niedziela, 12 sierpnia 2018

Jak oswoić potwory spod łóżka?

Pod łóżkiem schował się potwór! Czasami grasuje samotnie, niekiedy z innymi, podobnymi sobie koszmarnymi stworzeniami. W ciągu dnia skutecznie się maskuje, nie zwracając na siebie najmniejszej uwagi. Za to gdy tylko gaśnie światło i zostajemy sami… Co prawda nigdy nie wychyla się ze swojej kryjówki, ale wydaje odgłosy, szamocze się, straszy – po prostu NIEPOKOI. 

Wyobraźnia podpowiada nam przerażające obrazy i za nic na świecie nie jesteśmy w stanie sprawdzić, co tak naprawdę kryje się w ciemności. Mamy wtedy dwa wyjścia: zignorować niepokój i wmówić sobie, że wszystko jest w porządku, albo poprosić rodziców, by zapalili światło i pomogli w polowaniu na potwora. Zazwyczaj w ich obecności okazuje się, że nie ma się czego bać. Zanim jednak do tego dojdzie, musimy się z nim skonfrontować. Serce wali nam bardzo mocno, a ręce drżą ze strachu, ale gdy już zajrzymy pod łóżko i zobaczymy, że tak naprawdę nie kryje się tam żaden potwór, poczucie ulgi jest wyzwalające…

Żródło:https://jerry8448.deviantart.com/[/caption]

Choć przychodzi czas, w którym opuszczamy dziecięcy pokój, nasze lęki często przeprowadzają się razem z nami. Zabieramy je z sobą jak niechciany bagaż. Tak jak dzieci skupiamy się niekiedy na wyobrażaniu sobie przyszłości i tworzymy wizje dużo bardziej przerażające niż rzeczywistość. Czasem lęk mogą budzić sprawy związane z codziennością, jak nawiązanie konkretnej relacji czy podjęcie jakiegoś zobowiązania. Niekiedy są to jednak rzeczy dużo większego kalibru, gdy doświadczenie traumy wręcz paraliżuje i uniemożliwia normalne życie.

Znamienne jest to, że „potwory” wychodzą spod łóżek właśnie w nocy, kiedy jest ciemno, kiedy tracimy poczucie bezpieczeństwa lub przestajemy choć na chwilę kontrolować siebie i swoje emocje. Wtedy właśnie dochodzi do głosu wszystko to, co wcześniej było na tyle bolesne czy niewygodne, że nie chcieliśmy się z tym mierzyć. Upychaliśmy to po kątach, wrzucaliśmy na dno szuflad i zamykaliśmy je na cztery spusty albo wpychaliśmy to pod łóżko, próbując zaprzeczyć, że jakieś wydarzenie w ogóle miało miejsce.

Niewypłakane łzy, ból, którego nie chcieliśmy odczuwać, porażki, których nie przyjęliśmy do wiadomości, emocje, którym nie pozwalaliśmy dojść do głosu – to wszystko nie znika. Co więcej, wraca do nas w najmniej oczekiwanej chwili, jak ta, kiedy zmęczeni i otoczeni ciemnością, próbujemy zasnąć i zregenerować siły.

Można udawać, że problem nie istnieje. Można zagłuszać go używkami czy bogatym życiem towarzyskim, bo zapalenie światła i zerknięcie we wszystkie te ciemne, straszne miejsce wymaga odwagi. Ciężko jest to zrobić bez pomocy dobrego Ojca, dlatego nie warto ustawać w wołaniu do Niego. On przychodzi do naszych ciemności nie po to, by wytykać nam błędy, lecz by wziąć za rękę i zaprosić do zrobienia duchowych porządków. W Jego obecności łatwiej nazwać to, przed czym uciekamy. Z Nim można jeszcze raz przeżyć to, czemu staramy się zaprzeczyć. Już nie samotnie, nie o własnych siłach, tylko w obecności Kogoś, kto wie, czym jest cierpienie i sam przeszedł przez krzyż – ku życiu. Nawet jeśli coś wydaje się nam po ludzku beznadziejne i niezrozumiałe, to doświadczymy wyzwolenia, gdy złożymy to w Jego ręce – zupełnie jakbyśmy obudzili się z sennego koszmaru w kochających ramionach taty. Wtedy to już nie tylko nasz mroczny i wstydliwy sekret. Wtedy pozwalamy, by tam, gdzie do tej pory panowała ciemność, wpadł strumień światła. A gdy mija mrok, nawet potwory spod łóżka mniej przerażają i dają się oswoić.

Co jest Twoim największym lękiem? Potrafisz zobaczyć, w jaki sposób wpływa on na podejmowane przez Ciebie decyzje?

Opowiedz Bogu o tym lęku, a potem spróbuj posłuchać, co On chce Ci o nim opowiedzieć. Może zachęca Cię do konfrontacji z czymś trudnym, od czego uciekasz?  

(Fragment naszej książki :) "Ile lat ma Twoja dusza", Wydawnictwo WAM)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz