sobota, 11 sierpnia 2018

to należy do.

Podpisuję imionami dzieci: szkolne zeszyty, strój na wf, kurtkę i kalosze do przedszkola :) 
 
Podpisuję własnym imieniem: swój kalendarz, umowy kupna i sprzedaży, potwierdzenie odbioru listu na poczcie. 
 
Podpisuję to, co należy do mnie. 
 
Tak łatwo przychodzi mi w życiu wypowiadanie wielkich słów - chociażby o tym, że moje życie należy do Jezusa. Skoro tak, to czy podpisałabym Jego imieniem wszystko to, co jest mi najdroższe? Czy nakleiłabym na tym własnoręcznie wypisaną naklejkę: to należy do Jezusa? 
 
To należy do Jezusa: na moim ulubionym kubku od kawy. Mogłabym zerkać na tą naklejkę zwłaszcza wtedy, gdy ktoś przerywa mi zasłużony przecież odpoczynek. "To należy do Jezusa" - przypominałabym sobie wtedy. Zarówno kawa, jak i odpoczynek. 
 
To należy do Jezusa: na moim komputerze.  Na ulubionej bluzce. Na każdej z książek, które lubię tak bardzo, że znam je na pamięć. Na grafiku w pracy. Na planach na wakacje.
 
MAMA blog
 
 
To należy do Jezusa: na każdym z moich marzeń. Na dobrej opinii wśród ludzi - na której tak bardzo mi zależy. Na relacjach z ludźmi: tymi, których kocham, cenię i boję się stracić. I jeszcze bardziej może:  tymi, których kochać nie potrafię. 
 
Na wszystkim, co składa się na moje życie.  
 
Zaraz, zaraz... Serio? Na wszystkim?... 
 
Może szczera odpowiedź na to pytanie wcale nie rozczaruje Tego, który patrzy na wszystkie moje piękne deklaracje i widzi, jak często rozmijają się one z prawdą.  Może warto nie bać się mówić Jemu szczerze, że są takie rzeczy, z których moje imię nie chce dać się wymazać.  Które wciąż są tylko moje, moje, moje. 
 
Może warto Mu o tym szczerze powiedzieć i przekonać się, że jak dziecko w szkole, tak i ja - literka po literce - mogę uczyć się podpisywać Jego imieniem to wszystko, czego jeszcze nie potrafię Mu oddać. Powoli. We włąsnym tempie. Pod Jego okiem.  Literka po literce.
 
Miłością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz