sobota, 11 sierpnia 2018

słaba płeć (o kobiecości cz. 1)

Zapłakana Maria Magdalena stojąca przed grobem, z którego zniknęło ciało Jezusa, nie usłyszała od Zmartwychwstałego słów w stylu: "Weź się ogarnij i nie przesadzaj". Doświadczyła bezwarunkowego przyjęcia z całym jej bagażem emocjonalnym. To było coś więcej niż podanie chusteczki komuś, kto płacze - to było przyjęcie całej jej osoby i wszystkich jej uczuć, pokazanie jej, co z tych uczuć wynika i poprowadzenie jej dalej, ku wyjściu z trudnej sytuacji. Wspaniałe spotkanie z Bogiem, który przychodzi, by pomagać nam odkrywać w nas samych to, co dobre. Takiego właśnie Boga spotykam - również w przeżywaniu mojej kobiecości.

Bóg, który pozwala mi być słabą

Mówi się o nas: "słaba płeć". I kto wie, być może 200 lat temu to określenie było odpowiednie. Jednak od czasów, gdy - jak chociażby w czasie II wojny światowej - kobiety nie tylko przesiadły się na traktory, ale również do samolotów bojowych i czołgów - sytuacja nieco się zmieniła.

ats_girls_operating_the_range_finder

 Dzisiaj każda z nas doświadcza tego, że dźwiga na swoich barkach konkretny ciężar odpowiedzialności - a do tego dźwigania potrzeba siły. Część z nas godzi bycie mamą i żoną, dbałość o dom i rodzinę z pracą zawodową. Część oddaje się tylko wychowaniu dzieci, mając jednak szereg odpowiedzialności i zadań do wykonania (kto mówi o "siedzeniu w domu z dzieckiem", ten chyba nigdy nie dzielił doby na czas karmienia, przewijania, robienia zakupów z dzieckiem, wypraw do pediatry, sprzątania i gotowania...). W tym wszystkim doświadczamy nieustannego podlegania ocenie - od komentarza teściowej na temat przesolonej zupy po uwagi pediatry, że dziecko za mało przybiera na wadze czy notatkach od wychowawcy w szkole. Doświadczamy też tego, że powinnyśmy być silne i dawać radę.

Takie jest właśnie moje doświadczenie - przez długi czas uważałam, że muszę być silną kobietą, że wszystko musi mi wychodzić, że w moim życiu nie ma miejsca na popełnianie błędów, a ja sama powinnam starać się ze wszystkich sił. W tym wszystkim czułam, że nie powinnam się skarżyć, a skoro wiecznie brakuje czasu na ogarnięcie wszystkich obowiązków - że nie mam też prawa do odpoczynku. I tak naprawdę można przez jakiś czas funkcjonować - wszystko jest idealnie, do pewnego momentu, w którym okazuje się, że moje siły są jednak ograniczone, a rzeczywistość - nieprzewidywalna.

W jednym z takich trudnych momentów - gdy wszystko zaczęło się walić - Bóg przyszedł do mnie z przesłaniem diametralnie innym od tego, co od zawsze słyszałam. Nie powiedział: dasz radę. Nie powiedział: pokrzep ręce osłabłe, wzmocnij kolana omdlałe (Iz 35,3) i działaj dalej. Powiedział: możesz być słaba, odpocznij przy Mnie. Jeśli wszystko się zawali - trudno, zaczniemy budować od nowa, razem. Jeśli będzie nieidelanie - to nic nie szkodzi. Nie musisz być silna i samowystarczalna. Możesz być słaba.

To była chwila, która stała się początkiem zmiany w moim patrzeniu na siebie i na rzeczywistość, która mnie otacza. Zamiast spięcia pojawił się luz. Zamiast równo wypieczonych bułeczek na stole pojawiał się też czasem zakalec - trudno! :) Dokładnie w tej chwili moje dzieci dokonują bałaganiarskiej rewolucji przy pomocy farb i masy solnej, która jest absolutnie wszędzie. Kiedyś patrzyłabym na to ze złością i napięciem, dzisiaj widzę w tym zarówno okazję do wspólnej zabawy, jak i nauki sprzątania, gdy nasz eksperyment dobiegnie końca.

Wiem, że nie wszystko musi być idealne. Wiem, że nie zawsze muszę dawać sobie radę ze wszystkim. Mogę powiedzieć - sobie, światu i Bogu - że nie potrafię, nie umiem, nie daję rady, bo jestem słaba. I ta świadomość jest paradoksalnie źródłem ogromnej siły! Gdy wiem, że mam prawo popełnić błąd albo upaść - a jednocześnie jestem pewna, że Ktoś idzie razem ze mną i mnie asekuruje- mam dużo więcej swobody w podejmowaniu prób działania. Gdy wiem, że świat się nie zawali, jeśli coś mi się nie uda, nie boję się szukać, eksperymentować i próbować, a to co nieznane, nie budzi strachu, tylko ciekawość.

Czuję, że jestem kobietą, która ogrania, daje radę, na swój sposób jest silna - a jednocześnie wiem, że mam prawo być słaba. Świat przekazuje mi często zupełnie inny komunikat. Ale Bóg pomaga mi patrzeć na siebie właśnie w ten sposób - i dzięki temu doświadczać prawdziwej wolności i czerpać radość z bycia sobą: kobietą nieidealną, ale prawdziwą.

1 komentarz:

  1. Jakie to prawdziwe... Bardzo często łapie się na tym, że muszę zaciskać zęby i iść dalej,muszę być dzielna, muszę dawać radę.
    "Mogę powiedzieć - sobie, światu i Bogu - że nie potrafię, nie umiem, nie daję rady, bo jestem słaba. I ta świadomość jest paradoksalnie źródłem ogromnej siły! Gdy wiem, że mam prawo popełnić błąd albo upaść - a jednocześnie jestem pewna, że Ktoś idzie razem ze mną i mnie asekuruje- mam dużo więcej swobody w podejmowaniu prób działania. " Dziękuję za to zdanie :)

    OdpowiedzUsuń