niedziela, 12 sierpnia 2018

Niczego nie musisz udowadniać

Tydzień temu wróciłam z rekolekcji ignacjańskich. To był wyjątkowy czas, spędzony ze Słowem Bożym w całkowitym milczeniu. Na początku zawsze cisza wydaje się nieco nienaturalna. Potem stopniowo ona sama zajmuje coraz mniej mojej uwagi. Staje się tłem, przestrzenią spotkania - nie tylko z Bogiem, ale też z samą sobą.

Tuż po moim powrocie dotarła do mnie książka Jennie Allen "Niczego nie musisz udowadniać". Do bardzo podobnych wniosków doprowadziło mnie pięć dni spędzonych wcześniej w ciszy, dni wypełnionych niespiesznymi spacerami, wpatrywaniem się w morze, smakowaniem słów Pisma Świętego i modlitwą, która była naturalna jak oddychanie. 

W tym czasie wracałam do przeszłości i wybiegałam w przyszłość, uśmiechałam się do swoich myśli, ale też wypłakałam morze łez. Dzięki temu w pewnym momencie mogłam stanąć twardo na ziemi, w moim "tu i teraz", a jednocześnie mieć poczucie, że sercem jestem trochę w Niebie. I że nie jestem tu, na ziemi, przypadkowo, a więc mam prawo być, żyć, czuć i kochać tak jak umiem. Taką stworzył mnie Bóg, taką właśnie zapragnął mnie mieć.

Jennie Allen pisze w swojej książce o czymś, co jest zapewne bliskie wielu z nas. "Próbujesz sprostać oczekiwaniom za wszelką cenę? Wydaje ci się, że zawsze musisz być szczupła, pełna energii, idealna? Odczuwasz niepokój za każdym razem próbujesz odpocząć?" Ja na wszystkie te pytania odpowiadam twierdząco. Dlatego postanowiłam zobaczyć, jakimi wnioskami chce podzielić się ze mną znana w USA żona pastora, mama czwórki dzieci i założycielka organizacji religijnej wspierającej kobiety w ich podążaniu za Bożymi zaproszeniami.

Już pierwsze rozdziały przyniosły miłą niespodziankę. Miałam w ręku książkę napisaną przez osobę innego wyzwania,  wychowaną w innym kraju i żyjącą w innym środowiska. A jednak nasze doświadczenia były bardzo podobne! Jennie pewnie nie uczestniczyła w rekolekcjach ignacjańskich, a jednak nie kryje, że największe odkrycia dotyczące jej kobiecego serca, jej lęków, zranień i sposobów ich uleczenia, przyniosła właśnie cisza i pozwalanie, by Bóg mówił do niech przez swoje Słowo. 

Cisza i Słowo Boże. Wsłuchiwanie się w Jego głos i odkrywanie w tym, co mówi, prawdziwej Dobrej Nowiny. To genialne w swej prostocie i dostępne dla każdego. Jennie proponuje czytelnikom tę samą drogę, prowadząc nas przez wybrane rozdziały Ewangelii według św. Jana. I chociaż dobrze znam te historie, czułam że aż przechodzą mnie ciarki (dosłownie!) gdy czytałam historię Samarytanki opowiedzianą jej słowami...

Jennie dzieli się też zarówno swoimi doświadczeniami i historią życia, jak również szczerymi przemyśleniami. Fajnie jest czytać książkę i myśleć: "ja też tak mam!". Jednym z fragmentów, który najbardziej mnie poruszył, jest ten - może dlatego, ze sama czasem spotykam się z pozornie życzliwymi pytaniami o to, dlaczego mam "tylko" dwójkę dzieci albo dlaczego oglądam TVN ;) :

"W naszej kulturze małżeństwo i rodzina stały się bożkami, zwłaszcza w Kościele. Najwyraźniej aby udowodnić, że jesteś oddaną naśladowczynią Jezusa, potrzebujesz stabilnej pracy w odpowiednim sektorze, musisz głosować na właściwą partię polityczną, mieś stosownych przyjaciół i przyzwoite konto oszczędnościowe. (...)
Naśladowanie Jezusa...
nie oznacza, że masz przepisowe dwa i pół zdrowego dziecka.
nie oznacza, że nie będziesz żyć od wypłaty do wypłaty.
nie oznacza, że dostaniesz wymarzoną pracę.
nie oznacza, że spotkasz księcia z bajki.
Oznacza jednak, a jest to nawet obietnica, że będziesz spełniona. Jezus obiecuje całkowite spełnienie. Tylko że ono nie pochodzi z rzeczy, które ceni ten świat."

Napisałabym, że dobrą książkę poznaje się nie tylko po tym, że lekko się ją czyta, lecz również po tym, że po jej lekturze czuje się w sercu pokój. Napisałabym to, ale święty Ignacy wyprzedził mnie o kilkaset lat, bo sam kiedyś doszedł do podobnych wniosków.

 Jeśli chcielibyście spróbować, książkę dostaniecie m.in. na stronie Wydawnictwa WAM, a na rekolekcje ignacjańskie (rozpoczynające się od Fundamentu) możecie wybrać się na przykład do ICFD w Gdyni lub w inne piękne miejsca. Lokalizacja nie jest najważniejsza, bo chodzi przecież przede wszystkim o to, podróż do swojego serca...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz