niedziela, 28 października 2018

On mnie przyodział (Mk 10, 46b-52)

"Niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza"

Przez Ewangelie przewija się wiele postaci, których imion nie znamy. Tu natomiast pojawia się bardzo jasna informacja, zarówno o imieniu, jak i pochodzeniu niewidomego. Jest w tym określeniu jednak coś brutalnego. Pomyśl, że ktoś wita się z Tobą i mówi: "Cześć, jestem Bartymeusz z [tu wstaw niezbyt ciekawą dzielnicę miasta albo totalną prowincję], niewidomy żebrak". Mało zachęcające, prawda? Ale bardzo szczere.

Gdy słucham dzisiaj Bartymeusza, myślę że to właśnie uzdolniło go do równie szczerego wołania Jezusa. Wiedza o tym, kim jestem i jaki jestem, pozwala chyba na to, by jeszcze wyraźniej widzieć kim jest On - Rabbuni, Jezus z Nazaretu, Syn Jezusa.

Mogłabym bez problemu opowiedzieć nie tylko o tym, czyją jestem córką, ale również wnuczką i prawnuczką. Nie o taką wiedzę jednak chodzi. Bo przecież w pewnym sensie rodzę się nieustannie. Na to, jaka jestem, wpływają przeróżne doświadczenia - ekstremalna radość i szczęście, ale też zranienia, z których nie mogę otrząsnąć się mimo upływu czasu. Relacje, które zmieniły mnie na zawsze - i nie zawsze na dobre. Mogę temu zaprzeczać, mówiąc tylko: nie chcę taka być. Mogę też zrobić to, co Bartymeusz: spojrzeć prawdzie w oczy. Spojrzeć w oczy sobie. Powiedzieć: "Cześć, to ja, niewidoma żebraczka. To ja, którą trawi ogromny głód, lecz której duma nie pozwala się do niego przyznać..."

W jaki sposób opisałabyś siebie, gdybyś wiedziała, że możesz powiedzieć teraz absolutnie wszystko i nie zostaniesz wyśmiana ani odrzucona? Co powiedziałabyś o sobie, gdybyś wiedziała, że już nie musisz udawać, koloryzować, upiększać rzeczywistości?

Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! 

Bartymeusz wie, kim jest. Bartymeusz wie też, kim jest Jezus. "Ja, niewidomy żebrak, proszę o miłosierdzie Ciebie, Mesjasza!" - tak można by opisać jego wołanie.

Gdybyś na chwilę zapomniała o wszystkich mądrych książkach, w których czytałaś, o "najskuteczniejszych modlitwach" które miały naprawić Twoje życie... i  gdybyś wymazała z pamięci pobożne, lukrowane obrazki z Jezusem otoczonym tylko aniołami, a nie ludźmi - w jaki sposób byś się do Niego zwróciła? Jakich słów byś użyła? Kim jest dla Ciebie naprawdę? Nie według mądrych definicji z lekcji religii, ale według tego, co mówi Ci serce?

On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się na nogi i przyszedł do Jezusa.

Płaszcz. Dla biedaka to majątek. Można przykryć się nim w zimną noc, można się nim zasłonić nie tylko przed palącym słońcem, lecz odgradzając od ludzi. Płaszcz daje schronienie i namiastkę niezależności.

Zostawić płaszcz i zerwać się na nogi? Zastanawiam się nad tym, bo to powinna być przemyślana decyzja. Muszę przecież dbać o siebie - nikt inny tego za mnie nie zrobi. Muszę sama się o siebie zatroszczyć, a taki płaszcz- nawet szary, brzydki, pokryty kurzem - to już coś. To moje zabezpieczenie...

Mam więc wybór - zostać przy drodze, tu gdzie jestem. Ja, niewidomy żebrak, bezpieczny w świecie iluzji, które cenię na tyle mocno, by nie chcieć rewolucyjnych zmian. Albo ruszyć w drogę. W nieznane, choć jednocześnie za Nim - a o Nim, Jezusie z Nazaretu, przecież już trochę wiem. I doświadczyć tego, że On się o mnie troszczy.

I że mnie "przyodział w szaty zbawienia,
okrył mnie płaszczem sprawiedliwości,
jak oblubieńca, który wkłada zawój,
jak oblubienicę strojną w swe klejnoty."
(Iz 61,10

Co wybierzesz?


grafika: https://www.morningstarministries.org







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz