sobota, 11 sierpnia 2018

kompas, czyli jak się nie zgubić w ciemnym lesie

Miałam może ze dwanaście lat i byłam na moim pierwszym prawdziwym obozie harcerskim w Bieszczadach, z namiotami rozbitymi nad jeziorem, wieczornymi ogniskami i nocnymi wartami. Byłam też bardzo dumna, gdy mogłam poprowadzić mój zastęp w czasie gry terenowej.  Do pewnego momentu moja radość była w pełni uzasadniona, bo wszystko szło zgodnie z planem - sprawnie znajdowałyśmy kolejne wskazówki i punkty kontrolne. W pewnej chwili zorientowałyśmy się jednak, że zgubiłyśmy się jak Jaś i Małgosia w ciemnym lesie. Dosłownie.

Legenda głosi, że mech porasta pnie drzew od strony północnej. W tym dniu przekonałyśmy się jednak, że nie zawsze, nie wszędzie i że to wcale nie takie proste. Owszem, miałyśmy kompas i mapę, ale założyłyśmy, że skoro zgubiłyśmy się, gdy stosowaliśmy się do wskazań kompasu, to znaczy, że coś musiało być z nimi nie tak. Postanowiłyśmy więc iść na wyczucie, kierując się kobiecą intuicją.  No - może bardziej dziewczęcą. O telefonach komórkowych ani GPSie nie śniło się wtedy największym filozofom, sytuacja stawała się więc z biegiem czasu coraz mniej wesoła... I chociaż wtedy ratunek w postaci poszukującego nas (i chyba przerażonego bardziej niż my) drużynowego przyszedł w odpowiednim czasie, a ja dawno wyrosłam z harcerskiego mundurka, okazuje się, że pewne sposoby reagowania w takiej sytuacji zostały we mnie aż do teraz.

Macie czasem takie chwile, kiedy wydaje się, że nic nie ma sensu? Codzienność jakoś nie cieszy, obowiązki ciążą, na modlitwę nie starcza sił, a przyszłość rysuje się w ciemnych barwach. Co więcej - wydaje się, że to już się nigdy nie zmieni, że to nie gorszy dzień czy tydzień, ale że nastało właśnie siedem lat chudych i można tylko opłakiwać dawne, dobre czasy...

Łatwo w takiej sytuacji podjąć złą decyzję. Łatwo zagubić się jeszcze bardziej i brnąć w złym kierunku, pogrążając się w coraz większym rozgoryczeniu. Łatwo zgubić szlak. Moja kobieca intuicja podpowiada mi wtedy to samo, co programy telewizyjne i książki z gatunku życiowych poradników - idź za swoimi uczuciami. Zaufaj sercu. Wiesz co robić.

Guzik prawda. Nie wiem. Miotam się tylko, próbując się ratować.

Bo kiedy człowiek gubi się w ciemnym lesie, wie tylko jedno - że chciałby znaleźć drogę wyjścia. Kiedy dopada nas wewnętrzna ciemność, chemy jak najszybciej znaleźć światło, poczuć znowu obecność Boga, sens życia, chęć do modlitwy i zapał. Decyzja pod tytułem: "idę na wyczucie" może się wtedy okazać pierwszym krokiem do katastrofy. Bo przecież czuję się źle. Bo skoro doświadczam tego, że nie słyszę Bożego głosu - to za jakim głosem chcę iść? Skoro mam wrażenie, że wokół mnie panuje ciemność, to w jaki sposób mogę zobaczyć dobrą drogę?

Tak jak każdy, nawet dwunastoleni harcerz, nie wybiera się na szlak bez kompasu, tak każdy, kto zdecydował się na przygodę podążania za Jezusem powinien mić zawsze pod ręką coś, co będzie obiektywnie wskazywało dobry kierunek - niezależnie od naszych nastrojów. Każdy z nas potrzebuje czegoś, co będzie pokazywać nam drogę do Jezusa równie niezmiennie, jak igła magnetyczna wskazująca północ, i to zarówno wtedy, gdy będziemy przeżywać euforię i doświadczać Bożej obecności, jak i w momencie, gdy będzie się nam wydawało, że On o nas zapomniał. Kompas. Coś, co wskazuje nam cel.

MAMA kompas

To może być umacniające wspomnienie - może chwila z ważnych rekolekcji albo moment powrotu do Jezusa w sakramencie pojedniania. To może być cytat z Pisma Świętego albo słowo, które usłyszeliśmy od drugiego człowieka.  Coś, co umacnia. Coś, do czego warto wracać. Słowa, które przypomną, że słońce świeci zawsze - nawet jeśli w tej chwili przykrywają je chmury lub leje się z nich deszcz czy grad. Kompas, który zawsze wskaże nam Jezusa, dzięki czemu nawet w kompletnej ciemności - albo w przerażającym ciemnym lesie - będziemy w stanie odrzucić pokusę kontynuowania wędrówki "na wyczucie i kobiecą intuicję",  a oprzemy się na tym, co pewne.

I chociaż harcerską dobrą radą będzie nie zabieranie w trasę nadmiaru bagażu, w tym przypadku nie warto się ograniczać. Warto mieć całą kolekcję takich drogowskazów - dobrych myśli, wspomnień i słów. A kiedy wokół zapadnie mrok, a my z przerażeniem stwierdzimy, że kręcimy się w kółko zamiast iść do przodu - nie panikować, nie skupiać się na tym, jak strasznie i ciemno jest w tym zagubieniu, ale poszukać w sercu tego, co wcześniej było jasne, oczywiste i niepodlegające wątpliwości.  Czegoś, co sprawi, że skierujemy myśli ku Temu, dla którego nawet ciemność nie jest ciemna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz