niedziela, 12 sierpnia 2018

jesteś błogosławiona

Często znajduję go, kiedy sięgam ręką do kieszeni. Mam ich zresztą kilka, więc jest duża szansa, że jeśli nie będzie w kieszeni, znajdzie się w torebce albo w samochodzie. Żadnego z nich nie kupiłam - każdy wiąże się z konkretną osobą albo z dobrym wspomnieniem.  Ale nie tylko to sprawia, że gdy go chwytam, czuję się podniesiona na duchu. Kiedy moja dłoń trafia na różaniec, czuję się trochę, jakbym wkładała ją w dłoń drugiej osoby - Kogoś, kto jest mi bardzo życzliwy i dobrze mnie rozumie.


"Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona." - słyszymy w dzisiejszych czytaniach. Znam te słowa bardzo dobrze i powtarzam je często, przesuwajac kolejne paciorki różańca. To nie jest bezmyślne "klepanie zdrowasiek". To coś więcej - to spotkanie, takie samo jak to, w którym Elżbieta wypowiedziała słowa "jesteś błogosławiona". I choć święty Łukasz, pisząc o odpowiedzi Maryi, układa ją w hymn powarzany przez Kościół każdego dnia, ja wyobrażam sobie ten dialog nieco inaczej. Co więcej - sama chciałabym, aby właśnie tak wyglądały moje spotkania z innymi.

Nie, wcale nie chodzi o to, żeby spotykając się w babskim gronie chwycić brewiarz i spędzić godzinę na pobożnej recytacji psalmów, a potem dla odmiany odmówić różaniec. Chodzi o to, aby usłyszeć te słowa i się nimi ucieszyć: "jesteś błogosławiona". Chodzi o to, aby te słowa wypowiadać wobec innych.

Maryja w swoim Magnificat nie tylko uwielbia Boga - Ona przede wszystkim widzi dobro i za to konkretne dobro dziękuje. I niezależnie od tego, w jakie słowa ubrała swoją wdzięczność w czasie rozmowy z Elżbietą, mogę być pewna, że to nie była rozmowa typowa dla wielu naszych babskich pogaduch. Bo my często lubimy ponarzekać czy wręcz licytować się, komu trudniej, kto ma gorszego szefa w pracy czy większą stertę ubrań do prasowania na co dzień. Lubimy też dyskretnie i w odpowiednio dobranych słowach przemycać ploteczki i tworzyć rankingi osób lubionych bardziej i zdecydowanie mniej. Prawda, że tak się czasem zdarza?...

Spotkanie Elżbiety i Maryi pokazuje mi, że naprawdę można inaczej. Przed każdą ważną rozmową, zwłaszcza tą w kobiecym gronie, szukam różańca, czując że wkładam dzięki temu swoją dłoń w Jej dłoń. Pozwalam się wtedy prowadzić, ale wcale nie ku oderwanej od rzeczywistości sztucznej pobożności. Nie chodzi o to, że za dziesięć wypowiedzianych "zdrowasiek" przehandluję z Panem Bogiem dobry czas spędzony z drugą osobą czy gwarancję tego, że się z kimś nie pokłócę. Tu chodzi o coś zupełnie innego.

 Każde wypowiedziane "Zdrowaś Mario" uświadamia mi, że On jest błogosławiona, ale że i ja mam w swoim życiu błogosławieństwa, za które mogę dziękować. Mogę (i powinnam) szukać tych błogosławieństw również w życiu innych i cieszyć się dobrem, które odnajduję. Wtedy każde spotkanie, nawet takie w którym słowo "Bóg" nie padnie ani razu, może stać się czasem, który do Niego zbliża. I wtedy naprawdę będę mogła cieszyć się obecnością drugiego człowieka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz