sobota, 11 sierpnia 2018

za Mną

Gdyby przyszedł do mnie, pewnie stałabym nad stosem prania. Może stałoby się to wtedy, gdy moja ulubiona koszulka made in China zrobiła głośne "psssss" po pssss-spotkaniu ze zbyt gorącym żelazkiem, a ja klęłam pod nosem, patrząc na wypaloną dziurę. Może przyszedłby, gdy stałam w kuchni, niecierpliwie mieszając zupę lub wtedy, gdy robiąc gorzki rachunek sumienia, widziałabym jak na dłoni porażki minionego dnia - wypowiedziane w złości niepotrzebne słowa i zmarnowane okazje do zrobienia czegoś zwyczajnie dobrego.

Spodziewałabym się, że powie wtedy: "Przecież obiecywałaś tyle razy, że będzie inaczej". Albo: "znowu to samo". Może coś w stylu: "jak zamierzasz to naprawić" albo "czy masz mi coś do powiedzenia".

Tymczasem On mówi: "Pójdź za mną". Pójdź za mną, a nie za swoją słabością. Pójdź za mną, a nie za rozczarowaniem i smutkiem. Nie idź za poczuciem winy i złością na siebie, nie idź za rezygnacją. 

Nie idź za sobą.

Pójdź za mną.

mateusz

Dziwiło mnie kiedyś, że Mateusz w reakcji na te słowa tak po prostu wstał i poszedł. Potem jednak przestałam się dziwić. Nie dziwiłabym się przecież, gdyby w płonącym, pełnym dymu domu strażak powiedział: "Chodź, tędy droga", a znajdująca się w niebezpieczeństwie osoba poszłaby za nim. To naturalne. I tak jest również tutaj. "Pójdź za mną" oznacza "Chodź, wyprowadzę cię z tego, co niszczy, ku temu co bezpieczne. I ku temu piękne"...

"Pójdź za mną" oznacza też: "Chcę ciebie".  Nie tylko Mateusza, siedzącego w komorze celnej dwa tysiące lat temu, ale zwyczajną mamę gotującą zupę w prowincjonalnym polskim miasteczku. Studentkę, martwiącą się niezdaną sesją. Mamę nienarodzonego dziecka, z niepokojem patrzącą w przyszłość. Dziewczynę tęskniącą za miłością i próbującą odnaleźć swoją drogę w życiu. Chcę ciebie - pójdź za mną.

Gdy coś idzie nie tak - albo gdy coś układa się nie tak przez długi, długi czas - można załamać ręce w rezygnacji albo wybrać apatię i przyzwyczaić się do tego, co boli. Można też zaryzykować pójście w nieznane. Nie za tym, co oswojone, bo swoje i dobrze znane.  Nie iść za głosem swojej słabości, braku wiary w siebie, grzechu czy problemu, który przerasta. Wsłuchać się w ten głos - i pójść za Nim. Może na początku nieśmiało i powoli - ale w dobrym kierunku i co najważniejsze, skupiając się nie na sobie, tylko na Nim.

 Tylko tyle potrzeba.

[Odchodząc z Kafarnaum Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: Pójdź za Mną! On wstał i poszedł za Nim. ]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz