poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Wszystko, co chciałabyś wiedzieć o NPR (ale boisz się zapytać)



Naturalne metody planowania rodziny - co tak naprawdę (i w praktyce) kryje się pod tym terminem? tylko zbiór teoretycznych założeń czy praktyczne narzędzie, które może przydać się (nie tyko katolickiemu) małżeństwu?

O odpowiedź na pytania, które nurtują wielu katolików poprosiłam osobę, która zna wszystkie te zagadnienie od strony praktycznej i teoretycznej.

Magdalena Misztak-Hola to mama czterech córek, żona od 26 lat i magister teologii KUL. Ukończyła Międzywydziałowe Podyplomowe Studia nad Małżeństwem i Rodziną KUL, jest instruktorem NPR, wykładowcą na kursach kwalifikacyjnych i studiach podyplomowych WdŻwR. Od 25 lat pracuje w poradnictwie rodzinnym, jest więc przyzwyczajona do odpowiadania nawet na najbardziej skomplikowane pytania :) Przede wszystkim jednak, to osoba autentycznie żyjąca wiarą (mówi o sobie, że jej hobby to przyjaźń z Jezusem) i ktoś, kto nie tylko mówi o teorii, ale przede wszystkim stosuje NPR w praktyce.

MM: Pracujesz w poradni rodzinnej prawie dwadzieścia pięć lat, czyli ćwierć wieku. Czy na przestrzeni tych lat widzisz jakieś zmiany w podejściu do stosowania naturalnych metod planowania rodziny? Czy ludzie 25 lat temu mieli takie same problemy jak my?

MH: Pytania dotyczące zarówno NPR, jak i treści encykliki Humanae Vitae - od której ukazania się mija w tym roku 50 lat - pozostają takie same. Zaobserwowałam jednak pewną zmianę. Ludzie chętniej słuchają o naturalnych metodach rozpoznawania płodności i się ich uczą. Dlaczego? Dlatego, że pobierają się później i to zazwyczaj w takim momencie, kiedy chcieliby już zaplanować poczęcie dziecka. Teraz również są dużo większe możliwości sensownego wejścia w metody niż 25 lat temu, bo internet jest źródłem wielu informacji, są też udogodnienia w formie aplikacji na telefon, dzięki którym można w wygodny sposób zapisywać obserwacje. Na uczelniach medycznych pojawiły się fakultety z metod rozpoznawania płodności, dzięki czemu lekarze również zdobywają wiedzę z tej dziedziny i mogą się nią.

MM: Mówisz o kształceniu lekarzy i konkretnej wiedzy, ale słyszy się przecież czasem określenia takie jak “kalendarzyk małżeński” czy nawet  “ruletka watykańska”...

MH: Tak, też słyszałam o ruletce, a z wyrażeniem “kalendarzyk” walczę, odkąd żyję. Ja w takich wypadkach mówię, że z tego, że powieszę sobie kalendarz na ścianie, dla mojej płodności nic nie wynika.

MM: Ale takie wyrażenia wpisują się chyba w taki obraz nas, osób stosujących NPR, jaki jest wśród osób będących z dala od Kościoła. Mam wrażenie, że powszechne jest myślenie o tych metodach na zasadzie “entliczek-pentliczek” albo że w ogóle nie można uprawiać seksu. Poza tym również wśród wierzących katolików pojawiają się takie wątpliwości, jak możliwość stosowania metod naturalnych w momencie, gdy na przykład kobieta pracuje na nocnej zmianie albo ma nieregularne cykle miesiączkowe. NPR jaki się jako kula u nogi i uciemiężenie.

MH: Większość tych wątpliwości bierze się często z tego, że osoba, która te wątpliwości zgłasza, tak naprawdę raczej tak uczciwie nie zadała sobie trudu, żeby wejść w te metody i żeby tymi pytaniami NPR prześwietlić.

MM: Czyli idziemy na łatwiznę?

MH: Tak, bo łatwiej jest się oprzeć na opinii powtarzanej z ust do ust, która niekoniecznie zgodna jest z prawdą i nie ma podstaw naukowych.

MM: A jednak takie sytuacje, w których obserwacja cyklu jest znacznie utrudniona, są pewnie problemem części osób. Wpływa to zresztą nie tylko na ewentualne odroczenie w czasie poczęcia, ale również na sytuację, w której pary bezskutecznie starają się o dziecko. Może wpływ ma między innymi to, o czym już wspominałaś, czyli to, że obecnie w coraz późniejszym wieku wchodzimy w związki małżeńskie.

MH: Przyczyną jest nie tylko wiek. Czasami chodzi też o to, że młode kobiety nie do końca liczą się ze swoją biologią - zaniedbują czas potrzebny na sen, odpoczynek, nie dojadają, żyją w ciągłym biegu i pod presją. Wtedy takie zaburzenia cyklu to czasem nic innego, jak organizm wołający: “Stop, please, zwolnij. OPIEKUJ SIĘ MNĄ”.

MM: Czyli co mówisz komuś, kto przychodzi z taką informacją: “Nie jestem w stanie stosować NPR, bo mam nieregularne cykle”?

MH: Punktem wyjścia jest obserwacja. Dzięki temu, po zapisaniu takiego cyklu, możemy wspólnie na niego spojrzeć i zastanowić się, w czym tkwi problem.

MM: Czy w takim razie możemy stwierdzić, że NPR to dla kobiety jeden z elementów szeroko pojętego dbania o siebie, o swój organizm? 

MH: Tak, to jest wyraz miłości do samej siebie. To wyraz mojej akceptacji dla samej siebie i to jest też monitorowanie mojego zdrowia, co jest bardzo ważne! Jeżeli faktycznie jest tak, że w kolejnych cyklach dzieje się coś, co uniemożliwa stosowanie reguł, to jedynym powodem tego jest to, że mój organizm nie jest w pełni zdrowy. Problem może być tylko i wyłącznie dietetyczny, ale mogą być to również dużo poważniejsze sprawy, jak zaburzenia endokrynologiczne albo immunologiczne. Może być również związany ze stosowaniem niektórych leków. Ale to nie znaczy, że tego się zupełnie nie da ogarnąć. To znaczy, że właśnie wtedy trzeba działać i uporządkować swoje zdrowie i styl życia.

MM: I to jest NPR z punktu widzenia kobiety. A jak to jest z facetami? Jakie oni mają podejście: metody naturalne to kula u nogi czy przestrzeń do współpracy z kobietą?

MH: Bardzo lubię sytuacje, w których mężczyzna jest autentycznie zainteresowany tematem i zadaje pytania. To jest super, ale mówiąc szczerze, takich narzeczonych nie jest dużo - powiedziałabym że od  10 do góra 20%. Na ogół mężczyźni przychodzą zainteresowani w niewielkim stopniu. Staram się ich w to wciągać, pokazywać, że opłaca im się, żeby się tym zainteresowali.

MM: A później, w czasie małżeństwa? Jak sądzisz, jak to się układa w życiu?

MH: W praktyce niestety wygląda to tak, że to wszystko spada na kobietę.

MM: Może dlatego też NPR bywa tak niechętnie przyjmowany i zdarza się, że ludzie myślą (i być może też czasem głośno mówią o tym), że metody naturalnego planowania rodziny wymagają ogromnej samokontroli, pozbawiają spontaniczności i mogą prowadzić niemalże do nerwicy. Że to obciążenie i presja.

MH: Jacek Pulikowski mówi fantastyczną rzecz - mówi, że najlepiej jest dla rozwoju więzi intymnej, czyli czegoś co facetowi zaprocentuje w małżeństwie, jeśli całą odpowiedzialność za możliwość poczęcia dziecka weźmie na siebie… kto?

MM: Wydaje mi się, że para, małżeństwo.

MH: MĄŻ!

MM: Mąż?

MH: Mąż. Dlaczego? On to mówi jako mężczyzna i ojciec. Facet lubi konkrety. Czyli facet jeśli chce w ten sposób zaangażować się w tą dziedzinę życia, to dla niego konkretem będzie prowadzenie obserwacji. Jeżeli żona jest źródłem informacji, to naprawdę przeciętny gość ze średnią głową jest w stanie bawić się w zabawę połącz kropki [na wykresie do obserwacji - mój dopisek] albo będzie szukał super aplikacji na telefon czy innego wynalazku, który pozwoli mu efektywnie zapisywać obserwacje. Prowadzenie karty obserwacji to jest coś, co z powodzeniem może robić mężczyzna.

MM: Ale to brzmi dla mnie jak element świata idealnego i niestety nierealnego. 

MH: Ale tacy mężczyźni istnieją, to nie są Marsjanie. Kiedyś przychodził do mnie do poradni narzeczony, którego wybranka serca mieszkała w innym mieście i on codziennie rano do niej dzwonił pytając, co ma zapisać na karcie.

MM: Wydaje mi się jednak, że niektórzy woleliby, żeby to jednak było prostsze, czyli na przykład jeżeli ja dzisiaj czuję, że między nami iskrzy, a nie możemy współżyć…

MH: Jeżeli jesteśmy małżeństwem to zawsze możemy, tylko musimy się liczyć z konsekwencjami.

MM: Rozumiem, ale decyzja o poczęciu dziecka nie zawsze jest łatwa. Są różne sytuacje życiowe, problemy zdrowotne, finansowe i tak dalej.

MH: Dobrze, ale popatrzmy najpierw, czym jest małżeństwo. Małżeństwo jest przymierzem, w którym król mąż oddaje całego siebie do szpiku kości razem z butami do końca życia królowej żonie, a królowa ten dar przyjmuje. I królowa żona oddaje całą siebie do szpiku kości razem z butami i do końca życia królowi mężowi, a on ten dar przyjmuje. Jak mówi Karol Wojtyła (“Miłość i odpowiedzialność”) - to jest wzajemna wymiana darów. I tylko dlatego, że to jest taka totalna wymiana darów, Bóg zarezerwował dla tej wyjątkowej miłości wyjątkowy znak, jakim jest akt małżeński. Jeżeli mężczyzna się żeni z kobietą, to żeni się nie tylko z wysoką, niską, grubą, chudą, blondynką, brunetką czy rudą. On się żeni z jej cyklem. Jego zadaniem jest pokochać jej cykl.

MM: To jest dla mnie bardzo świeże spojrzenie na ten temat… I nie wiem, ile osób tak naprawdę dorosło do takiego spojrzenia.

MH: Tak, spotyka się czasem pytania na przyład o stosowanie prezerwatywy i to, czy ona faktycznie jest taka zła. Ojciec Karol Meissner mówi tak:  współżycie, jeśli ma być prawdziwie ludzkie, musi coś oznaczać. To jest komunikacja.

MM: No tak, ale może oznaczać po prostu wyrażanie miłości, a nie tylko chęć poczęcia dziecka.

MH: OK. Wyrażenie miłości i bliskości, ale mówiliśmy o miłości totalnej: totalnie ciebie przyjmuję i totalnie się tobie oddaję. Jeżeli nie mamy podejścia antykoncepcyjnego, to faktycznie to jest totalne. Jeżeli natomiast mamy sytuację “ale ja założę prezerwatywę”, to znaczy że tak: “to masz fajne, to mi się podoba, to masz super...ale z tym to coś zrób, bo ja nie chcę”. To już nie jest totalne.

MM: A co jeśli stosujemy naturalne metody planowania rodziny, ale na takiej zasadzie, żeby wykluczyć poczęcie? Czym to się różni od stosowania prezerwatywy?

MH: Samo stosowanie NPR jest moralnie neutralne - jest narzędziem, tak jak ogień lub nóż. Można kogoś zabić, można ukroić chleb, można kogoś ogrzać albo mu podpalić chałupę. Moralna ocena tego, jak jest stosowany NPR zależy od intencji, od tego, co jest w nas gdy tę konkretną metodę stosujemy i niestety ma to też taką wadę, że można to stosować z nastawieniem antykoncepcyjnym, kiedy się dziecko wyklucza.

MM: A w jaki sposób rozpoznać, kiedy działa się na zasadzie antykoncepcyjnej, a kiedy nie? Co jeśli na przykład kobieta ze względów zdrowotnych lub jakichkolwiek innych nie powinna zachodzić w kolejne ciąże?

MH: Jeśli istnieją takie przeciwwskazania, to faktycznie może być tak, że mimo otwartości na życie czy pragnienia posiadania dziecka, małżeństwo może stosować NPR po to, by nie dopuścić do poczęcia.

MM: I wtedy to też będzie taki “seks po Bożemu”? 

MH: Ja w ogóle nieco inaczej nazwałabym tę rzeczywistość. Jeśli chcemy popatrzeć na to “po Bożemu”, to popatrzmy na to pod innym kątem. Jakie jest Boże spojrzenie? Pan Bóg posyła nas na ten świat po to, żebyśmy nauczyli się absolutnie najważniejszej umiejętności jaką jest?

MM: Miłość?

MH: Tak jest. W małżeństwie mamy taką szczególną sytuację, w której mamy kochać siebie nawzajem, być dla siebie nawzajem świadkami Bożej miłości. Co to znaczy żyć sakramentalnością sakramentu małżeństwa? Ten sakrament urzeczywistnia się, aktualizuje w każdej sytuacji, w której żona bezinteresownie czyni dobro dla męża i mąż bezinteresownie czyni dobro dla żony.

MM: Czyli to nasze “ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską” może się wypełniać każdego dnia, kiedy nawet w drobnej sytuacji okazuję mężowi miłośc, troskę, dobro.

MH: Tak. To jest też realizowanie naszej funkcji kapłańskiej, bo każdy z nas ochrzczonych jest zanurzony w Kapłana, Proroka i Króla, jakim jest Chrystus. I w tym momencie my ofiarowujemy tą swoją bezinteresowną miłość, a jednocześnie tę miłość przyjmujemy i umacniamy się wzajemnie.

MM: Chciałam Cię jeszcze zapytać o czystość małżeńską, bo to też jest temat, który często pojawia się w związku z rozważaniami na temat NPR.

MH: Czystość nie jest celem małżeństwa - ona jest środkiem do osiągnięcia celu, czyli realizowania sakramentu małżeństwa i do świętości. Fantastyczne słowo na czystość jest w języku rosyjskim, to jest tzw “tielo mudrie"  czyli “mądrość ciała”. Jeśli wymawiane to jest z tzw. akcentem petersburskim, to brzmi to nieco inaczej i można to przetłumaczyć jako “pełnia mądrości”. O co więc chodzi z tą czystością? Czystość jest formą postu. Ja sama dużo zrozumiałam właśnie po kontakcie z osobami prawosławnymi. Wiesz, że jeżeli ktoś jest takim naprawdę praktykującym prawosławnym, to w pewnym sensie nie musi stosować npr? Dlatego, że u nich każdy post wiąże się też ze wstrzemięźliwością płciową, czyli małżeństwo nie współżyje w dniach postu.

MM: Czyli na przykład cały Wielki Post?

MH: Cały Wielki Post, cały Adwent, czas przed Zesłaniem Ducha Świętego, każda środa, każdy piątek, dwadzieścia cztery godziny przed przystąpieniem do Komunii Świętej

MM: Właśnie dochodzę do wniosku, że katolicy mają jednak nieco łatwiej [śmiech]

MH: Oni mają nieco inne myślenie na temat postu. Co to jest post? To nie jest sytuacja, w której wyrzekamy się grzechu. My jako chrześcijanie z zasady o grzechu mamy nie myśleć. Post polega na tym, że ze względu na Pana Boga, na miłość do Niego i na to, żebyśmy my jako dzieci Boże, panowali duchem nad ciałem, wyrzekamy się rzeczy dobrych.

MM: I rozumiem, że właśnie w takim kluczu można pojmować NPR i te dni wstrzemięźliwości.

MH: Tak, ale też trzeba pamiętać, że NPR to są po prostu metody, czyli trzeba postępować metodycznie: metodycznie obserwują, metodycznie notuję, metodycznie interpretuję i metodycznie stosuję do tego najważniejszy organ seksualny człowieka, jakim jest głowa. Ponieważ jako człowiek wiem, czego w życiu chcę i co służy do realizowania moich celów, a co nie. I jeszcze jedna ważna rzecz, którą znajdziemy w Piśmie Świętym. Posłuchaj: “Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi. Żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona. Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie do siebie, aby - wskutek niewstrzemięźliwości waszej - nie kusił was szatan.” (1 Kor 7,3-5) Przecież to nic innego, jak NPR!

MM: A co jeśli to jest za trudne dla niektórych?

MH: Zawsze jest za trudne. Człowiek upada i się podnosi. Warto patrzeć na to nie tylko przez pryzmat trudności, ale przede wszystkim - miłości.

Chciałam powiedzieć Ci coś jeszcze. Prorocy Starego Testamentu zasadniczo w większości walczyli z dwoma bóstwami. Jedno to było bóstwo o dwóch twarzach, Isztar Baal. A drugie bóstwo to był Moloch. I prorocy upominali, żeby nie chodzi w dolinę składać ofiary Molochowi. Ta dolina była blisko Jerozolimy. Moloch to był bożek pomyślności. Będzie ci się działo dokładnie tak, jak sobie zaplanowałeś. Otrzymasz wszystko, co sobie wymarzyłeś - dobrobyt, karierę, sukcesy życiowe, co tylko chcesz, ale na ołtarzu tego bożka masz złożyć ofiarę ze swojego dziecka.

Ono ma być zabite.

MM: Mocne. I myślę, że to dobry temat do refleksji. 



Magda dopowiada jeszcze, że...
Nie samym seksem żyje człowiek….
Czy małżeństwo to tylko seks? Czy w Nauce Kościoła seks to grzech? 


O co właściwie chodzi Bogu w VI przykazaniu? 

Wielu osobom się wydaje, że Bóg dał VI przykazanie dlatego, że seks ze swojej natury jest zły. To przekonanie jest niestety niechlubnym spadkiem po herezji manichejskiej, która odrzucała jako grzeszne wszystko, co cielesne. A prawda jest taka, że to Pan Bóg stworzył seks- i dał do tego wynalazku swoją instrukcję obsługi (a wszyscy wiemy, co się dzieje, gdy używamy jakiegokolwiek urządzenia niezgodnie z instrukcją obsługi, ba! a nawet wbrew niej).

Używany zgodnie z instrukcją obsługi SEKS JEST ŚWIĘTY. Można powiedzieć, że używanie seksu bez poszanowania Bożej instrukcji jest rodzajem świętokradztwa - i dlatego jest to grzech.

Gdzie znaleźć instrukcję obsługi, którą Wynalazca dał do seksu? Ano, w całościowej Instrukcji obsługi do człowieka. A ponieważ człowiek to bardzo skomplikowany system operacyjny, dlatego też Instrukcja jest bardzo obszerna.

Nazywamy ją… Biblią.


Jakie właściwie miejsce w życiu chrześcijanina powinien mieć seks? 

Dokładnie takie pytanie zadał niegdyś w programie telewizyjnym Wojciech Eichelberger o. Józefowi Augustynowi SJ.

Odpowiedź o. Augustyna jest wyjątkowo celna: powinien mieć miejsce szóste! Take dał mu Bóg, patrząc na kolejność przykazań. W małżeństwie źle się dzieje, gdy w praktyce seks spada poniżej tego miejsca. Ale dzieje się jeszcze gorzej, gdy nie pilnowany na tym miejscu zaczyna wspinać się wyżej, aż zajmie miejsce pierwsze - stając się bożkiem, na którego ołtarzu ludzie są skłonni składać ofiarę z życia swoich dzieci- bo tym jest aborcja i antykoncepcja.

Celem małżeństwa nie jest dbanie o "czystość małżeńską".... 

Tak, zatem warto zacząć od tego- CO JEST CELEM MAŁŻEŃSTWA?

Wg Katechizmu Kościoła Katolickiego , który cytuje Kodeks Prawa Kanonicznego: pisząc, że cele są dwa i to równorzędne: dobro małżonków oraz dzieci (wraz z całym dobrodziejstwem tego słodkiego inwentarza).

Celem jest DOBRO MAŁŻONKÓW- no i co to jest to dobro? O jakie dobro nam chodzi? Jeśli jest to sakrament, to najważniejszym tropem jest uświęcenie. Ale, chwila- mowa jest o małżeństwie, a gdzie tu jest miłość?

Definicji miłości jest tak wiele… 

W Biblii również jest wiele uzupełniających się wskazówek. Choćby w 1 Kor 13. Jest też taka definicja, która być może wszystkie te wskazówki zbiera, a pochodzi od pewnego biskupa krakowskiego, autora rozprawy filozoficznej “Miłość i odpowiedzialność”: Miłość to posiadanie siebie w dawaniu siebie. Nie mogę dać czegoś, czego nie mam. Najpierw muszę to MIEĆ.

Mieć siebie= panować nad sobą. A dawać, jeśli z miłości, to jedynie w pełni bezinteresownie. A miłość małżeńska to wymiana darów osobowych. Pełnych (bez zastrzeżeń, że czegoś ci nie daję lub czegoś od ciebie nie chcę, np. płodności) i bezinteresownych.

Czym zatem ma być “czystość małżeńska”? 

Właściwym środkiem do tego celu. Do posiadania siebie w dawaniu siebie. Żeby akt małżeński był czynem osoby ludzkiej, a nie jedynie czynem człowieka…

Czystość jest cnotą. Jedną z wielu. Cnota jest po prostu sprawnością w dobrym osiągniętą dzięki ćwiczeniu się w niej. Działanie pod hasłem “róbta co chceta” nie jest ćwiczeniem się w cnocie (jakiejkolwiek). Jeśli poszczę np. o chlebie i wodzie, to jest to dla mnie ćwiczenie i test- na ile faktycznie panuję nad sobą w dziedzinie jedzenia. A na ile jestem tego jedzenia niewolnikiem.

Na czym polega “czystość małżeńska”? Na wprowadzeniu zasad w tej dziedzinie, uporządkowania jej zgodnie z właściwym miejscem, jakie zaplanował dla seksualności Bóg. Brak czystości małżeńskiej (oprócz cudzołóstwa) to rozpusta. Dziś trudno zrozumieć, co to słowo właściwie znaczy. Ale jeśli użyjemy synonimów, stanie się to łatwiejsze.

Rozpasanie- pas jest najważniejszą częścią munduru żołnierza. Oddaje go żołnierz, gdy dostaje się do niewoli. Pas symbolizuje gotowość do walki, pewne ogarnięcie się.

Rozwiązłość- elementem stroju liturgicznego jest cingulum, sznur owijany wokół pasa na albie. Związuję siębie, znaczy mam siebie w garści, panuję nad sobą.

Wyuzdanie- to zdjęcie uzdy z dziedziny seksualności. Uzda to kierownica i hamulec w jeździe konnej. Każdy wie, czym grozi jeźdźcowi jazda na koniu pozbawionym uzdy, szczególnie, gdy koń czując swobodę poderwie się do galopu...

Dokładnie to samo dzieje się w sferze seksualnej. “Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale niczemu nie oddam się w niewolę” 1 Kor 6, 12.


NPR to jedna z metod, które wprowadzają niejednokrotnie niechęć, zmęczenie, a nawet nerwicę albo nadmierne poczucie kontroli? 


Moment- a na jakiej podstawie stwierdzenie: “wprowadzają niechęć, zmęczenie”? Badania naukowe? Ankieta wśród użytkowników? KTO konkretnie się w taki sposób wypowiada?

Znam trochę artykułów naukowych na ten temat i nie ma w nich potwierdzenia dla tego typu stwierdzeń. Jeżeli ktoś ma takie zarzuty- to się prosi o mocną podstawę.

Dokładnie tak samo można czuć niechęć, zmęczenie czy nadmierną kontrolę z powodu… mycia zębów czy innych codziennych czynności higienicznych- bo właśnie na poziomie codziennych czynności higienicznych jest “procedura” stosowania NPR.

Zatem- obawiam się, że nie chodzi tu o niechęć czy zmęczenie, ale raczej o… lenistwo. Zresztą- stosowanie jakiejkolwiek metody planowania rodziny wiąże się z jakimiś czynnościami.

Poczucie kontroli- naprawdę zależy wyłącznie od małżonków, na ile chcą kontrolować, a na ile ignorować stosowanie metody. To ich decyzja, jaki mają w danym momencie cel i motywację. W konkretnym momencie życia może być im wszystko jedno, czy dziecko się pojawi, czy nie- to jest ich wybór.

Jeśli jednak chcą stosować metodę- to obligują sami siebie do postępowania metodycznego: metodycznie obserwujemy objawy płodności, metodycznie notujemy, metodycznie interpretujemy i podejmujemy lub nie działanie- korzystając z najważniejszego organu seksualnego człowieka, jakim jest mózg.

Nerwicę- no, jak już ktoś taką kolumbrynę przeciwko NPR wyciąga, to niech znajdzie naukowe potwierdzenie. Ja pierwsze słyszę. I, dopóki rzucający ten zarzut nie znajdzie do niego naukowych podstaw, uważać będę za kalumnię. Zatem- jeśli to nie plotka- gdzie dowód? Jeśli brak dowodów- należy zdementować. Jak dotąd znane mi doniesienia naukowe i autorytety medyczne wskazują, że NPR jest nieszkodliwy dla zdrowia- także psychicznego.


Czy ta propozycja Kościoła to otwieranie się na życie i dlaczego stoi w opozycji do seksu powszedniego wtedy, kiedy dwie osoby pragną takiej bliskości...? 

NPR jest tylko narzędziem. To, czy konkretne małżeństwo otwiera się na życie- to jest ich wewnętrzna postawa, którą NPR umożliwia (w przeciwieństwie do antykoncepcji), ale nie przesądza. Otwarcie się na życie zakłada z jednej strony pewną wielkoduszność w jego przekazywaniu, ale z drugiej roztropny namysł- bo chodzi o to, żeby nowemu dziecku przygotować możliwie najlepsze, w pełni godziwe warunki do życia i zaspokojenia potrzeb jego- i całej rodziny. Tak to ujmuje Humanae Vitae 10.

Seks powszedni, jak sama nazwa wskazuje, może bardzo spowszednieć. I stać się jedynie neurotycznym sposobem na rozładowanie napięcia.

Sprowadzającym osobę współmałżonka jedynie do używanego narzędzia. Wówczas jest mizernym rzemiosłem, a nie pełną finezji poezją, sztuką (jak mówi ks. Piotr Pawlukiewicz). Dlaczego małżeństwo w konkretnym wykonaniu ma być miernym wyrobem dyletantów, a nie mistrzowskim dziełem sztuki? Ilość w każdej dziedzinie szybko obniża jakość…

Zachowajcie dobre wino miłości cielesnej aż do “tej” pory. Czystość małżeńska pomaga temu winu nie skwaśnieć.

Skoro NPR jest dobry, to czemu prezerwatywa w małżeństwie jest zła? Przecież i to i to jest formą antykoncepcji. 

Typowe pytanie dla kogoś, kto nie przeczytał ze zrozumieniem Humanae Vitae…

Co to jest antykoncepcja? To są metody i środki nastawione PRZECIW (anty) poczęciu dziecka (biologicznie: przeciw zapłodnieniu, ale w praktyce również przeciw zagnieżdżeniu). Czyli aktywne przeciwdziałanie. Takie właśnie działanie jest nieodłącznie związane z użyciem prezerwatywy.

NPR samo z siebie nie jest aktywnym działaniem przeciw czemukolwiek. To działanie analogiczne do działania meteorologów czy ornitologów. Czy meteorolog może cokolwiek zdziałać przeciw nadchodzącej burzy czy upałom? Czy ornitolog może uniemożliwić migrację całych stad ptaków? Nie. Tak samo użytkownik NPR nie może uniemożliwić zmian w organizmie kobiety. Może jedynie je obserwować i wyciągać wnioski.

Dlatego NPR sam z siebie jest moralnie obojętny. Ocenie moralnej podlega natomiast INTENCJA z jaką jest stosowany.

I, owszem, dopóki para nie osiągnie pewności,że ciało kobiety działa inteligentnie (czyli, że płodność daje się intelektem ogarnąć, a owulacja nie wyskakuje, jak pajacyk z pudełka), może mieć intencje nacechowane lękiem. Ale nikt nie mówi, że ma z nim pozostać sama. W Polsce mamy naprawdę wielu certyfikowanych Nauczycieli NPR, którzy z radością pomogą każdej parze w stosowaniu NPR bez stresu.

Tak naprawdę w sytuacji trudności w etycznym postępowaniu zawsze mamy dwie możliwości: albo pójść na skróty, dając sobie taryfę ulgową, albo drogę per aspera ad astra- taką z wyższej półki. I podejmowania wyzwań pójścia tą drugą drogą wszystkim czytelnikom powyższego tekstu życzę.



Jeśli chcielibyście zadać Magdzie jakieś pytanie, piszcie: chrzescijanskamama@gmail.com .  







1 komentarz:

  1. Beznadziejna instruktorka! Chyba nie ma dzieci. Jak można mówić że problemy ze stosowaniem metody to lenistwo! Sama miałam problemy i nikt mi nie pomógł kto był do tego powołany. Instruktorka która uczyła mnie metodymumyła ręce dwie inne też nie umiały, księża nie wiedxieli ooczym w ogóle mówię. Wsparcie uzyskałam od innych mam. I obecnie rzuciłam już to w cholerę. Npr nie jest dla wszystkich. Jest sporo przeszkód do jego stosowania. I zdecydowanie może negatywnie wpływać na stan umysłu. Szczególnie jeśli ktoś na siłę stara się dopasować do dziwacznych kościelnych oczekiwań. Generalnie jedyny powód dla jego stosowania to właśnie to co opisano o poście. Tyle że post w dzisiejszych czasach nie jest już obowiązkowy. Te metody są bardzo trudne jeśli ma się problemy zdrowotne, hormonalne (żaden ginekolog nie będzie cię leczył dlatego że cykl ci utrudnia stosowanie npr) nocne zmiany wypróbowała znajoma wykreuw nieczytelne i też nikt nie umiał jej pomóc. Małe dzieci wypróbowałam ja. Nieprzespane noce przez parę lat. I przez to nieczytelne wykresy. I karmienie piersią gdzie dni niepłodnych praktycznie nie było. Beznadziejna instruktorka skoro wszystkie te problemy sprowadza do lenistwa!

    OdpowiedzUsuń