czwartek, 31 stycznia 2019

wspomnienie szczególne

Od czasu do czasu Facebook wyświetla mi jakieś wspomnienia. Tego jednak przypomnieć nie mógł, bo nikt na świecie całym nie wie, co działo się we mnie dokładnie 7 lat temu. A ja pamiętam. Pamiętam dobrze.

Siedziałam na twardej szpitalnej ławce. Twardości nie łagodził nawet ciepły i miękki szlafrok. Może i dobrze - dzięki temu mocniej czułam otaczającą mnie rzeczywistość. Siedziałam w głębi korytarza, w takim miejscu, w którym nie byłam widoczna. Wsłuchiwałam się w kroki pielęgniarek, płacz dzieci i dochodzące z daleka rozmowy kobiet. I czekałam.

Szpitalne korytarze zbudowane są głównie z czekania. Mają niezwykłą właściwość: oswajają brak cierpliwości. Tutaj czas płynie inaczej, a rzeczywistość składa się tylko z przed i po. Ze wspomnień i z oczekiwania. I z nadziei, bo to umiera ostatnia i wszystkiemu wierzy, wszystko przetrzyma.

Siedem lat temu wrosłam w jeden ze szpitalnych korytarzy i nie umiałam spojrzeć w przyszłość. Bałam się. Bałam się tego, że lekarze nie mówią mi wszystkiego, co powinnam usłyszeć. Obawy były uzasadnione, bo po amniopunkcji ciężko było mi z nich cokolwiek wyciągnąć, a podsłuchane rozmowy o stopniu rozwoju płuc u mojego syna sprawiły, że bardzo gorliwie poszukiwałam odpowiedzi u wujka Googla. A wiecie - to nie pomaga. Nie pomagały też inne pytania - o to, jak bardzo będzie bolało. Ile nieprzespanych nocy przede mną. Czy dam radę, skoro w domu czekała na mnie jeszcze domagająca się uwagi dwulatka. Te pytania nie przynosiły ze sobą żadnej odpowiedzi. Tylko łzy spływały mi po policzku.

Nie było też nikogo, kto mógłby powiedzieć mi te proste słowa: że będzie dobrze. Że jakkolwiek będzie, damy radę. Że nie przesadzam i mam prawo się bać. Byłam tylko ja, szpitalny korytarz, bardzo dobrze znane przed i kompletnie nieznane po.

I wtedy wśród piosenek, które słuchałam, próbując zagłuszyć mój lęk, pojawił się ten: Moje uwielbienie. I słowa, które przyniosły ukojenie:

Kryjesz w swojej dłoni świat,
Delikatnie jak puch.
Swoją ręką chronisz go.
Chociaż jest pełen kłamstw i ludzkich wad,
Jak dziecko tulisz go.
Ty usłyszysz cichy płacz, 
Kiedy inni się śmieją,
I ukoisz ból, gdy inni ranią tak.
Ty uzdrawiasz swą miłością -
Leczysz nas...

Nie pamiętam, ile czasu spędziłam, wsłuchując się w te słowa. Pamiętam jednak, że towarzyszyły mi również dzień później i w kolejnych dniach. Już nie byłam sama. Już nie jestem i nie będę - nigdy.

Siedem lat później patrzę na bałagan w kuchni. Właśnie skończyłam robić biszkopt, niedługo zabiorę się za krem, a jutro rano na śniadanie zjemy tort. I nie będziemy mieli żadnych wyrzutów sumienia, a co! Siódme urodziny obchodzi się przecież raz w życiu.

Z pokoju docierają do mnie na przemian odgłosy dobrej zabawy, śmiechu, ale też kłótni i buntu. Tak już jest - to nasza codzienność, nieidealna, ale taka, która sprawia, że w coraz mniejszym stopniu słucham swoich lęków. Nadzieja jest lepszym doradcą.

Za chwilę ruszę się w końcu by posprzątać. Po domu rozchodzi się słodki zapach ciasta. A ja jestem wdzięczna. I śpiewam cicho, tak że pewnie tylko On to słyszy:

Moje uwielbienie ofiaruję Ci,
Tyle mogę Tobie dać.

Mam za co dziękować <3



2 komentarze:

  1. Nas też najmłodszy nastraszył bardzo. Pamiętam, kiedy wracaliśmy na przerwane spotkanie kolędowe z wiadomością, że Wilczątko najprawdopodobniej urodzi się chore a ja obliczałem prawdopodobieństwa.
    Potem oczekiwanie na wyniki amniopunkcji.
    Pamiętam,też że kiedy podzieliliśmy się tym ciężarem ze wspólnotą to było nam jakoś dziwnie lżej.
    No ale na szczęście dobrze się wszystko skończyło.
    Najlepsze życzenia urodzinowe dla juniora. Siedem lat, fiu fiu, przecież to Postrzyżyny. Jakiś maksymalnie męski prezent się należy! :-)

    OdpowiedzUsuń