sobota, 11 sierpnia 2018

skoczysz?

Gdybym to ja była wśród Izraelitów wędrujących przez pustynię, gdybym to ja co rano zbierała mannę, prawie na pewno zrobiłabym to samo. Zapobiegliwa, planująca, starająca się przewdzieć przeciwności - ja też zebrałabym nieco więcej i zostawiła to na później. Dziwiłabym się później, że "jednak tworzyły się robaki i nastąpiło gnicie." (Wj 16,20) Bo przecież to takie rozsądne - przecież chciałam dobrze.

"Kto chce zachować swoje życie, straci je"(Łk 9,24) - mówi Jezus. Wcale nie dlatego, że to "kara za złe postępowanie". On nie wpada z inspekcją, nie wyjmuje linijki i nie wylicza - "Oddałaś mi tyle, a tyle zatrzymałaś dla siebie, udało mi się ciebie przypałać na gorącym uczynku!". Gdy moje siły wkładam w próbę "zachowania mojego życia", tracę je nie dlatego, że Bóg tupie na mnie nogą ze złości. Po prostu, tak jak manna na pustyni, to wszystko, co odkładam na później, dla bezpieczeństwa, na czarną godzinę, to wszystko co przechowuję jak cenny skarb - gnije i pleśnieje. 

Im więcej moich dóbr i bogactw zamrażam w formie lokaty, mającej zapewnić mi zysk i zabezpieczenie na przyszłość, tym mniej życia we mnie. Bo to, co nie jest w ruchu, to czego nie wykorzystuję aktywnie, ryzykując po ludzku pojmowaną stratę, umiera...

"Dla mnie bowiem żyć - to Chrystus, a umrzeć - to zysk." (Flp 1,21) 

Pamiętacie, jakie miałyście problemy w wieku 14 lat? Oceny w szkole? To, że kartkówka z matmy znowu nie poszła dobrze? Pierwsze pryszcze? Kłótnie z koleżankami? U mnie było to pewnie coś tego kalibru. Ona tymczasem, idąc za tym, co miała w sercu, zdecydowała się zostawić to wszystko, czym żyła przeciętna nastolatka jej czasów i wstąpić do Karmelu. 

Skąd brała siłę, by wbrew opinii większość otaczajacych ją ludzi, prosić o pozwolenie przełożonych Karmelu, biskupa, czy wreszcie papieża? Jak to się stało, że nie poddała się mimo przeszkód? Że jej zapału nie studziły kolejne kubły zimnej wody, wylewane na nią przez ludzi Kościoła? Skąd wiara, której nie mogły zachwiać "dobre rady" otrzymywane od wszystkich żyjących rozsądnie i rozważnie - a których imion dzisiaj historia nie pamięta, w przeciwieństwie do niej, do młodej dziewczyny z francuskiej prowincji?

Święta Tereska z Lisieux. Mała wielka święta. Święta wojowniczka, która zaryzykowała wszystko. Kobieta, która mnie inspiruje. Spójrz w jej oczy. Ja widzę w nich ogromną determinację, pewność i szczęście. Mam wrażenie, że mówi: "Spróbuj! Walcz o to, żeby być blisko Jezusa. O nic innego nie warto walczyć równie mocno!".

oczy

Spójrz jej w oczy. Popatrz na swoje bogactwa, które pragniesz zachować dla siebie, bo obawiasz się straty. I pomyśl - czy nie warto zaryzykować. Nie zaryzykować trochę, więcej, sporo. Nie zaryzykować wiele. Zaryzykować wszystko. Puścić w końcu wszystko, co kontrolujesz i poczuć się jak ktoś, kto skacze w wielką niewiadomą. Doświadczyć tego, że można się tym skokiem cieszyć tak samo, jak cieszy się skaczące na trampolinie dziecko - beztroskie i ufające.

Bo skacze się ze świadomością, że złapią cię najlepsze, zawsze dające miłość Ręce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz