piątek, 14 września 2018

naprawdę jaka jesteś

 "Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt. Bo tego nie wiesz nawet sama Ty" - śpiewał Bogusław Mec. Dla niektórych to poezja, dla mnie jest jednak - samo życie. Zdarzają się takie dni, kiedy próbuję po kolei nazywać moje tęsknoty i niespełnienia, ale niewiele z tego wychodzi. Nie zawsze wiem, jaka jestem. Nie zawsze wiem, czego chcę. Często dlatego, że zamiast słuchać siebie i swojego serca, całą swoją uwagę kieruję na to, co myślą i mówią o mnie inni.

Bądź tym, kim Bóg chce żebyś był, a rozpalisz cały świat. To z kolei Katarzyna ze Sieny, święta Kościoła Katolickiego i jedna z wielu kobiet, które miały odwagę żyć pełnią swojego powołania. Są takie chwile, w których ich głos jest mi szczególnie potrzebny. Dlatego czasem ruszam w wędrówkę ich śladami - śladami kobiet, które umiały słuchać swojego serca i które miały odwagę wybierać dobro...

Prawdziwym powołaniem kobiety jest takie, w którym w pełni dochodzi do głosu dusza kobieca i które może ją kształtować. (Edyta Stein)

Zwróciłam ostatnio uwagę na scenę, w której Bóg przemawia do młodego Samuela, mieszkającego w świątyni i przebywającego pod opieką Helego. Bóg nie mówi do niego: "Ej Ty". Nie woła: "Chłopcze!". Mówi: "Samuelu". Cicho, delikatnie, z czułością, a jednocześnie z mocą. Wzywa go po imieniu - a imię w Biblii oznacza tożsamość i istotę danej osoby.

Bóg, powołując i zapraszając do działania, nie urządza wyliczanki: "Entliczek-pentliczek". Nie robi też rankingu najbardziej efektywnych pracowników w Jego winnicy, pozostawiając na pastwę losu tych, którym coś wiecznie nie wychodzi. On dla każdej z nas ma unikalną misję, wynikającą z tego, kim naprawdę jesteśmy i co nosimy głęboko w sercu. I to dotyczy nie tylko wyboru naszej życiowej drogi, ale również Jego codziennych zaproszeń.

Bądź taką kobietą, jaką Bóg chce byś była, a rozpalisz świat - mogłabym sparafrazować słowa św. Katarzyny. Czasem wydaje się nam, że musimy być najlepsze: w wypełnianiu przykazań i w organizowaniu domowych porządków, w relacjach z dziećmi, domowym wypieku chleba i odmawianiu różańca. I to wszystko jest ważne, oczywiście. Ale dużo ważniejsza jest odpowiedź na pytanie, jaką kobietą Bóg chce, bym była dzisiaj, tu i teraz, w tym co składa się na moją codzienność. Co pomoże mi w odkrywaniu Jego pragnień? I co jeśli okaże się, że "kobietą, jaką Bóg chce bym była" nie będzie wcale kobieta niepopełniająca błędów? Co jeśli mogę być kobietą nieidealną, ale sercem całkowicie zawierzającą właśnie Jemu? Jemu, a nie swojej liście idealnie wypełnionych oczekiwań?...

W sercu Kościoła, mojej Matki, ja będę miłością - napisała mała Tereska. To coś więcej niż tylko odkrycie pewnej młodej zakonnicy. Dla mnie to słowa, które w poruszający sposób oddają misję kobiety. Moją misję.

Być w sercu Kościoła, mojej Matki. Czerpać z tego, co w Kościele jest w centrum - z obecności żywego Boga, dającego nam Siebie w Eucharystii. I od Niego uczyć się miłości, jak dziecko, z zaufaniem i świadomością, że choć mam swój bagaż doświadczeń, wyraziste opinie i zapas ciętych ripost w kieszeni, nie pozjadałam jeszcze wszystkich rozumów. Mogę czegoś nie wiedzieć, rozłożyć ręce w geście bezradności, zawołać: "Pomóż. Naucz. Poprowadź.". A potem dawać to samo innym, bo moja kobieca droga często tak właśnie wygląda.

I choć często to "pomóż-naucz- poprowadź" oznacza tak przyziemne sprawy, jak wiązanie butków tuptającemu maluchowi, wiem przecież, że te tuptające nóżki mogą zajść daleko. Przez długi czas będą jednak szły moimi śladami, w mniejszym stopniu słuchając moich słów, w większym - naśladując to, co robię. Dlatego właśnie muszę wiedzieć: kim jestem, czego pragnę, za Kim chcę iść i na czym budować swoje życie.

Dla mnie to budowanie to bycie "w sercu Kościoła, mojej matki" i praktyczna nauka miłości każdego dnia. A jak jest u Ciebie?

grafika: theofeel.pl



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz