czwartek, 31 października 2019

Czego uczy mnie Halloween?

Zadałyście sobie kiedyś takie pytanie? Ja chyba nie, ale uświadomiłam sobie dzisiaj, że wszystko, co spotyka mnie w życiu, wywołuje jakąś moją reakcję ( bo brak reakcji też jest jakąś reakcją). Nie zawsze się nad tym nie zastanawiam, bo nie jestem w stanie zatrzymywać się nad każdym drobiazgiem, który w jakiś sposób mnie porusza. A jednak wszystko, co się dzieje, może mnie czegoś uczyć. WSZYSTKO :) Dlatego warto czasem zrobić sobie przerwę w oburzaniu się (na innych, na świat, albo na Halloween) i prowadzeniu gorących dyskusji, a zamiast tego zapytać siebie - no dobrze, ale czy w tym wszystkim jest coś, co może pomóc mi lepiej poznać świat, ludzi i siebie?...

Wierzcie lub nie - Halloween uczy mnie tego, że:

1. It's all 'bout money

Halloween dobrze się sprzedaje, a nawet jeśli nie, to zawsze można spróbować to zmienić. I tak właśnie się dzieje. Dekoracje, kostiumy, słodycze i dynie królują w sklepach i kuszą promocyjnymi cenami. Im głośniej jest o Halloween (nieważne w jakim kontekście), tym lepiej, bo to przecież reklama. A reklama, jak wiadomo, jest dźwignią handlu.

Z Bożym Narodzeniem wcale nie jest inaczej. Gdy ze sklepowych półek znikną znicze, natychmiast pojawi się na nich plastikowa chińszczyzna w setkach przeróżnych form, od atrap świerkowych gałązek, przez bombki, po zabawki.

Co mogę z tym zrobić? Niewiele :) Mogę być tego świadoma - to już połowa sukcesu. Mogę kupować z głową i  wybierać mądrze. Z tego powodu na Halloween wybrałam dynię. Serio, serio. Zapas dyniowego puree oznacza pyszne pancakes albo ciasto dyniowe. Mniam! Całą resztę strasznej i straszącej brzydoty omijam szerokim łukiem.



2. Będziemy się kłócić.

Zaciekli przeciwnicy Halloween z umiarkowanymi. Umiarkowani z niezbyt umiarkowanymi. Widzowie TVNu z widzami wszystkiego-byle-nie-TVNu. Wegetarianie z mięsożercami, weganie z wegetarianami itede itepe.

Wiecie, co jest najlepsze w tym wszystkim? I jednocześnie najgorsze? To że wszyscy mają rację. Wszyscy absolutnie, bo moja racja, cytując klasyka, jest zawsze najmojsza.

Tak przy okazji - 31 października Roku Pańskiego 1517 w Wittenberdze Marcin Luter ogłosił tezy, mające być początkiem religijnej dyskusji. Co działo się dalej, wie z grubsza każdy z nas. Ta data w kalendarzu przypomina mi, że w każdym sporze i niejasności warto nie tylko mówić (czy krzyczeć) ale też słuchać. I że niekończące się kłótnie nie prowadzą do jedności...

3. Dzieci są mądrzejsze niż myślimy...

Zdarza mi się słyszeć, że Halloween jest niebezpieczne dlatego, że może prowadzić u dzieci do "popkulturowego" podejścia do śmierci i braku szacunku dla zmarłych. W związku z tym dzieciaki miałyby nie odróżniać świata haloweenowych straszydeł i tego, co należy do naszej spuścizny kulturowej i duchowej. I być może faktycznie istnieje takie niebezpieczeństwo - albo istniałoby, gdyby był to jedyny element, który sprawia, że dzieci słyszą o tym, czym jest śmierć.

W tym roku cała nasza rodzina musiała przerobić trudną lekcję pożegnania z bliską osobą. Zmarło nasze nienarodzone dziecko, czyli młodsze rodzeństwo moich dzieci. To pokazało mi, że moje dzieciaki są mądre. Widzą i wiedzą więcej niż nam się wydaje. Dzieci, odpowiednio pokierowane (i dorastające w rodzinie, w której przecież dzieją się różne rzeczy, również trudne) są w stanie zrozumieć śmierć czasem lepiej niż my. Takie są przynajmniej nasze doświadczenia. Dzieci bardzo dobrze rozróżniają to, co jest zabawą - mój syn przebrany na balu karnawałowym za pirata nie zaciągnie się przecież na okręt, mimo że do portu w Gdyni mamy niedaleko. Na podobnej zasadzie widok jakiegoś duszyska w zamczysku potraktuje jak fikcję, a nie wyobrażenie życia po śmierci. Ja to wiem, bo z nim rozmawiam. I daleko mi do lekceważenia tematu, bo to ważne sprawy. Nie banalizuję, ale uspokajam. Dzieci są mądre.

Czasem wystarczy po prostu pogadać z dzieckiem. I to może być rozmowa, która otworzy nowe horyzonty nie tylko przed naszą pociechą, ale również przed nami.

4. To świat wirtualny...

...przynajmniej częściowo. Uświadomiłam sobie w tym roku, że większość gorących dyskusji czy wątpliwej jakości grafik dociera do mnie za pośrednictwem internetu. Niewirtualne są imprezy "Holy Wins" i Bale Wszystkich Świętych - czyli to, co jest bardzo pozytywne i budujące. Ani razu nie spotkałam się z manifestacją przeciwników Halloween na żywo... za to w internecie - oj dzieje się. Są zdjęcia na których niemalże płoną już stosy ;) I tak, przyznaję szczerze - mi to przeszkadza.

To pokazuje mi, że warto czasem wyłączyć komputer i skupić się na tym, co tu i teraz. A u mnie dzisiaj niewirtualny i całkiem realny jest pyszny, cynamonowy zapach ciasta marchewkowego. Jest zmęczenie po pracy, ale i przytulne ciepło spędzonego z dziećmi popołudnia (piekliśmy ciasteczka :) ). Są również te refleksje - moje, najmojsze. Nie zmuszam do tego, by się z nimi zgadzać. Zamiast tego proponuję niewirtualnie zajrzeć w swoje serca, pragnienia, oczekiwania. Zejść w głąb. Zapytać, co mogę wyciągnąć dla siebie z tego, co dzisiaj dzieje się wokół mnie i we mnie.

5. Nie lubię Halloween :)

Ale lubię dynię. I ciasteczka, które dzieci dekorowały dzisiaj czekoladą. Lubię jesień, zadumę i zmrok rozświetlony przez światełka zniczy na cmentarzu.

Jutro zerwę kartkę z kalendarza wchodząc w nowy dzień i nowy miesiąc. Dzień Wszystkich Świętych oznacza też nową nadzieję. A Halloween? To tylko jeden dzień w roku. Naprawdę jest taki ważny?...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz