sobota, 11 sierpnia 2018

córeczka Tatusia (o kobiecości - część 2)

W życiu każdej dziewczynki przychodzi moment, gdy wyrasta z plisowanych spódniczek i fryzury z dwoma warkoczykami. Przychodzi chwila, gdy staje się kobietą. Zazwyczaj otoczenie jest tego świadome szybciej i bardziej niż ona sama - i od otaczających ją osób zależy, czy przejście między tymi dwoma światami - dzieciństwa i kobiecości - będzie gładkie i doda skrzydeł, czy też je podetnie.

W tym okresie bardzo ważna jest rola ojca - pierwszego meżczyzny, który jest wzorem i autorytetem. W idealnym świecie każda z nas usłyszałaby w tym przełomowym momencie mniej więcej takie słowa: "Jesteś moją córką, z której jestem dumny. Cieszę się, gdy na ciebie patrzę i wierzę, że poradzisz sobie w życiu. Jestem dumny, że mam tak wspaniałą córkę!".

Tak byłoby w idealnym świecie. Usłyszałybyśmy wtedy słowa wsparcia i potwierdzenia naszej tożsamości - słowa ważne, bo pozwalające utwierdzić się w przekonaniu o własnych korzeniach. A przecież aby wypuszczać gałęzie wysoko do nieba (i przynosić potem piękne owoce), trzeba być dobrze zakorzenionym - wiedzieć, kim się jest, do kogo się należy i mieć w tej świadomości oparcie.
Pochodzimy z różnych rodzin i mamy za sobą różne doświadczenia. A że wychowywali nas ludzie, którzy - no właśnie - są tylko ludźmi i mają swoje ograniczenia, nie zawsze w tym ważnym czasie stawania się kobietą, otrzymywałyśmy potrzebne wsparcie i potwierdzenie tego, kim jesteśmy. I można nieść ze sobą taki ciężar przez całe życie, wracając wciąż do swoich braków, do tego, co jest historią z przeszłości. 

Można też pozwolić Bogu na to, by pokazał nam, kim jesteśmy w Jego oczach.
Dla mnie jednym z momentów przełomowych w odkrywaniu, kim jest dla mnie Bóg i w jaki sposób On na mnie patrzy, było pierwsze zderzenie z psalmem 139. Celowo używam tu słowa "zderzenie", to faktycznie nie było to łagodne spotkanie z pokrzepiającym Słowem, a pełna zgrzytów konfrontacja z bagażem przeszłości, jaki ze sobą niosłam. Słowa "dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie" nie chciały mi przejść przez usta. Nie potrafiłam w to uwierzyć. Jak to - naprawdę Ktoś celowo powołał mnie do życia? Naprawdę nie jestem tu z przypadku? Ktoś chciał, żebym była właśnie taka, jaka jestem - i mówi o mnie "stworzyłem cię cudownie"?

Musiało minąć trochę czasu, zanim przyjęłam odpowiedzi na te pytania - odpowiedzi zapisywane nie słowami, a miłością w moim sercu. Musiało minąć sporo czasu, zanim usłyszałam w końcu: "Jesteś moją ukochaną Córką". I wciąż zdarzają się chwile - zwłaszcza wtedy, gdy na pierwszym planie pojawia się moja słabość i grzech - gdy o tym zapominam. Wtedy Bóg przychodzi do mnie z przypomnieniem, że dla Niego jestem zawsze i na zawsze ukochaną córką. Że On widzi we mnie to, co piękne i z dumą patrzy na to, jak wzrastam, ciesząc się z każdego z moich sukcesów. Upadki w moim życiu będą się zdarzać zawsze, ale to nie jest przeszkoda dla Jego miłości. Jedyną przeszkodą mogę być ja sama, jeśli w trudnych chwilach zamiast powierzać to Jemu, będę od Niego uciekać.


blog kobieta

Jestem córeczką Tatusia. Przypominanie sobie o tym każdego dnia daje mi silny fundament, na którym mogę budować swoje życie. Jestem Bożym dzieckiem, należę do Niego - to są moje korzenie, coś co nie zachwieje się niezależnie od życiowych niepowodzeń i zawirowań. Korzenie, dzięki którym mogę wzrastać i mieć nadzieję na wydawanie pięknych owoców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz