niedziela, 12 sierpnia 2018

Wakacyjny trening przyjaźni ze sobą.

W jaki sposób zmierzyć poczucie własnej wartości? W ilościach komplementów, które słyszymy w czasie przyjęcia, na które zakładamy najlepszą kreację? Czy w liczbie centymetrów, które zgubiłyśmy w talii i biodrach dzięki sumiennej diecie?

Może życie byłoby prostsze, gdyby tak właśnie było. A jednak gdy ostatnio robiłam porządki na strychu i wyciągnęłam z jego czeluści ubrania sprzed dziesięciu lat, zdziwiło mnie nie tylko to, że faktycznie mieściłam się w ciuchy mniejsze o dwa czy trzy rozmiary. Zdziwiło mnie to, że wtedy patrzyłam na siebie tak samo jak teraz - mając kilka ładnych kilogramów mniej, uważałam że powinnam schudnąć. Tu i ówdzie miałam za dużo i gdybym zrzuciła kilogram lub dwa - no tak, wtedy byłoby idealnie. Czy na pewno?...

Wakacje to czas, który niekiedy bezlitośnie konfrontuje nas z naszymi niedoskonałościami. Która z Was czuje się zadowolona, patrząc na siebie w lustrze tuż przed wyjściem na plażę? A która chciałaby poprawić to i owo... albo decyduje się na sukienkę do samej ziemi i ponczo pomimo 30 stopni w cieniu? Chciałam Was zaprosić do wspólnego zmierzenia się z tematem patrzenia na siebie. I już tłumaczę, dlaczego.

Daleka jestem do zachęcania, by niczego w sobie nie zmieniać i patrząc w lustro powiedzieć: "taka już jestem", a potem skusić na się na już naprawdę ostatnie ciastko z kremem. Nie chodzi mi o to, by zniechęcić kogokolwiek do ćwiczeń i dbałości o dietę - wręcz przeciwnie. Chciałam jednak zaproponować nieco inny kierunek wszystkich tych działań. Od tego, w jaki sposób patrzę na tą dziewczynę, która zakłopotana albo zniechęcona patrzy na mnie z odbicia w lustrze, zależy nie tylko moje samopoczucie tu i teraz. Zależy od tego również moje działanie w przyszłości. Jeśli patrząc w lustro będę widziała tylko te niedoskonałości, których muszę się pozbyć, jest duża szansa, że wiele z moich pomysłów na siebie skończy się w taki sposób: porażka przyniesie takie poczucie klęski, że będę musiała to sobie jakoś wynagrodzić. Czekoladą, drinkiem, pochłonięciem zawartości lodówki albo kompletnie nieprzemyślanym szaleństwem, które miało być drobne i wyzwalające, a przypomni o sobie później swoimi konsekwencjami.

Fajnie byłoby polubić tę dziewczynę w lustrze. Pokochać ją z tymi nadmiarowymi kilogramami, odstającymi uszami czy za dużym nosem. Z rozstępami po ciąży, włosami za bardzo kręconymi albo zbyt prostymi, z rumieńcem na twarzy, który pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie. W przeciwnym wypadku każda próba dotarcia do celu (a przynajmniej wiele z nich) skończy się katowaniem samej siebie - drastyczną dietą albo równie drastycznym objadaniem się, obwinianiem się, brakiem cierpliwości dla siebie albo serwowaniem sobie w myślach pogadanek pełnych ostrych słów... Trudno się dziwić - w końcu właśnie tak traktujemy naszych wrogów. Tak postępujemy wobec tych, których nie lubimy, nie jesteśmy życzliwi. Wypatrujemy tylko błędu, potknięcia, a potem krytykujemy i mówimy: "Wiedziałam, że tak będzie. Jesteś beznadziejna".

Ile razy zwracałaś się w taki sposób do siebie samej?...

Chciałam zaproponować Ci dzisiaj refleksję nad tym, w jaki sposób na siebie patrzysz i jak się do siebie zwracasz. W tym cyklu refleksji będzie kilka części, dotyczących nie tylko ciała, ale też ducha. Na pewno nie będzie to jednak poradnik. Internet wypełniony jest po brzegi tekstami, które obiecują: "najlepsze porady", "dziesięć skutecznych sposobów by... " , "zmienisz swoje życie, gdy tylko...".

Nie, nie zmienisz. Nic nie zmienia się w pięć minut, a po przeczytaniu nawet najbardziej inspirującego artykułu nie wydarzy się nic, o ile sama nie wcielisz tego w życie. Proponuję Ci więc wspólną refleksję - naszą, kobiecą, Twoją i moją, bo dla mnie to również pewnego rodzaju wyprawa wgłąb siebie. Proponuję spojrzenie na siebie zarówno w lustrze wiszącym na ścianie, jak i w lustrze

 Słowa Bożego. Jeśli chcesz być na bieżąco, zapraszam do dołączenia do Facebookowego wydarzenia. Co jakiś czas pojawi się tam nowy temat i nowa szansa na spojrzenie na siebie nieco inaczej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz