sobota, 11 sierpnia 2018

zapisać się w historii.

Douglas Merritte mógł zapisać się w historii na różne sposoby: mógł zostać sportowcem albo biologiem, słynnym politykiem lub inżynierem. Mógł w końcu nie zapisywać się w historii w żaden wyraźny sposób, zostając po prostu czułym mężem czy kochającym ojcem,  jednym z wielu, których imiona zapisane są w Niebie, choć niekoniecznie również w encyklopedii.

Historia postanowiła jednak inaczej. Wyborem nie swoim, a otaczających go ludzi, Douglas zapisał się w historii dzięki swojemu lękowi. Gdy czytamy jego imię, właśnie to pojawia się jako pierwsze skojarzenie: lęk. I nieco poźniej czasem do pary- litość.

Albert-and-rabbit-1024x718

Douglas jest bardziej znany w historii jako Mały Albert - dziecko poddane (w pewnym sensie okrutnemu) eksperymentowi psychologicznemu.  Niespełna rocznemu maluchowi pokazywano białego szczura, łącząc ten fakt z wydawaniem nieprzyjemnego i głośnego dźwięku (uderzenie w metalowy pręt). Po kilku takich seriach Mały Albert reagował lękiem na sam widok szczura. 

Niedługo potem okazało się, że identyczną reakcję wywołuje również miły króliczek i zabawny szczeniak - wszystko, co wyglądem przypomina to, co działo się w warunkach eksperymentu. Atak lęku spowodował też widok świętego Mikołaja (i jego brody)...

Eksperyment zakończył się sukcesem (brawo wy!), budując podstawy psychologii behawioralnej. Mały Douglas zmarł kilka lat później. Historia nie notuje, czy kiedykolwiek widok Mikołaja wywołał u niego radość. Historia notuje tylko to, co na pewno zostało w chłopcu do końca życia - lęk...

Magdę poznałam kilka lat temu na zajęciach tańca. Szczupła, drobna - jak większość z nas - choć w dzieciństwie ponoć zmagała się z otyłością.  Rozmawiałyśmy czasem, choć na zajęciach mało było do tego okazji - wszystkie byłyśmy skupione na tym, co było rozwijaniem naszej pasji. Najlepsze i najgorsze zarazem były chwile, gdy nowo nabyte umiejętności trzeba było prezentować solo na środku sali. Pewnego dnia, gdy przez całe zajęcia skupiałyśmy się na trenowaniu skoków, Magda, stojąc tuż obok mnie, przeżywała widoczny kryzys. "Nie wychodzi mi to" - mamrotała wykonując jak nabardziej poprawne chasse. "Skaczę jak słoń" - skwitowała swój solowy skok ku zdziwieniu nas wszystkich. Wyszła z zajęć wcześniej, tłumacząc, że to wszystko bez sensu.

W tamtej chwili żadne nasze słowa nie były w stanie do niej dotrzeć, bo wtedy to nie była Magda. To była Mała Madzia, która nagle, w jednym z banalnych elementów naszego amatorskiego zajmowania się tańcem, zobaczyła to samo, co Mały Albert.  Jej "skakanie jak słoń" nie miało miejsca na naszej starej, wiecznie zimnej sali gimnastycznej. To było echo dawnych doświadczeń - echo na tyle silne, że skutecznie zagłuszyło to, co działo się w teraźniejszości. Zabrało pewność siebie, poczucie realizowania swojej pasji i dobrą zabawę. Zostawiło przekonanie, że tak już zawsze będzie, bo nasze lęki rosną razem z nami.

I tak chyba właśnie jest. Ciągniemy nasz lęk za sobą jak niechciany ogon. Dajemu mu nad sobą władzę, pozwalając na powrót do dawnych sytuacji - tych, w których nasze Małe Ja cierpiało katusze i chciało ze stachu schować się pod łóżko albo do szafy. (Ja wybierałam szafę). Tyle że w pewnym momencie, kiedy uznamy, że jesteśmy na to gotowi, możemy stanąć z naszym lękiem twarzą w twarz.  Możemy zmierzyć się z tym, co po upływie lat jest niczym innym jak dawnymi emocjami zniekształconymi przez wspomnienia i nakładające się na nie kolejne lękowe sytuacje. Możemy spojrzeć temu w oczy i powiedzieć: " To już mnie nie dotyczy. Tak właśnie wybieram."

Douglas Merritte mógł zapisać się w historii na różne sposoby. Zapisał się w niej tylko i wyłącznie poprzez swój lęk.
Ty masz wybór.

Ty nie musisz.

MAMA blogowa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz