niedziela, 12 sierpnia 2018

TOP 5, czyli dlaczego nie obchodzę Święta Zmarłych

Już jutro czeka nas: droga na cmentarz, korki, zastanawianie się czy wziąć cieplejszą czapkę oraz parasol i ćwiczenie oficjalnych uśmiechów dedykowanych tym członkom rodziny, których spotykamy tylko raz w roku. Czeka nas - wróżąc z różnych wersji prognozy pogody - dzień szary i jesienny, przypominający swoim klimatem o przemijaniu i skłaniający do refleksji nad przemijaniem. "Święto Zmarłych" - usłyszmy jutro niejeden raz w telewizji, radio i rozmowach na cmentarzu. A ja zawsze w takiej chwili zastanawiam się, kto ma je świętować. To zmarli świętują? Czy my świętujemy? I co jest w centrum tego świętowania?

Tak się składa, że pierwszego listopada nie obchodzę "Święta Zmarłych". Obchodzę za to uroczystość Wszystkich Świętych. Niektórzy nie widzą tutaj różnicy - i ja sama przez długi czas nie widziałam w tym dniu okazji do swojego osobistego świętowania. Bo nie wierzyłam, że to dla mnie - że mogę tak wprost, bezczelnie i z ogromną nadzieją powiedzieć, że chciałabym kiedyś być w Niebie. Może bez ciasnej aureolki i plączącej się pod nogami długiej szaty, za to ze swoim ulubionym kubkiem pełnym kawy, którą mogłabym niespiesznie sączyć w towarzystwie Przyjaciół.

A o moich Przyjaciołach warto wspomnieć w tym tekście, bo to chyba oni ośmielili mnie i pozwolili myśleć, że świętość nie jest tylko dla ubranych w wykrochmaloną koszulę grzecznych chłopców i cichych, pokornych dziewcząt z lukrowanym uśmiechem przyklejonym do twarzy niezależnie od okoliczności. Pozwolili mi myśleć, że droga do świętości to codzienność, którą Bóg skroił na naszą miarę. I że w tym, co zwyczajne, można znaleźć smak Nieba już na ziemi.
floralmosstagge
Ignacy z Loyoli

Ten baskijski rycerz rozpoczyna moją subiektywną listę the best of , bo bez niego by mnie tutaj nie było. Dzieli nas wprawdzie ponad pięć wieków historii i kilka różnych drobiazgów (jak chociażby podejście do obcinania włosów ;) ), łączy - wytrwałość granicząca czasem z niezrozumiałym dla otoczenia uporem. Kto nie próbował jeszcze wejść w świat jego Ćwiczeń Duchowych, niech nadrabia zaległości, bo warto, chociaż to ryzykowne. Nie jestem jedyną osobą, dla której rekolekcje ignacjańskie skończyły się rewolucją w życiu. Ignacy okazał się być nie tylko patronem mojego nawrócenia i nawracania się (codziennego). Począwszy od dnia, w którym po praz pierwszy chciałam zwiać z rekolekcyjnej rozmowy z kierownikiem duchowym, jest wzywany przeze mnie w każym momencie, gdy paraliżuje mnie lęk przed poznaniem prawdy. Dzięki temu kolejka do konfesjonału trochę mniej stresuje ;)

Gianna Beretta Molla

Tak zwyczajna, że aż się to w głowie nie mieści. Lekarka i mama, miłośniczka górskiej wspinaczki i najnowszych trendów w modzie. Kobieta, która cieszyła się życiem i w małych sytuacjach dnia codziennego - m.in. przez ofiarne wykonywanie swojego zawodu - znajdująca okazję do zbliżania się do Boga. Kiedy kończy mi się cierpliwość do dzieci albo gdy bardzo dokucza zmęczenie codziennością, myślę o tym jej zdjęciu:
gianna_025

Myślę o jedzącym samodzielnie dwulatku i karmionym niemowlaku. O różnie pachnących pieluszkach, rozlanej zupce i dziecięcych płaczach. I myślę, że to takie niesmowite - że te drobne rzeczy, te sprawy które czasem wydają mi się uciążliwe, były dla Joanny kolejnymi elementami budującymi to, kim się stała. A stała się świętą, która oddała życie za życie swojego dziecka. Proszę ją czasem o pomoc - by pomagała mi robić to samo. Oddawać życie, tak troszeczkę, po kawałku, w codzienności. Dla innych.

 Antoni z Padwy

Kiedy się w końcu spotkamy w Niebie, św. Antonii wybuchnie śmiechem, który powstrzymywał przez całe moje życie. Jestem tego pewna! Bo do tej pory, miotając się i próbując coś znaleźć, wzdychałam często prosząc o pomoc i nieco ciszej, chyba nie wierząc w swoje słowa, dodając, że niedługo nauczę się dbać o porządek. To "niedługo" jeszcze nie nadeszło... ;) Ale zdarza się, że to nie klucze w torebce czy zagubione dokumenty są zgubą, którą odczuwam najboleśniej. Czasem gubi się radość. Czasem sens. Czasem zaangażowanie w takiej relacji. I kto wie, może w takich przypadkach też warto prosić Antoniego o pomoc? Bo Antoni jest świętym, który wszystko sobie zaplanował - chcial pojechać na misje i zginąć śmiercią męczeńską z rąk muzułmanów. I chyba sam zgubił się trochę w swoich pobożnych planach na życie, skoro Bóg pokierował nim inaczej - i pozwolił mu się odnaleźć w życiu zdecydowanie innym od tego, jakiego się spodziewał.

Felicyta i Perpetua

Dwie mamy, dwie chrześcijanki, dwie męczennice. Kiedy myślę o ich poświęceniu, zawsze mam dreszcze - bo umrzeć śmiercią męczeńską to dużo, ale umrzeć zostawiając małe dziecko, to podwójne męczeństwo. Dla mnie to najdzielniejsze z kobiet, które oddały życie za Jezusa - tym dzielniejsze, że mogły znaleźć sposób, by uniknąć śmierci, więc musiały wykazać się ogromnym hartem ducha. Przypominam sobie o nich wtedy, gdy ciężko mi wyściubić nos poza moje bezpieczne, znane i przytakujące mi otoczenie. Wtedy, gdy trzeba zaświadczyć i być może stracić coś ze względu na Jezusa. Choć daleko takim sytuacjom do męczeństwa, potrzeba mi czasem właśnie takiej odwagi - odwagi słabych kobiet, które pokazują ogromną siłę.

Karol de Foucauld

Szalony :) Nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu, gdy po raz pierwszy czytałam historię jego życia, bo gdy prowadził bardzo swobodny i gorszący otoczenie tryb życia, rodzina bardzo chciała, by się ustatkował, a początkowe zainteresowanie wiarą przyjęła z ogromną ulgą. Do czasu jednak. Bo Karol nie zamierzał nawracać się trochę albo tylko tyle, by dostosować się do oczekiwań otoczenia. Karol poszedł na całość, radykalnie, nie oglądając się na nikogo - wpatrzony tylko w Jezusa. I było zapewne wielu takich świętych, mnie jednak bardzo porusza to, że to wszystko działo się stosunkowo niedawno - że mogę spojrzeć na jego zdjęcie, popatrzeć mu w oczy i próbować wyczytać z nich jego sekret. I czuję, że ten żyjący radykalnie, choć bardzo zwyczajnie - bo w pustelni na pustyni - człowiek, wie o życiu coś, co ja dopiero bardzo nieudolnie staram się zgłębić...

To nie zabobon

Po co jednak w ogóle święci? Sama miałam z tym kiedyś problem i musiałam odpowiedzieć sobie na to pytanie. Przede wszystkim -  nie chodzi o to, żeby znaleźć "skuteczną modlitwę", która zmusi Pana Boga do tego, by spełnił nasze życzenie jak jakaś złota rybka. Nie chodzi też o zabobon, o to że trzeba wezwać odpowiedniego świętego, odmówić trzy zdrowaśki i splunąć przez lewe ramię, a potem...no właśnie - złota rybka. Wiara we wstawiennictwo świętych nie ma również nic wspólnego z oddawaniem im czci boskiej, co próbują nam wmówić niektórzy mniej nastawieni na ekumenizm protestanci. Bo wiara we wstawiennictwo świętych to po prostu wiara we wspólnotę, w to że ja jestem w trakcie mojej drogi do Nieba, a niektórzy już tam doszli. I nie jest to wymysł chrześcijan X, XV czy XXI wieku - w ten sposób chrześcijanie modlili się od zawsze,  pielęgnując pamięć o męczennikach.

Wśród osób z kręgu wspólnot charyzmatycznych, ale pewnie nie tylko, forma modlitwy wstawienniczej nie jest żadną nowością. Być może również przeżywaliście w swoim życiu takie chwile, gdy zgromadzeni wokół was ludzie kładli ręce na wasze ramiona i głośno zanosili prośby w waszym imieniu. Uroczystość Wszystkich Świętych przypomina mi, że o taką modlitwę mogę poprosić w każdej chwili, bo Kościół, czyli wspólnotę wierzących, stanowią nie tylko osoby, które spotykam co niedzielę na mszy świętej. Kościół to również święci, którzy są już z Jezusem i których mogę poprosić o modlitwę tak samo, jak proszę o to osoby z mojej wspólnoty. 

A święci pokazują mi w tym dniu chyba jeszcze wyraźniej niż na co dzień, że mam nie bać się życia. Nie bać się wyzwań, problemów i trudności. Nie bać się przeżywania radości, podążania za marzeniami, pielęgnowania dobrych relacji - a wśród nich i bycia razem, i pożegnań. Bo to życie przeżyte razem z Jezusem, naprawdę może fantastycznie smakować i być pierwszym rozdziałem przygody, jakim jest bycie z Nim na zawsze. 

Oni już to wiedzą.

page

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz