niedziela, 12 sierpnia 2018

trzy C, czyli mój przepis na Adwent.

W tym roku zaskoczyłam samą siebie. Zazwyczaj zarówno Adwent, jak i Wielki Post, zaczynam trochę nieprzygotowana i bez konkretnego planu działania. Zdarzało mi się budzić tuż przed świętami z poczuciem, że zmarnowałam czas. W tym roku wszystko wskazywało na to, że będzie inaczej - postanowiłam sobie postanowić. 

Postanowienia były zresztą tak proste, że przy odrobinie dobrej woli nie sposób w nich nie wytrwać. A jednak bardzo szybko okazało sie, że wcale nie pomagają, bo skupiam się na nich tak mocno, że gubię to, co w Adwencie duzo ważniejsze. Przy okazji też - po raz kolejny w życiu - zupełnie niepotrzebnie komplikuję sprawy, które są proste.

Minęło zaledwie kilka dni, a ja już mam przeczucie, że moje adwentowe oczekiwanie może nie skończyć się  listą sukcesów, które udało mi się osiągnąć. Nie wiem też, czy będę mogła się pochwalić wyliczanką dobrych uczynków, spełnionych w tym czasie. O roratach przez przyzwoitość nie wspomnę ;) A jednak nawet jeśli mimo starań (do których zachęcam!), nie wszystko potoczy się zgodnie z moim pobożnym planem, to niekoniecznie musi być to czas stracony. I może to wcale nie musi być "czas specjalny", kiedy to na cztery tygodnie zaciska się zęby, zakasuje rękawy i wyrabia 200% normy? Może wystarczy zwyczajne pragnienie, żeby zrobić w życiu trochę więcej miejsca dla Boga?

mama-przepis

C jak CIEMNOŚĆ


W jakim miejscu swojego domu przechowujesz świeczki i zapałki? Potrafiabyś znaleźć je w ciągu minuty, jeśli okaże się, że o takiej porze jak teraz - czyli w czasie jesiennego popołudnia - nagle zabraknie prądu? Ja zapewne nie. Dopiero gdyby taka sytuacja powtórzyła się kilka razy, poczułabym, że muszę być na to przygotowana. Chodząc po omacku po własnym domu - w ciemności dużo mniej przyjaznym i zaskakująco bogatym w przedmioty, o które można się potknąć - myślałabym o potrzebie znalezienie źródła światła dużo bardziej intensywnie niż teraz, gdy na moim biurku stoi mała lampka, a cały dom można oświetlić jednym przełączeniem włącznika.

Dopiero ciemność uświadamia, jak bardzo potrzebuje się  światła. Dopiero doświadczenie mojej słabości pokazuje, że nie mam szansy zbawić się o własnych siłach. I mogę to wiedzieć, mogę w pięknych słowach przedstawiać biblijne prawdy na ten temat - mogę być perfekcyjnym teoretykiem. Ale nie zapragnę Światła - tak prawdziwie i z desperacją - jeśli wcześniej nie doświadczę własnej ciemności i tęsknoty za dobrem. 

Każdy mój upadek, niedoskonałość i porażka w wypełnianiu adwentowych postanowień może być okazją do odkrycia po raz kolejny tej prawdy - jestem grzesznikiem. Jestem w ciemności. I  wołam: "Przyjdź, Panie Jezu!" nie dlatego, że tak wypada, ale dlatego, że tylko w Nim jest ratunek. I w ten sposób to, co pełne mroku, staje się przestrzenią wypełnioną przez nadzieję. Bo On nigdy nie jest obojetny na takie wołanie.

C jak CISZA

Nie czuję, jak bardzo przeszkadza mi hałas, dopóki nie wyłączę na chwilę radia, grającego ciągle w pracy. Dopiero wtedy dociera do mnie, jak bardzo męczy mnie ciagłe skupianie się na dźwiękach, docierających do mnie z każdej strony. 

W Adwencie bardziej świadomie wciskam przycisk "OFF" - i to nie tylko w przypadku sprzętu audio. Czasem potrzebowałabym takiego przycisku w chwili, gdy porywa mnie gonitwa myśli, gdy w mojej głowie roztrząsam problemy, których rozwiązanie nie jest ode mnie zależne albo nakręcam swoje emocje. Wtedy też przydałaby się funkcja wyciszenia tego, co niepotrzebne. Nie w celu umartwienia się czy błyśnięcia kolejnym adwentowym postanowieniem, ale po to, by najzwyczajniej w świecie odpocząć.

W jedym z moich ulubionych psalmów czytam: Wprowadziłem ład  i spokój do mojej duszy.  Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę - tak we mnie jest moja dusza" (Ps 131) Prawdziwie odpocząć mogę tylko wtedy, gdy moja dusza poczuje się jak wtulone w dobrego Ojca dziecko. I nic nie uspokaja dziecka tak, jak wsłuchiwanie się w bicie serca kogoś, kto je kocha...
... tylko jak ma je usłyszeć dziecko, które nie wie, czym jest cisza?

C jak CZAS

Czas zawsze ucieka za szybko, szczególnie przed świętami. Zazwyczaj przyjmuję wyzwanie, które mi rzuca i próbuję go gonić, biegnąc na przełaj przez pełną drobnych przeszkód codzienność. Carpe diem zdaje się czasem nabierać zupełnie innego znaczenia, niż chciał tego Horacy - bo czasem chciałabym naprawdę schwytać dzień i wycisnąc z niego wszystko, co dobre, do ostatniej kropli. I resztką własnych sił.

Człowiek nie może stworzyć ani zatrzymać nawet jednego momentu czasu — otrzymuje go w całości jako prawdziwy dar i równie dobrze mógłby patrzeć na słońce i księżyc jak na swoje ruchomości. (Listy starego diabła do młodego) W Adwencie przypominam sobie, że czas - jak wszystko inne - został mi dany. Nie należy do mnie. Mogę nim mądrze rozporządzać, co czasem oznacza pełne dyscypliny wypełnianie obowiązków,  innym razem natomiast - przyjęcie tego, że życie burzy nasze plany. Czasem dobrą decyzją jest mądre tracenie czasu. Jeśli zazwyczaj traci się czas przed komputerem, można spróbować zacząć tracić go na modlitwie. Ja, wiecznie zabiegana i odkładająca spotkania na później, również zaczęłam w tym roku trening tracenia czasu. 

Moje postanowienie jest bardzo prostę - chcę spędzać  go z osobami, które są dla mnie ważne. W czasie, gdy dzieci piszą do listy do Mikołaja, ja kompletuję swoją własną listę - osób, z którymi chcę się spotkać, do których chcę napisać, którym chcę pokazać, że dużo dla mnie znaczą. W praktyce oznacza to same miłe rzeczy, od pieczenia pierniczków z dziećmi po długie rozmowy w kawiarni. To takie pozytywne adwentowe zadanie, które sprawi, że w moim sercu będzie troche mniej przestrzeni dla mnie samej, a trochę więcej - dla innych.

C jak CODZIENNOŚĆ

Tak, to czwarte C, więc trochę się zapędziłam. Ale to właśnie tu jest przestrzeń do prawdziwych przygotowań na przyjście Jezusa, bo właśnie to On chce być obecny.  I czasem wcale nie trzeba wielkich postanowień, które mają obowiazywac tylko w tym wyjatkowym czasie - tylko po to, by można je było z siebie potem zrzucić jak niechciany ciężar.  Czasem wystarczy drobiazg, który nie będzie spektakularny, ale który w konkretny sposób przybliży do Jezusa, tak by można Go odnaleźć nie tylko w bożonarodzeniowej szopce.

Przygotujcie drogę Panu, dla Niego prostujcie ścieżki (Mk 1,3)

Pomyślałaś, na której z przemierzanych przez ciebie codziennie dróg, On chce się z tobą spotkać?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz