poniedziałek, 20 sierpnia 2018

wakacyjny survival czyli z dzieckiem w podróży


Latem 1978 pogoda nie rozpieszczała turystów nad Bałtykiem – lało, wiało i było zimniej niż zwykle. Tak się jednak złożyło, że właśnie wtedy znad Bałtyku nad Balaton – z pogodą diametralnie inną – doturlał się wyładowany po brzegi Fiat 126p, czyli maluch. Na jego widok ustały rozmowy o pogodzie, zaczęły się za to dywagacje na temat tego, W JAKI SPOSÓB można w tak niewielkim samochodzie zmieścić namiot, turystyczny stolik, krzesełka, zapas prowiantu, bagaże.... aaaa i jeszcze pasażerów??

Tak. Mój Dziadek wzbudził wtedy sensację, a jego zaradność jest dla mnie do tej pory dowodem na to że dla chcieć znaczy móc. Dotyczy to nie tylko wakacyjnych wojaży, ale idealnie oddaje moje odczucia na temat podróżowania z dziećmi.




Wakacyjny survival

Podróżujemy od zawsze. Zanim z rodziny dwa plus pies staliśmy się rodziną o modelu 2+2, przejechaliśmy wspólnie kawałek Europy z plecakami wypakowanymi zupkami chińskimi. Pierwszy raz na rodzinny wypad w Tatry ruszyliśmy niemal równo pięć lat temu – młody miał wtedy półtora roku i zdobywał górskie szlaki w nosidle (ufff....), a nasza 3,5-letnia córka dzielnie tuptała na własnych nóżkach. Czy było łatwo? Nie... Czy było warto? Jak najbardziej!

Od tamtego czasu mamy za sobą podróże małe i duże, w kraju i poza jego granicami. Wiemy, na jakich stacjach benzynowych można kupić najlepsze na świecie hotdogi :) Znamy plan toalet publicznych w Zakopanem, nauczyliśmy się czytać prognozę pogody z chmur lepiej niż najstarsi górale, a jeśli będzie trzeba, zdamy najbardziej wymagający test na kreatywność i znajdziemy 101 zastosowań chusteczki higienicznej. Jeśli chcecie, chętnie podzielimy się kilkoma naszymi doświadczeniami. Chcecie? Zapraszamy :)

Po pierwsze – nie wierz w to, co idealne

Widzisz mega pozytywne relacje z podróży? Wczytujesz się w przewodniki i poradniki, które obiecują Ci „idealne spędzanie czasu z dziećmi”? Przeglądasz Facebooka i wzdychasz z zazdrością, widząc fotografie uśmiechniętych (!), czystych (!!!) dzieci i zrelaksowanych rodziców?

Zapewniam Cię, że podróżnicza rzeczywistość z dziećmi rzadko wygląda w ten sposób. Wszystkie dzieci marudzą. Wszystkie pytają, jak długo jeszcze będziemy jechać samochodem i czemu tak długo. Wszystkie też miewają gorsze dni, urządzają czasem sceny jak z filmu grozy dla młodych rodziców i testują cierpliwość otoczenia na wszelkie możliwe sposoby. W związku z tym każdy rodzic czasem tę cierpliwość traci. Każdy myśli czasem, ze „na co mi to było i lepiej było siedzieć w domu”. To jednak wcale nie oznacza, że faktycznie lepiej jest zrezygnować z marzeń o wspólnym zwiedzaniu Polski i świata (o ile oczywiście macie takie marzenia, bo rozumiem również osoby, które z natury są domatorami).

Prawda jest dokładnie taka: „czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał”. Każda wspólnie pokonywana trudność pozwala naszym dzieciom zdobyć nową wiedzę i umiejętności. Czasem trzeba przebrnąć przez sytuacje, w których nasz dwulatek w złości rozsmarowuje zawartość talerza na białym obrusie w restauracji (tak u nas było! A na talerzu było spaghetti, w dodatku nie carbonara...). Trzeba przebrnąć przez marudzenie w czasie spacerów czy nadmiar energii sprawiającej, że podróż samochodem czy pociągiem staje się ciężką próbą. Dzieci uczą się szybciej, niż się spodziewamy, a trudno, by wiedzę na temat zachowania w restauracji, kościele czy hotelu czerpały z podręczników. Podróżowanie uczy życia :)

Warto więc już przed wyruszeniem w podróż PODZIELIĆ nasze idealne oczekiwania przez cztery, za to przez dwa POMNOŻYĆ ilość prowiantu, jaki przygotowaliśmy na drogę, bo nasze doświadczenie pokazuje, że podróż wyostrza apetyty.



Planuj, przewiduj, odpuszczaj

Mapy, przewodniki i internet - dzięki tym źródłom informacji, każda podróż może być zaplanowana i przebiegać w miarę sprawnie. Nie da się jednak przewidzieć wszystkiego. Dopiero w czasie wędrówki na górskim szlaku możesz przekonać się, czym naprawdę jest oberwanie chmury i że chmury mają w nosie prognozę pogody. Odetchniesz wtedy z ulgą myśląc o suchych ubraniach na zmianę, które przecież masz w plecaku. Potem może się jednak okazać, że plecak może i jest wodoszczelny, ale o tym nie wie. Albo że faktycznie jest wodoszczelny, ale pierworodna włożyła do niego bidon z wodą. Otwarty. Dziubkiem do dołu...

Dlatego już przed wyjazdem na wakacje warto powiedzieć sobie, że Ty - mama - nie jesteś biurem podróży, przewodnikiem i organizatorem turystyki. Ty też jedziesz na wakacje. Dla wygody własnej i członków rodziny, warto taki wyjazd przemyśleć, zaplanować i zorganizować. Nie masz jednak wpływu na pogodę, natężenie ruchu samochodowego na autostradzie, częstotliwość sygnalizowania potrzeby korzystania z wc przez dziec i  kłótnie tychże.. Wakacje idealne może byłyby czymś, o co warto walczyć. Wydaje mi się jednak, że dużo cenniejsze są takie wakacje, które pozwolą po prostu odpocząć. Dlatego warto od samego początku założyć, że mimo najlepszych chęci, nie wszystko pójdzie zgodnie z planem. I wiecie co? Czasem takie chwile wspomina się najlepiej.

U nas jednym z elementów nieplanowania jest pozwalanie sobie na zbaczanie z wcześniej ustalonej trasy. Dzięki temu poznaliśmy kilka miejscowości, o których istnieniu nie mieliśmy wcześniej pojęcia, na przykład Górę Świętej Małgorzaty. Zgadniecie, jak ma na imię nasza córka?... :)

Warto podróżować, bo... wakacje to szkoła

Taka, w której nikt się nie nudzi. Nie ma wtedy tabliczki mnożenia, ale jest tabliczka czekolady, którą trzeba podzielić po równo - uwierzcie, nic tak nie mobilizuje do doskonalenia umiejętności matematycznych! Wakacje to również czas spotkań z historią miejsc, które odwiedzamy. To historia, która nie zapisuje się w pamięci ciągiem dat i nazwisk. To historia, której można dotknąć i doświadczyć. To okazja do smakowania tego, co nowe i nieznane. Pamiętam z jaką nieufnością moje dzieci spojrzały na świeżo uwędzonego oscypka, jeszcze gorącego. One z kolei do tej pory pamiętają, jak wspaniale smakował!

Wakacje to również szkoła modlitwy, ale nie takiej, w której trzeba recytować poustawiane w równym rządku słowa. Modlitwa zaczyna się przecież od prostego bycia. Od ciszy. Od wsłuchania się w szum lasu, śpiew ptaków, odgłos kroków czy własny oddech. Wspólne podróżowanie to okazja, by wspomagać rozwój takiej właśnie wrażliwości u dziecka.


Tu i teraz

Prawdę mówiąc jednak, to okazja do nauki nie tylko dla dzieci. To my, dorośli, mamy wtedy szansę, by uczyć się być „tu i teraz”, nie zależnie od tego, czy to „tu i teraz” wypełnia dziecięce marudzenie, gradobicie i burza z piorunami, czy wzbudzający zachwyt górski krajobraz. Ja bardzo często łapię się na tym, że w przypadku trudności, chciałabym w jakiś sposób je ominąć i przejść już do tego, co będzie po tym – jak na taśmie video, gdzie mogę przewinąć nudny czy zbyt trudny dla mnie fragment. Kiedy z kolei czuję się szczęśliwa i pełna spokoju, chciałabym mieć możliwość wciśnięcia guzika „pauza”. Wpatrując się w tym roku w ciągnące się po horyzont bieszczadzkie połoniny, pomyślałam, że chciałabym tak jak apostołowie w czasie Przemienienia postawić tu swój namiot. I trwać. I być tylko tu. Zostawić na dole rutynę, trudności, problemy i być sercem bliżej nieba... A jednak chwile oderwania od codzienności nie są nam dane po to, by od tej codzienności uciec. Takie chwile dają nam schronienie, oddech, pokój serca właśnie po to, by po odpowiednim czasie wrócić do tego, co zwyczajne – z nowymi siłami, innym spojrzeniem na rzeczywistość i świadomością, że wszystko, co wypełnia nasze „tu i teraz” ma sens.


Życzę Wam jak najwięcej takich doświadczeń. Życzę aby podróże – te małe i większe – były okazją do odkrywania świata i budowania wspomnień. Życzę też odkrywania tego, że trudności, które przeżywa się razem, zmieniają się w przygody, a przygody przeżywane wspólnie sprawiają, że rodzina staje się prawdziwą drużyną. I z jednej z takich podróży razem z moim rodzinnym dream teamem serdecznie Was pozdrawiamy.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz