poniedziałek, 14 października 2019

Jestem niewidzialna.

Marta Mital:

Opowiem Wam o tym, jak stałam się niewidzialna.

Byłam w dwudziestym tygodniu ciąży, gdy moi nienarodzeni synowie nagle i niespodziewanie zmarli w moim łonie. Urodziłam dwóch maleńkich, martwych chłopców. I wtedy stałam się dla wielu ludzi niewidzialna. Nie spodziewałam się tego.
Z natury jestem dosyć szczupła, więc moja dwudziestotygodniowa bliźniacza ciąża była bardzo widoczna.

A tu nagle brzucha nie ma, zniknął razem z moimi synami.

O śmierci chłopców mówiliśmy jasno i wyraźnie wszystkim. Dostaliśmy mnóstwo wsparcia i ciepła od wielu osób. Były telefony, maile, przyniesione nam obiady, spacery, rozmowy albo po prostu zwykłe – niezwykłe ludzkie gesty życzliwości – przytulenie, pogłaskanie po policzku, wspólne milczenie…

Mam takie wspomnienie z tego sierpnia 2018 roku - idę sobie taka niespodziewanie wyszczuplona uliczkami mojej dzielnicy i co rusz natykam się na tych, dla których stałam się niewidzialna. Nie wiedzą, jak się zachować, bo wiedzą o mojej stracie, więc albo szybko skręcają w boczną uliczkę, albo omijają mnie wzrokiem, albo udają, że nic się nie stało, zagadują o pogodę a po chwili poklepują po ramieniu i konspiracyjnie szepczą – Macie przecież już pięcioro dzieci. Wystarczy.
Na początku bardzo mnie takie zachowania bolały. A potem uświadomiłam sobie, że ci ludzie boją się dwóch rzeczy: że mnie zranią swoim współczuciem i że okazując mi je, będą musieli zmierzyć się z tematem śmierci i cierpienia a tematy te do łatwych nie należą.

Minął rok od śmierci Franka i Edmunda. Za mną, moim mężem, naszymi czterema córkami i synem cały bagaż doświadczeń składających się na okres żałoby. Te doświadczenia były dla nas bardzo trudne, ale myślę, że jeszcze bardziej nas ze sobą związały.

Jestem niezmiernie wdzięczna wszystkim bliższym i dalszym znajomym, którzy w tym trudnym okresie okazywali nam współczucie. Jakież to piękne słowo „współ – czucie”, współodczuwanie, czy to gestem przytulenia, pogłaskania, słowem, rozmową czy propozycją zaopiekowania się naszymi młodszymi dziećmi. Bardzo tego potrzebowaliśmy.

Pamiętam, jak w takim trudnym czasie, pomyślałam że Jezus przecież również prosił uczniów, by trwali, gdy On modlił się w Ogrodzie Oliwnym. Ucieszył się spotkawszy na swojej drodze krzyżowej płaczące niewiasty. Wcześniej z taką radością i tkliwością zjadł z apostołami Ostatnią Wieczerzę. Chciał mieć w tym trudnym czasie bliskich wokół siebie.

Co z tymi, dla których byłam niewidzialna?

Omijanie tematu, udawanie że nic się nie stało, ucieczka od czyjegoś cierpienia, to tak naprawdę ucieczka od siebie i od swoich lęków.

Nie uciekajmy. Nie uciekam, staram się towarzyszyć, gdy widzę czyjeś cierpienie. Tego wszystkiego nauczyli mnie i moją siedmioosobową rodzinę Franek i Edmund, moi synkowie, którzy żyli tylko dwadzieścia tygodni pod moim sercem.


1 komentarz: