piątek, 23 sierpnia 2019

Dzielne kobiety - dziękuję!

Minął prawie miesiąc, a ja nadal nie wiem, czy i w jaki sposób o tym pisać. Nie umiem ubrać tego w słowa - uczuć, jakie wybuchają, gdy słyszy się wiadomość o śmierci dziecka, które nosiło się pod swoim sercem i bólu, który tylko chwilami staje się lżejszy, a tak naprawdę wciąż trwa... Nie umiem. Więc nie o tym będę pisać.

Napiszę inaczej. O okruchach dobra. O spojrzeniach pełnych miłości. O słowach, które podnoszą i obecności, która wystarcza. O Kościele, który żyje...

Chciałabym móc ubrać maskę dzielnej dziewczyny i napisać, że wszystko było dobrze i że wszystko będzie dobrze. Nie umiem jednak tego zrobić. Nie umiem też przechodzić przez to, co trudne, bez niewygodnych pytań, łez i buntu. Dostałam jednak od Pana Boga cenny prezent - widzę dobro. Dostrzegam i doceniam nieprzypadki. I w moim trudnym doświadczeniu (którego ból zna na pewno część z Was...) czułam, że On działa. Działał przez miłość mojej Rodziny, która otaczała mnie troską. Otaczał mnie ramionami mojego Męża, który był i jest dla mnie ogromnym wsparciem. Pozwolił doświadczyć wsparcia przyjaciół, którzy zapewniali o modlitwie i byli ze mną w trudnym czasie, w szpitalu i podczas pogrzebu. Postawił też na mojej drodze ludzi, którzy nieśli mnie przez to doświadczenie tak samo, jak kiedyś czterech upartych facetów jednego, pewnie bardzo cennego dla nich, sparaliżowanego mężczyznę... prosto do Jezusa.

Doświadczyłam mocy Kościoła. I wiem, wiem, wielu z nas z Kościołem ostatnio nie po drodze. Rozumiem to. Sama mam różne przejścia i wspomnienia, zarówno dobre, jak i złe. A jednak zaskoczyło mnie bardzo to, czego doświadczyłam w kancelarii parafialnej, gdy załamał mi się głos - bo trudno, żeby się nie załamał, gdy mówi się o pogrzebie własnego dziecka. Ksiądz proboszcz położył rękę na mojej głowie, nakreślił mi na czole znak krzyża i pobłogosławił - mimo że nie znamy się dobrze, a ja byłam tego dnia kolejną parafianką w kolejce, kolejną osobą, która chciała załatwić formalności... Odeszłam nie tylko "załatwiona". Odeszłam z poczuciem wsparcia, takiego ojcowskiego, ludzkiego... Drobny gest o wielkiej sile. Umocnienie.

Doświadczyłam też mocy Kościoła, który do kobiety posyła... kobiety. I to chyba zadziwia mnie najmocniej - siła, jaka z tego płynie. Moc modlitwy, wymiany doświadczeń, prostego bycia. Moc troski o drugiego człowieka, słów wsparcia i wskazywania cicho, dyskretnie, ale niezmiennie - na Boga, który jest, kocha, czuwa. Nawet gdy nie rozumiemy wszystkiego, co dzieje się w naszym życiu.

Kobiety, które się jednoczą, które tworzą wspólnotę - to ogromna moc. Ogromna pomoc. Dokładnie dzisiaj dotarła do mnie moja nowa książka - o kobietach właśnie. W czasie jej pisania wiele się działo... A ostatnie doświadczenia sprawiają, że jeszcze bardziej chcę szukać inspiracji w życiu osób, które zmierzyły się z podobnymi wyzwaniami i potrafiły wytrwać, zaufać, kochać jeszcze mocniej.

Pamiętam, jak którejś zimowej nocy spisywałam refleksje dotyczące życia Marii Zelii Martin:


Nie sądziłam, że gdy wrócę do tych słów, będę już inną mamą - mamą, która też poznała gorzki smak tego rodzaju macierzyństwa... macierzyństwa po stracie. Mamą, która zamiast wózka i kocyka wybiera nagrobek dla swojego dziecka...

Maria Zelia Martin i Joanna Beretta Molla pomagają mi spojrzeć w przyszłość z nadzieją. Stanisława Leszczyńska, dzielna położna z Auschwizt, zadziwia odwagą. Równie dzielne kobiety otaczają mnie na co dzień, tylko że (jeszcze) nikt nie napisał o nich książki. Pisze się za to coś innego - historia moich zmagań i wyborów oraz historia świata, w której moje zmagania i wybory mają jakiś swój udział. Dzielne kobiety, niewiasty, dziewczyny - dziękuję. Rodzino moja kocha i przyjaciele - dziękuję. Kościele tu na ziemi i tam w Niebie - dziękuję. Dziękuję za dobro, które rodzi nadzieję. Za dobro, którego mogę się chwycić i trzymać uparcie, nawet gdy wokół burza...

3 komentarze:

  1. Dziękuję Bogu za Ciebie i Twoją odwagę. Magda

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziewczyno jesteś Wielka! Dziewczyno jesteś Święta! Dziękuję za świadectwo. Dziękuję że jesteś. Dziękuję, że dzielisz się każdą stroną twojej duchowości. Dziękuję, że pokazujesz twoją relację z Panem. Bardzo mnie uskrzydliłaś. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Polecam również niesamowitą historię Chiary Corbelly Petrillo- porusza serce! :)

    OdpowiedzUsuń