sobota, 11 sierpnia 2018

jada wspólnie, czyli nie tylko o marchwiance

Podobno były z tym problemy. Taka marchwianka, na przykład, po wylądowaniu w paszczy, w sekundę później lądowała w formie fantazyjnych rozbryzgów na ścianie w kuchni. I na okularach niani.  A że w siermiężnych czasach stanu wojennego ciężko było liczyć na takie papu w słoiczkach, jakie teraz czeka na mamy (i dzieci) w każdym sklepie, marchwiankowe boje toczone były z uporem i systematycznością, bo przecież dziecko coś jeść musiało. Mimo że były z tym problemy. Swoją drogą, ciekawa jestem, czy to nie było dla mnie zabawne... Niania ponoć rozważała zamontowanie wycieraczek w okularach ;)

Temat jedzenia pojawił się w mojej głowie, ponieważ przeczytałam dzisiaj to pytanie (Mt 9,11): "Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?".  No właśnie - dlaczego?

Dlaczego nie upomina, nie prawi kazań, nie wzywa do opamiętania, nie gromi przewinień podniesionym głosem? Dlaczego zamiast tego siada przy stole, wspólnie z grzesznikami? Zamiast przyjmować poważną, surową minę - uśmiecha się do sąsiadów, zamiast patrzeć z góry na tych, którzy potrzebują nawrócenia, siada tak blisko, że pewnie trącają się łokciami.

Działa w sposób, który nie mieścił się w głowach faryzeuszy i nas też często szokuje. A jednak - gdy patrzę na historię swojego nawrócenia, to widzę że to wyglądało właśnie w ten sposób.  Jezus nie wszedł w moje życie z listą zastrzeżeń i warunków, które muszę spełnić, by dostać się do Niego na audiencję. Przyszedł tak po prostu, wchodząc po cichu w codzienność, przypominając o swojej obecności, gdy waliło się wszystko to, co budowałam na piasku i gdy starałam się to odbuwać. Przyszedł by po prostu usiąść ze mną przy jednym stole i porozmawiać. Przyszedł, by nie tylko wspólnie ze mną jadać, ale mnie nakarmić. A zaznaczam mocno, że byłam wtedy na etapie duchowej marchwianki...

Ile razy będę chciała przypiąć komuś etykietkę "gorszy", ile razy pomyślę o kimś, że powinien się nawrócić, ile razy złapię się na myśleniu, że jestem od kogoś lepsza, tyle razy powinnam przypomnieć sobie właśnie ten obraz:
On jadał ze mną wspólnie jeszcze wtedy, gdy jak rozkapryszony dzieciak prezentowałam wszystkie możliwe objawy złości i buntu, z pluciem włącznie. I nie prawił wtedy kazań.

Był.

Trudno o lepszą wskazówkę dotyczącą tego, co ja powinnam robić w codziennych spotkaniach z tymi, których On stawia na mojej drodze. Nawet jeśli im wcale ze mną po drodze nie jest.

MAMA jada wspolnie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz