś bliskiego, bardzo nas to boli. A boli szczególnie, kiedy zabiera dziecko. Rozdarcie, jakie robi się na sercu, jest nie do zacerowania. Tym bowiem, co jest najważniejsze w naszym życiu, są więzi. Chcemy mieć coraz lepsze, coraz głębsze więzi z tymi, którzy są blisko. Dziecko jest krwią z naszej krwi, ciałem z naszego ciała. Jest miłością z naszej miłości. Śmierć rozdziera więź, jaka jest między nami. Tę więź fizyczną, cielesną, głębokiej bliskości. Czujemy brak, którego nikt i nic nie jest w stanie zastąpić.

Dla mnie więzi są tym, co nas zbawia, co prowadzi ostatecznie do pełni miłości. Wierzę, że tam, w niebie, jakkolwiek je sobie wyobrażam, nie będę oddzielony od bliskich, lecz wszyscy będziemy trwać w wiecznej radości bycia razem - w głębokich więziach bliskości, intymności. Tego właśnie pragnę, za tym tęsknię. I pewnie nie tylko ja.

Ta tęsknota i te pragnienia są moją nadzieją. Bez nich nic nie miałoby sensu. W tym znaczeniu również strata, która mi kogoś zabiera, niesie w sobie obdarowanie. Wydaje się to paradoksem, ale tak jest. Zaprasza do wdzięczności w tak niewdzięcznym czasie. Śmierć i związana z nią strata wydaje się bez sensu. Ale gdyby to życie się nie pojawiło - tej konkretnej osoby, tego dziecka - czy sens byłby większy? Strata obdarowuje głęboką tęsknotą i pragnieniem spotkania. A skoro jest pragnienie, jest i jego spełnienie.

Poruszający dla mnie jest kanon Taize, którego słowa brzmią: “W ciemności idziemy, w ciemności, do źródła Twojego życia. Tylko pragnienie jest światłem”. Pragnienie jest mocnym i jasnym światłem dla mnie, kiedy idę po omacku doczesności. Bo właśnie śmierć, a szczególnie śmierć dziecka uświadamia mi bardzo, że nic na tym świecie nie jest w stanie mnie nasycić. Nic, oprócz głębokich więzi miłości, których spełnienia spodziewam się w Miłości trwającej wiecznie - w Bogu. Jak Jezus na krzyżu wołam: Pragnę! Jego pragnienie przechodzi przez śmierć; moje też przez nią ostatecznie przejdzie. Ale tylko ono jest światłem, które śmierć zwycięża. Pragnienie bliskości i więzi, które nie przemijają. Tam się wszyscy spotkamy. Tam nie będzie płaczu, ani cierpienia.
Tam będzie radość Spotkania.

Tyle, że owo “tam” jest już tutaj. Bo choć odchodzi ktoś bliski, jednak nie tracimy z nim więzi. Ona staje się inna, głębsza, bardziej dojrzała, niedostrzegalna. Ta więź jest wtedy karmiona przez naszą tęsknotę, pobudza nasze pragnienia. Ona może sprawić, że chcemy iść po omacku naszej doczesności ku światłu spotkania. Wtedy pragnienie stanie się rzeczywistością. Wtedy oczekiwanie stanie się spotkaniem. Nadzieja wyznacza szlak. Wtedy pojawia się radość.
Wieczna radość wiecznego spotkania.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz