poniedziałek, 11 lutego 2019

Sosna karłowata

Najwyższa Boga dobroć, niezmierzona miłość, i serce ojcowskie
chętniejsze są do udzielania nam doskonałości,
niż my do jej szukania.
św. Ignacy „Maksymy…”

Powyżej pewnej wysokości w górach można spotkać jedynie karłowate odmiany drzew iglastych, czyli powszechnie wszystkim znaną kosodrzewinę lub gatunki jej pokrewne, jak syberyjską sosnę karłowatą. Jej widok nie dziwi – jest to przecież forma dostosowania się do niekorzystnych warunków.

Pomyślałaś kiedyś, że z twoim sercem może być podobnie?

Jezus w jednej z przypowieści wspomina o tym, że drzewo poznajemy po owocach (por. Mt 7,15-20). Czasem jednak owoców nie ma, jest ich bardzo mało lub są niedobre. W takich chwilach rozliczamy same siebie skrupulatniej niż księgowa z tytułem pracownika miesiąca w firmie windykacyjnej. Dużo rzadziej pytamy siebie o przyczynę takiego stanu rzeczy.

A gdyby drzewo, o którym mówi Jezus, doświadczyło silnego mrozu? Gdyby smagały je zimne wiatry lub gdyby nikt nie zapewnił mu wystarczającej ilości wody w upalne dni? Wtedy mogłoby się z nim stać to samo co z górską kosodrzewiną. Mogłoby przestać rosnąć lub pomimo pięknych kwiatów nie miałoby możliwości zawiązania owoców.

Odkreślamy kolejne daty w kalendarzach. Zmieniamy garderobę – z młodzieżowej na kobiecą, z tej w mniejszym rozmiarze na nieco większą lub odwrotnie. Wchodzimy po kolejnych szczeblach edukacji i kariery. Lustro mówi nam to samo co dowód osobisty i kalendarz – jesteśmy starsze, dojrzewamy, rozwijamy się. Jestem jednak przekonana, że w sercu każdej z nas są takie przestrzenie, w których pozostałyśmy dziećmi. I nie chodzi mi tu wcale o pozytywne aspekty związane z postawą dziecka, takie jak ufność czy prostota.

W każdej z nas są gałązki, które nie przynoszą owocu, bo ich wzrost został zahamowany. Zraniono nas tak mocno, że w głębi serca wciąż jesteśmy małymi dziewczynkami, przerażonymi, samotnymi, bezradnymi. Na zewnątrz maskujemy to uśmiechem, bierzemy sprawy w swoje ręce i działamy. A jednak przychodzą chwile, gdy płaczemy bez powodu albo jedno niewinne słowo, wypowiedziane przez kogoś bez złych intencji, psuje nam cały dzień. Są też momenty, w których z ogromną tęsknotą wołamy do kogoś, do kogokolwiek, kto mógłby choć trochę pomóc nam oswoić samotność czy powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Czasem najważniejsze życiowe decyzje, takie jak wybór powołania czy męża, podejmujemy właśnie z takich pobudek. To nasz głód pcha nas do nieracjonalnych wyborów (i nie, żadna z nas dobrowolnie się do tego nie przyzna). Dokonuje ich nie dorosła, ukształtowana i świadoma siebie kobieta, ale dziecko, które doświadczyło dotkliwego braku.

Możesz mieć dwadzieścia, trzydzieści lub czterdzieści lat, a w jakiejś przestrzeni życiowej reagować dokładnie tak samo jak zapłakana siedmiolatka – i nie rozumieć, dlaczego tak się dzieje. Możesz też wkładać mnóstwo wysiłku w rozwój duchowy, a mieć wrażenie, że nic w twoim życiu się nie zmienia. Nie zawsze przyczyną będzie to, o czym piszę, ale pomyśl o tym teraz – które gałązki w twoim życiu uginają się nie pod ciężarem dorodnych owoców, lecz pod ciężarem łez, powracającego wciąż poczucia krzywdy i żalu? Które z twoich pragnień i marzeń zdążyły wykiełkować, bo przecież potrafiłaś się nimi cieszyć, lecz później zostały zagłuszone, stłamszone i zupełnie skarłowaciały?



Poczucie spełnienia, przekonanie, że życie ma sens, i radość z owoców własnych wysiłków (nie tylko w sferze dotyczącej ducha) to nie prosty efekt działania, w której po jednej stronie są twoje dobre chęci, a po drugiej gwarantowany sukces. Aby dobre drzewo przyniosło dobre owoce, potrzeba wielu czynników. Nikt nie wie tego lepiej niż ogrodnik. To przecież właśnie z ogrodnikiem pomyliła Jezusa Maria Magdalena. Może nieprzypadkowo Jezus chce pokazywać nam się właśnie z tej strony, zapewniając, że potrafi zadbać o nasz wzrost w sposób najlepszy z możliwych. I że naprawdę się na tym zna....

To fragment mojej książki "Pogoda ducha". Do 14.02 na moim profilu facebookowym trwa konkurs, w którym można wygrać 3 egzemplarze książki - zapraszam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz