niedziela, 12 sierpnia 2018

dając czas, dajesz siebie...

"Pismo Święte, notatnik, zegarek..." ZEGAREK? Po co mi zegarek? 

Jadąc na moje pierwsze rekolekcje ignacjańskie zastanawiałam się, dlaczego lista przedmiotów, które miałam mieć ze sobą, wygląda właśnie w ten sposób. Na miejscu okazało się, że zegarek faktycznie jest potrzebny. Byłam jednak zdziwiona słysząc, że mam używać go do kontrolowania czasu modlitwy. A gdzie miejsce na spontaniczność? Medytacja miała trwać 45 minut - dokładnie tyle. Nie miała przeciągać się do dwóch godzin, gdy czułam że moje serce jest pełne zapału, nie miałam też jej skracać ani o minutę, zwłaszcza gdy miałam wrażenie, że nic się w tym czasie nie dzieje. I chociaż w czasie tych pierwszych rekolekcji nie przeżyłam poważniejszego kryzysu, później wielokrotnie doświadczałam, że są takie okresy w moim życiu, kiedy bardzo trudno mi się modlić. 

Miałam wtedy czasem wrażenie, że minęło pół godziny, a gdy zerkałam na zegarek, okazywało się, że to jedynie pięć minut. Zdarzało mi się niekiedy w takich sytuacjach przerywać modlitwę. Zdarzało się też trwać na niej wiernie niezależnie od uczuć - i wtedy czasem działy się wielkie rzeczy :) czasem dosłownie w ostatniej minucie modlitwy...

To nie odczuwalne przez nas owoce modlitwy są najważniejsze, ale samo spotkanie z Panem i WIERNOŚĆ. Dlatego tak ważne jest trwanie na modlitwie niezależnie od chwilowych nastrojów. Dlatego również warto mieć ze sobą zegarek, bo on nie wcale nie tłumi spontaniczności, lecz po prostu pomaga.

Czas, który proponujemy na modlitwę w czasie naszych rekolekcji to 20 minut. Być może będziesz chciała przeznaczyć na medytację więcej czasu (zazwyczaj jest to 30-45min, ale tu bierzemy pod uwagę możliwości czasowe zabieganych mam :) ). Jeśli tak, określ sobie ten czas jeszcze przed rozpoczęciem rekolekcji, a potem staraj się trzymać tych ustaleń. Pomyśl też nad odpowiednią porą do modlitwy i miejscem, które może pomóc w skupieniu się.

 Ja na czas rekolekcji w życiu codziennym zmieniam miejsce modlitwy, ale zdaję sobie sprawę, że mamy różne warunki mieszkaniowe. Nie tak dawno jeszcze, gdy chciałam być sama, mogłam wybierać tylko między małym korytarzykiem albo modlitwą w kuchni. I moje kuchenne duchowe rewolucje wspominam bardzo dobrze... :)


Medytacja ignacjańska polega nie tylko na rozmyślaniu nad Słowem Bożym, ale też na odnoszeniu go do swojego życia. Dobrze jest, gdy oba te elementy są w czasie modlitwy w równowadze, to znaczy gdy zastanawiamy się nad tym, co działo się w danej scenie biblijnej, patrzymy na jej bohaterów i ich uczucia, ale też pytamy siebie, w jaki sposób możemy to przełożyć na swoje życie. W czasie tej modlitwy ważne są PORUSZENIA, czyli to, co dzieje się w naszym sercu. Zdarzało mi się modlić jakimś fragmentem Pisma Świętego i myśleć bardzo racjonalnie, że te słowa mnie nie dotyczą, a w tym samym czasie doświadczać, że serce mówi coś zupełnie innego. Medytacja ignacjańska to czas wsłuchiwania się w swoje serce i stawania przed Bogiem z tym wszystkim, co się w nas dzieje.

Wprowadzenia do modlitwy będą ukazywać się wieczorem poprzedniego dnia. Dobrze jest już wtedy przeczytać tekst biblijny, zwracając uwagę na to, które fragmenty czy słowa poruszają nasze serce. To przygotowanie do medytacji już jest modlitwą! Zanim zaczniemy rozważać Słowo, Ignacy zachęca do jeszcze głębszego przygotowania. Po znaku krzyża najpierw prosimy Boga o czystość intencji, czyli o to, żeby wszystko, co będzie działo się w czasie modlitwy, prowadziło nas do Niego. Potem angażujemy wyobraźnię, czyli staramy się w pewien sposób "wejść" w daną scenę biblijną. Następnie wypowiadamy prośbę, która w ciągu naszych rekolekcji będzie niezmienna - będziemy prosić o przemianę naszych serc. Dopiero potem następuje czas rozważania Słowa, kiedy patrzymy na to, co Bóg do nas mówi i staramy się przełożyć to naszą codzienność. Całość kończy rozmowa końcowa, czyli czas, kiedy możemy porozmawiać z Jezusem o wszystkim, co działo się w czasie medytacji.

Brzmi skomplikowanie? Mam nadzieję, że nie, a jeśli nawet tak, to wprowadzenie do modlitwy każdego dnia będzie w naturalny sposób prowadzić nas przez te punkty. Nam pozostaje po prostu - dać się prowadzić i ze swojej strony robić wszystko, żeby ten czas oddawać Bogu. I może pomogą w tym słowa samego świętego Ignacego: "Temu, który przyjmuje i odprawia Ćwiczenia, wielce pomoże, jeśli wejdzie w nie wielkodusznie i z hojnością względem swego Stwórcy i Pana i złoży mu w ofierze całą swą wolę i wolność, aby Boski jego Majestat tak jego osobą, jak i wszystkim, co posiada, posługiwał się wedle najświętszej woli swojej". Pozostaje tylko dodać: AMEN :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz