sobota, 11 sierpnia 2018

Ewangelia o(d)kuchni

Najwieksze kulinarne rozczarowanie mojego życia? Szukam w pamieci. Jak większość z nas, mam za sobą wizyty w lokalach gastronomicznych, w których smakowałam mniej i bardziej udanych dań. Ba! - na swoim koncie też mam kulinarne wzloty i upadki. Gdybym miała jednak sięgnąć pamięcią do tego, co było moim największym rozczarowaniem, chyba - jako dziecko dorastające w końcówce PRL-u - wybrałabym... wyrób czekoladoodobny, czyli paskudny zamiennik tego, do czego pałam niezmienną od lat miłością: czekolady :)

"Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się" (Łk 15,23) - słyszymy z ust miłosiernego Ojca. Czy taka uczta mogła być kulinarnym rozczarowaniem? Czy pełen radości, stęskniony, kochający tata postawił w tym momencie na bylejakość i oszczędność? Czy raczej z rozmachem zastawił stół najlepszymi smakołykami?

Gdy patrzę na moją historię ucieczek i powrotów, wydaje mi się, że problemem wcale nie jest to, czy mam ochote trochę sie pobuntować i zacząć zwiedzać świat na wlasną rękę.  Najważniejsze pytanie brzmi raczej- czy wierzę, że On przygotował dla mnie ucztę? Czy wierzę, że On nakarmi mnie do syta? Czy jednak w głębi duszy uważam, że na wyprawę przez życie muszę przygotować wałówkę: konserwy, kuchenkę turystyczną albo pajdę z mortadelą i jajko ugotowane na twardo...
Czy uważam, że muszę sobie radzić sama? Czy też ufam, niezależnie od wszystkiego, że On o mnie zadba? Że jest lepszy niż moja najlepsza przyjaciółka, ktora niezależnie od tego, jaką głupotę w życiu popełnię, przywita mnie zawsze kubkiem ciepłej herbaty (a bardzo prawdopodobne, że tuż przy nim pojawią się gofry)?

Tak naprawdę tym, co często prowadzi mnie na manowce, jest chęć zaspokojenia swoich głodów na własną rękę. Bo kiedy jestem głodna, kiedy oczuwam dotkliwy brak, chcę go zaspokoić już, tu i teraz, nieważne w jaki sposób. I takie sytuacje są chyba najlepszym testem zaufania Bogu. To właśnie wtedy okazuje się, czy wierzę, że On nakarmi mnie do syta, czy też obawiam się kulinarnego - przepraszam za określenie - badziewia. Tego, że na stół wjedzie znienawidzony szpinak czy owsianka, a najlepsze przysmaki będę mogła dostać dopiero, jak na nie zasłużę. Albo może one w ogóle zarezerwowane są dla tych, których Pan Bóg lub bardziej ode mnie.

blog

W takim momencie warto sięgnąć do pamięci w poszukiwaniu swojego największego duchowego rozczarowania - takiego, kiedy zaserwowana mi duchowa strawa powodowała grymas na twarzy i niemiłe konsekwencje przez dłuższy czas. Czy to była sytuacja w której to On mnie nakarmił? Czy raczej te chwile, kiedy w poszukiwaniu zaspokojenia głodu, na własną rękę sięgnęłam po to, co udało mi się znaleźć?...

["Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał."... (Łk 15,16)]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz