sobota, 11 sierpnia 2018

jałmużna

Piotr wraz z Janem przypatrzywszy się mu powiedział: «Spójrz na nas!». A on patrzył na nich oczekując od nich jałmużny. «Nie mam srebra ani złota - powiedział Piotr - ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!»" (Dz 3,4-6)

Nie wiem,  jak miał na imię.  Nie wiem, czy ktokolwiek się nad tym zastanawiał.  Był po prostu jednym z elementów codziennego krajobrazu, anonimowym i oswojonym,  niemalże wbudowanym w architekturę świątynnej bramy,  przy której kładziono go każdego dnia.

Nie wiem,  jak miał na imię, ale wiem, że czasem jesteśmy do siebie podobni. Patrzymy nie przed siebie, na horyzont, za którym kryje się to, co niespodziewane - lecz na siebie. Nie na możliwości, lecz na przeciwności. Nie na to, co mamy, lecz na to, czego nam tak przeraźliwie i boleśnie brakuje.

W tym wszystkim - do czego najtrudniej się przyznać - patrzymy w określony sposób również na drugiego człowieka. Patrzymy - oczekując.  I nie czekamy wcale na rękę wyciągniętą do pomocy, nie czekamy na propozycję konkretnego działania.  Do tego trzeba by nadziei, a ona może i umiera ostatnia, ale przemawia czasem głosem, który bardzo łatwo zagłuszyć.  Nie czekamy na pomoc - czekamy na jałmużnę.

Zamiast żyć pełnią swojego życia,  czekamy aż ktoś da nam na to pozwolenie. Zbieramy oznaki aprobaty, skrzętnie gromadzimy wspomnienia pełnych akceptacji gestów i słów, wciąż czekając na więcej - na to, co będzie potwierdzeniem naszej wartości. Trudno nam przyznać to głośno, ale to opinia "innych" - tych, którzy tak naprawdę w żaden sposób nie przejmują się naszym losem - nadaje kształt naszym wyborom. [Ciebie to nie dotyczy? " A co ludzie powiedzą" - nie pomyślało Ci się ani razu?...] Nie wierzymy tak do końca w to, że mamy prawo do pisania własnego scenariusza na życie - takiego, w którym będziemy po swojemu realizować pragnienia i marzenia.  Zgubiliśmy tę wiarę nie wiadomo kiedy. Zamiast tego, tkwiąc wciąż obok tego, co jest prawdziwym wejściem w życie, patrzymy na innych, oczekując od nich chociaż odrobiny tego, czego nam brakuje...

To może być dyskusja, w której boisz się wypowiedzieć choć jedno zdanie, impreza, w czasie której nie masz odwagi wyjść na parkiet, ciekawa propozycja działania, którą odrzucasz z lęku przed porażką. To może być uciekanie od odpowiedzialności, okopywanie się w bezpiecznej pozycji - w życiu, w pracy, w związku, w relacji z Bogiem. To mogą być kolejne kompromisy, na które zgadzasz się z lęku albo z wygody, kompromisy które sprawiają, że życie nie ma konkretnego smaku, a staje się rozwodnione i mdłe jak kalafiorowa z taniej stołówki. Niby zabija poczucie głodu, a jednak człowiek nie ma ochoty na kolejną łyżkę.

Może być tak, że patrzysz tylko na siebie i swoje ograniczenia - albo tylko na innych, na ich życie i ich marzenia, na coś co sama chciałabyś mieć.  I choć może Ci się wydawać, że nie umiesz już patrzeć inaczej, całą sztuką jest wtedy przeniesienie wzroku na Kogoś, kto chce z powrotem zaprosić Cię do życia pełnią życia.  "Spójrz na nas" - mówi Piotr - "W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!".

Spójrz na Niego -  nie na siebie i nie na innych. Spójrz na Niego, a to będzie pierwszy krok do zmiany. I może wtedy zobaczysz, na jak wiele sposobów Bóg stara się przebijać do twojego życia z podobnymi słowami: przestań siedzieć bezczynnie obok życia, które dzieje się w każdej chwili. Znajdź odwagę, by nie tylko patrzeć z boku, ale też zacząć działać.  A jeśli czegoś Ci brakuje, nie czekaj, aż inni wypełnią tę pustkę w Twoim życiu. Nie czekaj na jałmużnę. Spójrz na Niego, bo w Nim jest MOC.

W imię Jezusa - wstań i miej odwagę żyć naprawdę.

I niech się inni dziwią.

blobi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz