niedziela, 7 lipca 2019

Boża matematyka, czyli równanie z wieloma niewiadomymi

Równanie z jedną niewiadomą to niewielkie wyzwanie, możliwe do ogarnięcia nawet przez jednostki mało wybitne matematycznie (takie jak ja :) ). Z równaniem z dwiema niewiadomymi musiałabym się pewnie bardziej pomęczyć, ale w końcu dałabym radę. Gdy jednak niewiadomych robi się więcej - zarówno w obliczeniach, jak i w życiu - zaczynam się gubić. Czy tak naprawdę musi być?... Życie nie jest przecież ani tak proste, ani logiczne jak matematyka. W cyfrach usiłujemy zamknąć wiele, ale nie zawsze się to udaje. Nie wszystko możemy wyliczyć, nie wszystko potrafimy przewidzieć. Czasem to przytłacza, pozostawia nas z rękami rozłozonymi w geście bezradności, nawet gdy próbujemy złożyć je do modlitwy...

Ostatnie dni spędziłam w ciszy, pozwalając Słowu, by pokazywało mi świat, Boga i siebie z nieco innej perspektywy. Czas rekolekcji ignacjańskich jest niezwykły i po raz kolejny jestem za niego ogromnie wdzięczna. Jak zwykle, był to czas wielu niespodzianek. Jedną z nich było odkrycie Maryi - po raz pierwszy w ten sposób, bardzo życiowo i praktycznie, bardzo naturalnie.

(obraz: The Solemnity of Mary)


Pomyślałam, że Ona najlepiej radziła sobie z  niewiadomymi. Wiele razy stawała przed wyzwaniami, które mogły ją przerastać i mierzyła się z trudnymi pytaniami. "Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?" było tylko jednym z nich. Wydarzenia związane z narodzinami Jezusa czy też słowa Symeona i Anny w świątyni jerozolimskiej były kolejnymi sprawami, które Maryja, jak pisze święty Łukasz, zachowywała i rozważała w swoim sercu. Poruszyło mnie bardzo, że Ona właśnie tam szukała odpowiedzi. Nie biegła do innych ludzi, pytając ich o możliwe rozwiązania. Nie otwierała Biblii na chybł-trafił ani nie szukała najbardziej "skutecznych" modlitw, które pozwoliłyby jej w ekspresowym tempie zgłębić to, co niezgłębione. Szukała odpowiedzi w swoim sercu. Szukała jej w sobie.

Dlaczego? Bo Maryja nie musiała mierzyć się z równaniami z wieloma niewiadomymi. Dla Niej jasne było to, co dla mnie wciąż często stanowi zagadkę. Po pierwsze: wiedziała, kim jest Bóg. Oczywiście, dla Niej pewnie też był tajemnicą, ale Ona wiedziała to, co najważniejsze - że On jest dobry, że może Mu wierzyć, że jest Miłością. Nie traciła czasu i energii na roztrząsanie, czy na pewno warto być Mu zaufać. Nie dokładała sobie tego ciężaru, który wraz z burzą wątpliwości, przygniata mnie czasem do ziemi...

Po drugie, Maryja wiedzała kim jest ona sama. Wiedziała, że jest cenna w oczach Boga. Znała swoje piękno i umiała się nim cieszyć. To kolejna niewiadoma, która czasem komplikuje moje życiowe wybory - bo ja wciąż szukam i wciąż nie jestem pewna. Czy na pewno jestem dobra? Czy jestem wystarczająca? Czy mogę zaufać pragnieniom, które pojawiają się w moim sercu i próbują prowadzić w nieznane?...

No właśnie - nieznane jest częścią codzienności. Gdy do niewiadomych dotyczących naszych planów, przyszłości, marzeń i relacji dodajemy kolejne, życiowe równania mogą się komplikować, frustrować i przytłaczać. Ostatnie dni pokazały mi bardzo mocno, że gdy próbuję dźwigać na swoich barkach ciężar rozwiązywania tego, co wciąż niewiadome, biorę na siebie zadanie niemożliwe do wykonania. Dużo lepiej jest szukać odpowiedzi na pytania, które są zarówno dużo trudniejsze, jak i o Niebo prostsze: kim jest Bóg w moim życiu i kim jestem ja sama.

Maryja stała się dla mnie ostatnio nie tylko matką, ale również przyjaciółką i siostrą - kimś, kto pokazuje mi, jaką kobietą mogę się stawać i jaką kobietą już jestem. Każda z nas jest stworzona przez Boga, który naprawdę wiedział, co robi. Każda ma swoją misję i niewiarygodne wręcz zasoby dobra, które dobry Bóg w nas złożył - ciepło spojrzenia, serce które może uczyć się wrażliwości i miłości, matczyną troskę, pomysłowość w okazywaniu innym serdeczności i milion innych. Milion, naprawdę. Warto dać sobie czas, by to odkryć. Warto zaufać, że w swoim sercu każda z nas, razem z Bogiem, może znaleć odpowiedzi na pytania, które są najważniejsze w danej chwili. Nie na wszystkie, na pewno. Ale na wystarczająco dużo, by nie szarpać się ze zbyt wieloma niewiadomymi.