niedziela, 12 sierpnia 2018

błogosławieństwa dla mało zaawansowanych.

Błogosławieństwa to program życia chrześcijańskiego - słyszałam niejeden raz. Program wymagający i trudny, ale przecież nikt nie mówi, że będzie łatwo. Program dla tych, którzy chcą więcej i którzy potrafią włożyć w takie starania wszystkie swoje wysiłki. I program, na który chyba się nie łapię, pomyślałam.

Gdybym miała ocenić, jak wygląda to w moim życiu, to okazałoby się, że jestem kiepskim uczniem, który przespał część życiowych lekcji. Z innych zajęć z kolei urywa się notorycznie na wagary, jak chociażby wtedy, gdy się smuci, ale woli się w tym smutku zabarykadować, niż odkryć w nim błogosławieństwo. Oceny miałabym chyba bardzo średnie. Z wprowadzania pokoju byłoby może trzy z minusem, bo owszem, zdarza mi się czasem godzić zwaśnionych. Dużo częściej jednak mówię o kilka słów za dużo lub wbijam jakąś złośliwą szpilę, która z pokojem i zgodą nie ma nic wspólnego. Od cierpienia staram się uciekać, więc radość z powodu prześladowań byłaby jak wiecznie nieodrobione zadanie domowe - niezaliczone.

Gdyby Jezus patrzył na to w ten sposób, byłabym jak uczeń, któremu nigdy nie uda się przejść do kolejnej klasy. O własnych siłach nie byłabym w stanie sprostać wymaganiom i zaliczyć cokolwiek chociaż na marną trójczynę. Na szczęście jest jednak inaczej. W Jego szkole nie ma ocen i jest tylko jeden przedmiot obowiązkowy - miłość.  A miłości uczymy się w sposób najlepszy z możliwych, czyli czerpiąc ją z jej Źródła. Wtedy nie można mieć słabych ocen, nikomu też nie przyjdą do głowy wagary - bo miłość przyciąga, ogrzewa, koi.

Błogosławieństwa to wcale nie zbiór wymagań, których nie jestem w stanie spełnić. Przez długi czas tak myślałam i dopiero ostatnie dni przyniosły mi inne spojrzenie na te dobrze znane słowa. 

Błogosławieństwa to kolejna lekcja miłości - Jego miłości. Bo to On pociesza smutnych, dźwiga przytłoczonych przez cierpienie i daje radość w prześladowaniach.

 To Jego miłość podpowiada: gdy będziesz smutny, będę Twoim Błogosławieństwem. Nie będziesz płakać w samotności.


I to nieprawda, że nie jesteś cicha - podpowiedział mi ostatnio ktoś mądry. I choć w pierwszym odruchu chciałam zaprzeczyć, potem szybko się z tym zgodziłam. Mogę śmiać się na cały głos gdy jestem szczęśliwa. Potrafię wykrzyczeć swoją złość, gdy ktoś mnie zdenerwuje. Ale kiedy jest mi bardzo źle, kiedy naprawdę cierpię, wtedy jestem cicha. 

Gdy ktoś gasi moją radość, uderza w czuły punkt, zabiera sens - wtedy jestem cicha. 

I wtedy On przychodzi nie po to, by mówić: "Dasz radę się z tego otrząsnąć, spróbuj". Mówi: "Tam, gdzie smutku nie potrafisz już ubrać w słowa, będę Twoim Błogosławieństwem. Będę Miłością".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz