sobota, 11 sierpnia 2018

na kolanach u Taty.

W dzisiejszych czasach mało kto dba o regularne wywoływanie zdjęć - a muszę przyznać, że to jednak dobry pomysł. Czasem z sentymentem wracam do albumu ze zdjęciami z mojego dzieciństwa i staram się, aby moje dzieci miały podobną pamiątkę. Wszystko co ważne i cenne - zatrzymane w kadrze, opisane, przechowywane jak skarb, do którego w każdej chwili można wrócić i oddać się wspomnieniom. Chwile, które były piękne - mało kto robi przecież zdjęcia wtedy, kiedy dzieci marudzą i płaczą, a dorośli tracą cierpliwość ;)

Kiedy jednak myślę o Panu Bogu -  tym, który jest dużo lepszym Rodzicem niż ja kiedykolwiek będę w stanie być - łapię się czasem na roztrząsaniu spraw, których wcale nie chciałabym zatrzymać i wspominać. Tak często gdy dopadnie mnie prawdziwy dół, gdy porażka goni porażkę, gdy wydaje się, że im bardziej się staram, tym mniej mi wychodzi - myślę tylko o tym, co mnie od Niego oddala. Co więcej - myślę, że On myśli podobnie. Że wylicza kolejne upadki i z dezaprobatą kiwa głową albo patrzy wzrokiem pełnym rozczarowania.

To pewnie ryzykowne wyobrażenie - zakładając, że Bóg jest poza czasem i przestrzenią, więc nie musi dbać o utrwalanie ulotnych chwil na kartach pamiętników czy w kadrach zdjęć. A jednak, gdyby pomyśleć o Nim jako o dobrym Ojcu, który z troską i zachwytem towarzyszy w rozwoju swojego dziecka, to kto wie, może moglibyśmy wyobrazić sobie, że On dla każdego z nas ma taki rodzinny album najpiękniejszych fotografii...?

Na pierwszej stronie - Ten, dzięki któremu mogę nazywać się Bożym dzieckiem, najlepszy Starszy Brat na świecie, zawsze gotowy pomóc. Na kolejnych kartach - ta chwila, gdy On z miłością wypowiedział moje imię i z nicości- powstałam. Dzień narodzin i chwila, gdy stawiałam pierwsze koślawe literki w zeszycie. Pierwsza szczera modlitwa i pierwsze doświadczenie Jego obecności. Zdobycie tatrzańskich szczytów z poczuciem, że tu jestem kilka kroków bliżej Niego. Pierwsze rekolekcje ignacjańskie i cały tydzień fruwania pod obłoki z radości. Chwile szczerego żalu za grzechy i ich wyznawania. 

I kto wie, może również te momenty, gdy ze zmęczenia zasypiałam na modlitwie, a On patrzył na to z taką samą czułością, z jaką mama przygląda się śpiącemu dziecku.
Same piękne chwile. Takie momenty, w których On mógłby powiedzieć: "Jestem z ciebie dumny, udało się. Razem dokonaliśmy czegoś pięknego." I szukam dokładnie między kartami albumu, ale nigdzie nie widzę listy grzechów i wykroczeń. Nigdzie na marginesie nie ma zapisków o niespełnionych wymaganiach. Nie ma karty zaliczeniowej z dziedziny zdobywania cnót chrześcijańskich ani świadectwa z ocenami z moralności. Jest to, co piękne - te chwile, w których byłam tak blisko, że prawie już w Niebie. Coś, co warto wspominać.

MAMA blog

Jeśli jest Ci bardzo źle, jeśli wydaje Ci się, że nic Ci w życiu nie wyszło i nic na pewno nie wyjdzie - usiądź na kolanach dobrego Ojca i popatrz na to, co było. Nie szukaj razem z nim listy grzechów i upadków, nie roztrząsaj porażek. One były, oczywiście - wcale temu nie zaprzeczam. Wręcz przeciwnie, czasem pamiętam o nich tak dobrze, że nie jestem w stanie pamiętać o niczym innym... 

Wróć więc z Nim do tych chwil, w których byliście razem. Usłysz słowa, w których On mówi, że jest z Ciebie dumny. Powól, żeby On sam pokazał Ci, co było dobre i ile wspaniałych chwil razem spędziliście. Nawet jeśli teraz jest inaczej. Nawet jeśli wydaje się, że poniosłaś klęskę.

To Twój Tata, dumny z Ciebie i kibicujący Ci na każdym kroku, znający lepiej niż ktokolwiek inny Twoje mocne i słabe strony. Wiedzy o tych drugich używa jednak nie po to, by osądzić, lecz aby pomóc i wyzwolić. Po to, by uratować od grzechu i śmierci - by tych pięknych chwil do wspominania było jak najwięcej. I by całej wieczności nie starczyło na to, by się z nich cieszyć. Razem z Tatą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz