sobota, 11 sierpnia 2018

cień

Niedzielne leniwe popołudnie w gdyńskim Starbucksie potwierdza moją teorię dotyczącą życia. Zajmujemy się sprawdzaniem  list popularnych rekolekcjonistów i facebookowych rekolekcyjnych rozkładów jazdy, a tymczasem umyka nam fakt, że to życie samo w sobie może stać się miejscem szczególnego działania i przychodzenia Boga. Zwyczajna codzienność może być czasem, w którym to On sam prowadzi rekolekcje. Najlepsze.

Niedzielne popołudnie zostawiło we mnie nie tylko wspomnienie kawy o dobrym smaku (i spotkania o smaku jeszcze lepszym), ale również słowa, które uratowały zarówno dzisiejszy ciężki poranek, jak i oficjalny początek Wielkiego Postu. Słowa o tym, że każdy z nas ma swoją ciemną stronę, która towarzyszy mu jak cień. I że cień, tak jak ciemność, boi się tylko jednego - światła.

Cień który mi towarzyszy, był, jest i będzie. Czasem trochę przeraża, czasem zawstydza, często ciąży, będąc nieuświadomionym balastem - może to dlatego tak często łapię się na tym, że ramiona mam lekko uniesione, plecy spięte, a ciało jakby skulone i zgarbione? Dźwigam w sobie ciężar, którego nie chcę. A Wielki Post jest czasem, kiedy jeszcze mocniej to sobie uświadamiam, kiedy wyraźniej widzę, że mój cień, moja ciemna strona, przeszkadza w spotkaniu z Bogiem, drugim człowiekiem i z sobą samym.

Nie mogę się go pozbyć, bo jesteśmy ze sobą zrośnięci. Nie mogę, a chciałabym bardzo. Próbuję więc zrobić co w mojej mocy - skoro nie zlikwidować, to chociaż przyciąć ten cień do odpowiednich rozmiarów. Wyprasować, wygładzić, złożyć w kosteczkę i schować do torebki. Względnie przypiąć na smyczy i wyprowadzać na spacer tylko po określonych ścieżkach - po odpowiedniej tresurze.

CIEN

Zdarza się, że na te starania poświęcam większość czasu przeznaczonego na modlitwę. Zdarza się, że skupiam się na tym przez większość rekolekcji czy Wielkiego Postu. Wielkim nieszczęściem byłoby, gdybym zmarnowała na to całe życie... bo moim zdaniem wcale nie jest walka z cieniem.  Moim zadaniem - i spełnieniem pragnień, które noszę głęboko w sercu - jest wpatrywanie się w Światło. Dopiero to mnie przemienia.

O to właśnie chodzi w nawróceniu - o zwrócenie się ku Bogu i odwrócenie się od zła. Nie tylko tego, które potencjalnie może zapukać do serca w postaci ponętnej pokusy, lecz również tego, które już jest we mnie i próbuje przyciągnąć moją uwagę.

Może właśnie o tym ma być mój tegoroczny Wielki Post - nie o walce z cieniem, lecz o patrzeniu na Światło. Nie o dążeniu do doskonałości i osiąganiu perfekcji, lecz o wpatrywaniu się w Jezusa, o zwracaniu się do Niego całą sobą. O tym, żeby to On pochłonął całą moją uwagę, tak by nie starczyło jej już dla tego, co złe.

I żebym to Nim napełniała swoje serce - a potem krok po kroku coraz większy obszar mojego życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz