sobota, 11 sierpnia 2018

masz władzę

Przed przyjazdem do szpitala nasza pani doktor uprzedzała nas, że mamy się uzbroić w cierpliwość, bo pielęgniarki będą niemiłe. Wzruszyłam tylko ramionami, mając w pamięci poprzednie pobyty w szpitalu, kiedy to właśnie pielęgniarki były ostoją spokoju, cierpliwości i osobami autentycznie zaangażowanymi w pomoc.  A jednak już pięć minut na oddziale podziałało na mnie jak kubeł zimnej wody.  Moje dziecko i ja byliśmy tylko numerkami w szpitalnej statystyce i tak nas właśnie traktowano, pokazując, że to nie my mamy władzę w tej sytuacji i że wiele zależy od dobrej (lub złej) woli przyjmującej nas na oddział pielęgniarki...

Robiąc wcześniej szybkie zakupy zauważyłam sytuację, która chociaż osadzona w innej scenerii, była bardzo podobna - młoda kierowniczka sklepu wdrażająca w obowiązki jego pracownika. Pracownika, który był od niej dwa razy starszy, wyraźnie zagubiony, smutny i traktowany - niestety - jak człowiek drugiej kategorii...

 "Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. "(Mk 10,42) Właśnie te słowa pojawiły się w mojej głowie w tamtej chwili: "Nie tak będzie między wami".

Może się wydawać, że skoro Jezus mówi o "władcach narodów", to zwraca się do kogoś bardziej znaczącego niż Ty i ja.  Ale to nie tak. Każdy z nas ma władzę.  Każdy znajduje się czasem w sytuacji, w której może dać drugiej osobie do zrozumienia że wie/potrafi/może więcej.
Mam władzę - gdy kasjerka w markecie co chwile myli się, próbując zeskanować moje zakupy. Mam władzę - gdy kierowca jadący przede mną wlecze się niemiłosiernie, a ja nie mogę go wyprzedzić. Mam władzę -gdy ktoś domaga się mojego czasu i uwagi w momencie, gdy pędzę spóźniona do swoich obowiązków.

Mam też władzę - gdy ktoś kto ma władzę nade mną, zaczyna jej nadużywać.
W takiej sytuacji reaguję na różne sposoby - zdarza się (wciąż za często), że w odpowiedzi na niemiłą uwagę czy niesprawiedliwe traktowanie, odpowiadam tym samym. Mam jednak swoją strategię, którą - gdy tylko starcza sił - staram się stosować. Mam tajną broń. I staram się co rano wychodzić z domu uzbrojona po same zęby.

Wtedy, gdy zdarza się taka sytuacja, w której naprzeciwko siebie stoję ja ze swoimi emocjami i wybuchowym charakterem oraz ktoś, to ma akurat zły dzień (albo złe życie) atakuję ze wszystkich sił.

Moja tajna broń: chwila modlitwy za tą osobę. Zdrowaśka po zdrowaśce. Niebo zbombardowane modlitwą i prośbą o dobro w sytuacji, w której o to dobro trzeba zawalczyć.
 Wiesz, co jest wtedy najlepsze? Nie tylko to, że to dobro faktycznie można poczuć, a podbramkową sytuację rozwiązać w sposób pokojowy. Najlepsze jest to, że gdy tak się dzieje, nie potrzebujesz ani dowodu osobistego, ani zaświadczenia z parafii, ani żadnego innego potwierdzenia. Wtedy to wiesz. 

 Wtedy możesz to poczuć

Po prostu: jesteś córką Ojca. :)

MAMA blog walka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz