sobota, 22 września 2018

wrześniowe odkrycia

Wrzesień: pierwsze wyprawy na grzyby, zapach syropu z malin, który wraz z latem zamykam w słoikach oraz poranne mgły. I oczywiście początek szkoły.  Podejrzewam, że nie tylko ja mam takie skojarzenia. Wrzesień to jednak - jak każdy miesiąc w sumie :) - nowe odkrycia. Nie wiem, czy uda mi się dzielić nimi tutaj regularnie, ale w tym miesiącu spróbuję. Może dlatego, że wiele z tych odkryć dotyczy tego samego tematu? 

O tym, że jestem tym, co jem i o tym, jak czuć się dobrze w swoim ciele. 
Wrześniowe odkrycia - czas start!

Owsianka w gdańskim Retro




Brzmi banalnie, ale to naprawdę najlepsza owsianka, jaką jadłam w moim życiu! Dodatki można wybierać z długiej i bogatej listy, a sama potrawa ma idealny smak i konsystencję. Niebo w gębie! Gdybym mogła, codziennie rano wpadałabym tam na śniadanie.

To dla mnie odkrycie, ponieważ do tej pory wcale nie było to moje ulubione danie. Nie miałam na nie pomysłu, choć już od dłuższego czasu wiedziałam, że warto go znaleźć. Płatki owsiane zawierają antyoksydanty, błonnik i magnez i witaminy z grupy B (czyli coś, czego bardzo potrzeba zabieganej matce ;) ).Dlatego od dawna wiedziałam, że z owsianką warto się zaprzyjaźnić. Teraz już wiem, w jaki sposób to zrobić. I uwielbiam Retro... :)

Marie Zelie




Słyszałam o ich sukienkach. Oglądałam nawet zdjęcia. Przez długi czas jednak nie potrafiłam się przełamać i spróbować. Nie ukrywam, że jednym z powodów były wysokie ceny. Była też jednak druga przyczyna - zastanawiałam się, jak będę wyglądać w sukienkach z marszczeniami w okolicy talii (które - jak wiadomo - podkreślają tę część ciała, w przypadku niektórych osób dość newralgiczną... ;) ). Skorzystałam jednak z promocji, dzięki której sukienkę kupiłam nie za milion monet, a potem podjechałam do pracowni, by przymierzyć wybrany przez mnie model.

Przyznaję, że ubierając piękną Aglaię, poczułam się jak księżniczka. Patrząc w lustro miałam jednak pewne wątpliwości. Nie do końca dobrze czułam się także w sukience uszytej z nieco sztywnego (choć przez to bardzo eleganckiego) materiału. I wtedy przyszło odkrycie - sukienki z dzianiny! Coś w sam raz dla mnie, bo choć lubię pięknie wyglądać, uwielbiam też legginsy, wygodne swetry i buty bez obcasów. Wizyta w pracowni zakończyła się pełnym sukcesem - mam sukienkę wygodną jak dres, a jednocześnie elegancką i podkreślającą atuty mojej figury.  Marie Zelie dopisuję jednocześnie do listy moich odkryć, mam nadzieję, że na dłużej. 


"Słodziutki. Biografia cukru"



To jedna z najlepszych książek, jakie ostatnio czytałam. "Biografia cukru" wciąga nie tylko dzięki temu, że podaje mnóstwo ciekawych faktów na temat cukru, ale również dlatego, że napisana jest w genialny sposób. Szczerzę zazdroszczę stylu pisania i chylę czoła przed autorami. 

"Słodziutki" to podróż przez wieki, która pokazuje historię cukru i sposób, w jaki zrobił swoją zawrotną karierę. To również sporo ciekawostek medycznych, niezwykłych anegdotek i faktów, które sprawiają, że włos jeży się na głowie... Myślę że coraz więcej z nas ma nawyk czytania etykiet, autorzy książki pokazują jednak, jak często ulegamy manipulacjom i jak wielkie pieniądze stoją za tym, co dzieje się w firmach produkujących żywność. "Słodziutki" pomaga też w refleksji nad historią. Nie tak dawno powszechnie wierzono przecież, że "cukier krzepi". Ba! Za posiadanie jego zamiennika, jakim jest sacharyna, można było pójść do więzienia na kilka miesięcy! Do tej pory zresztą informacje o tym, że cukier naprawdę jest szkodliwy są przez niektórych negowane (polecam lekturę artykułu o dentystce, która ośmieliła się zwrócić uwagę na zawartość cukru w dziecięcej diecie...). Bardzo możliwe że to dlatego, że cukier uzależnia. Naprawdę. Dokładnie tak jak narkotyki czy alkohol. 

"Gdyby tylko niewielki ułamek tego, co już wiadomo na temat skutków działania cukru, został ujawniony w odniesieniu do jakiegokolwiek innego materiału używanego jako dodatek do żywności, materiał ten zostałby natychmiast zakazany" - powiedział brytyjski fizjolog John Yudkin (cytat z książki). Nie chcemy o tym na co dzień pamiętać...

Odkrycia września były, jak widać, dosyć monotematyczne.


 Z tych kulinarnych dodałabym jeszcze zupy, które od niedawna stały się moim sposobem na jedzenie więcej niż pięciu porcji warzyw dziennie. Nie mogę też nie wspomnieć o warzywie, które wciąż jeszcze można kupić w sklepie (również na zapas), a które również uwielbiam: dynia makaronowa. Moja rodzina początkowo podchodziła do niej nieufnie. Wystarczyła jednak godzina by to zmienić- bo tyle trzeba, by dynię upiec i przygotować do niej tradycyjny sos pomidorowy z mięsem mielonym. Od tego czasu znika ze stołu błyskawicznie. A ja - polecam :)



W zdrowym ciele zdrowy duch, jak mówi przysłowie. 
A ja odkrywam stopniowo i od dłuższego czasu, że miłość bliźniego zaczyna się od okazania miłości samej sobie. I nie chodzi mi tylko o to, by łaskawie patrzeć na swoje oblicze w lustrze. Chodzi też o to, by potrafić na chwilę zwolnić i cieszyć się smakiem zwyczajnych potraw. O to, by wybierać nie tylko to, czym będę mogła "zajadać smutki" - bo przecież zasłużyłam na małą przyjemność - ale o to, co będzie naprawdę dobre dla mojego zdrowia i samopoczucia. Ciągle się tego uczę. Ale z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc sprawia mi to więcej radości. Nie ma w tym nic z egoizmu. Jest za to spokój, który udziela się innym... :)

P.S. To nie jest wpis sponsorowany. Przez żadną z wymienionych firm (czy autorów, czy hodowców dyni spaghetti ;) ) nie zostałam w jakikolwiek sposób zachęcona do przedstawienia swojej opinii. Na przedstawianiu opinii również - ani tu, ani w żadnym innym wpisie - nie zarabiam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz