niedziela, 12 sierpnia 2018

gdyby Dawid był kobietą...

Z Goliatem sprawa jest prosta. Duży. Silny. Silniejszy niż większość znanych ludzi. Budzący przerażenie, a przynajmniej respekt. Z niewidzialnym, a jednak widocznym drugim imieniem, którego nie trzeba wypowiadać, bo to po prostu się wie: niepokonany.


A Dawid? Wiadomo, jak toczy się jego historia - ale gdyby tak pogdybać?...
... gdyby Dawid był kobietą? Co wtedy? 

Wtedy może nosiłby spódnicę dokładnie tą, którą ubrałam dzisiaj. Granatową, grzeczną, odpowiednią do sytuacji. I butki takie same, jak moje ulubione - śmieszne choć urocze balerinki z czarną kokardką. Takie, w których stawia się drobne kobiece kroki. I w których dobrze czuje się ziemię pod stopami, więc w razie czego można nie tylko zgrabnie chodzić, ale też zwinnie biegać. I uciekać.

Może czułby sie tak jak ja. Krucha jak łupinka orzecha, mająca przepłynąć ocean. Wrażliwa jak zielone, klejące pączki drzew na wiosnę - wystarczy, że dotkniesz, że połamiesz gałązkę, a uschną. Słaba jak mrówka próbująca unieść źdźbło trawy. Jak płomyk świecy, który łatwo zdmuchnąć. Jak ulotne ciepło wiosennego słońca, które próbuje ogrzać twoje dłonie, ale wciąż jest zbyt słabe...

Nie pchałabym się do tej walki, naprawdę. Założę się, że nie umiałabym nawet prawidłowo posłużyć się procą. Od samego patrzenia na Goliata uginają się pode mną nogi. I zastanawiam się, co ja tutaj właściwie robię.

Ale niektórych walk i potyczek nie wybieramy sami. Niektóre rzeczy po prostu się zdarzają. Nie pukają uprzejmie do drzwi, nie anonsują wizyty z wyprzedzeniem, tylko wpadają przez okno z siłą huraganu, przewracając wszystko, co udało się wcześniej poukładać.

TRACH.

Czasem można poczuć własną słabość tak mocno, jakby otaczała ze wszystkich stron i dotykała każdej komórki  ciała. Słabość w nas samych, gdy wybieramy pójście za głosem pokusy, a nie Dobrego Pasterza. I słabość, która podcina nogi, gdy pada cios zadany z zewnątrz - celnie. Bo zdarzają się takie ciosy, często właśnie wtedy, gdy się tego nie spodziewamy...

Wtedy jednak - paradoksalnie - można poczuć, że na tym polu bitwy jest coś więcej niż tylko nasza słabość i potęga Goliata. Coś więcej. Ktoś więcej. Że ten Ktoś z czułością matki opatrującej rozbity dziecięcy nos czy kolano, a jednocześnie z siłą i determinacją ojca walczącego w obronie swojego dziecka, otacza nas silnym ramieniem. Że nic innego się dla Niego nie liczy - tylko my. Że to On walczy, że jest OBECNY, że czuwa. I że mówi niezależnie od sytuacji zawsze to samo - jesteśmy w tym razem.

Goliat dalej przeraża. Słabość przytłacza. Ale nadzieja każe patrzeć nie na siłę przeciwnika, nie pod nogi - własne, słabe nogi - ale w górę. Na twarz Tego, który obiecał nigdy nas nie zostawić. I który dotrzymuje słowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz