piątek, 5 października 2018

Schronienie

Litania oznacza poważne wykroczenie - tak wynikało z naszych dziecięcych rozmów po odejściu od konfesjonału. Niektórzy odmawiali jedynie "Ojcze nasz", inni musieli recytować kolejne wezwania, zakończone niezmiennym "Zmiłuj się nad nami". Litanie dłużyły się niemiłosiernie i zapisywały w pamięci jako coś nużącego. Tak było. I tak mogło zostać, a jednak w moim przypadku stało się inaczej, choć musiało minąć sporo czasu.

Żeby odkryć piękno litanijnych wezwań, musiałamz robić coś więcej, niż tylko zetrzeć kurz z książeczki do nabożeństwa.  Musiałam poszukać głębiej. Zaczęłam więc od samego początku - od Paray-le-Monial. To tam nieznana większej ilości osób zakonnica spotykała się z Jezusem w niezwykły sposób. To tam opowiadał jej On o swoim Sercu. Echo tych słów  rozbrzmiewa w Kościele przez wiele wieków, również w formie litanii do Najświętszego Serca Jezusa. Powstało zresztą wiele jej wersji, w tym ta, której autorką jest święta Małgorzata:

...Pozdrawiam Cię, Serce mojego Brata – pozostań ze mną.
Pozdrawiam Cię, Serce kochające – działaj we mnie.
Pozdrawiam Cię, Serce miłosierne – odpowiadaj za mnie...

Małgorzata Maria Alacoque w różnych słowach mówiła również o tym, że ratunek dla świata i dla człowieka jest w Sercu Jezusa. To może brzmieć podniośle, niezrozumiale lub niemodnie. A jednak do mnie ostatnio bardzo trafia to właśnie sformułowanie: ratunek. Nie podpowiada mi go lęk przed Bogiem, ale kobieca intuicja - bo przecież we wspomnianej już (i dobrze znanej litanii) słyszę o Sercu pełnym miłości, cierpliwości, dobroci. O Sercu, które płonie miłością do ludzi. O Sercu otwartym dla każdego. I gdyby słowa "uczyń serca nasze według Serca Twego" stawały nam się choć odrobinę bliższe każdego dnia, to świat zmieniałby się każdego dnia o tę właśnie odrobinę. Zmieniałby się od środka, po cichu, tak jak trzy miary mąki, w które ktoś włożył zaczyn...

Dziś pierwszy piątek miesiąca, dzień, który przynajmniej niektórym z nas kojarzy się z Sercem Jezusa. Wstyd przyznać, ale chyba nigdy nie udało mi się "uzbierać" dziewięciu pierwszych piątków po kolei. Co roku mam nadzieję, że to zmienię. Próbuję.

Próbuję dokonywać zmian zresztą w wielu dziedzinach życia. I chyba tylko ta jedna - próba uczenia się od Jezusa, jak czuć i działać jak On - wolna jest od poczucia presji i oczekiwania szybkich efektów działań. Patrząc na Jego Serce nie czuję, żebym musiała stawać na baczność i rozliczać się ze swoich porażek, niepowodzeń i podjętych prób naprawy siebie i świata. To nie moje zadanie. To On ratuje świat. Ja mam prawo być słaba, mam prawo nie potrafić, popełniać błędy - bo przecież wciąż się uczę.

"W jednej z medytacji, pochodzącej sprzed 1480r., napisanej w kręgu norymberskich kartuzów, Serce Jezusa porównane jest do miasta ucieczki, które zgodnie z tradycją dawało schronienie człowiekowi przypadkowo powodującemu zabójstwo. Człowiek taki według prawa Mojżeszowego miał prawo szukać schronienia przed gniewem najbliższych. Wspomniana medytacja w Sercu Jezusa widzi obronę i pokrzepienie dla uciekiniera." (Tadeusz Drozdowski SJ, "Poznaj Serce Jezusa").

Ja w uciekaniu nabrałam już sporej wprawy. Zdarza mi się uciekać przed obowiązkami, przed przykrymi konsekwencjami, przed prawdą i przed sobą. Uciekam od, ale coraz częściej zdaję sobie sprawę z tego, że warto również uciekać do. I że jest takie Miejsce, które nigdy nie będzie dla mnie zamknięte.


1 komentarz:

  1. No co mam napisać:)....Serce jest jak Dom - bezpieczne miejsce, wolne od strachów i obaw...miejsce gdzie jest się chcianym i kochanym.... do domu zawsze warto jest wracać - dobrych powrotów zatem i dla mnie i dla Ciebie Maju i dla każdego, kto tu zagląda :) +

    OdpowiedzUsuń