sobota, 11 sierpnia 2018

bo powiem Tacie.

Zdarza mi się czasem słyszeć w rozmowie mamy z dzieckiem - zwłaszcza gdy sytuacja staje się trudna do opanowania - tajemniczą groźbę: "Bo powiem tacie!".  I choć mogę się domyślać, że taka rozmowa może mieć przykre konsekwencje, zawsze reaguję na to pewnego rodzaju zdziwieniem.  Jestem prawie pewna, że moje dzieci odpowiedziałyby na to zdanie mniej więcej tak: "Ojej, to super, powiedz tacie, może jakoś pomoże". 

Mam ogromną nadzieję, że ich reakcją nie byłoby przerażenie i w konsekwnecji - wymuszone posłuszeństwo. Nie o to chodzi w relacji dziecka i rodzica, chociaż jest to pewnie spuścizna modelu wychowania z czasów PRL-u, o której ciężko zapomnieć.

Podobnie jest czasem z relacją z naszym niebieskim Tatą.  Gdy popełnimy grzech, gdy doświadczymy gorzkiego smaku rozczarowania (bo znowu nie wyszło), w pierwszym odruchu postępujemy często właśnie według tego schematu: "Ojej, co będzie jak Tata się dowie..." . Czasem  próbujemy zrobić dokładnie to, co Adam i Ewa w raju - czmychnąć w krzaki. Schować się gdzieś, gdzie nikt nas nie znajdzie i wstrzymywać oddech, gdy usłyszmy odgłos kroków dobrego Taty.
Ten moment - chwila, w której w reakcji na swój grzech odgradzamy się od Boga - to kolejne zwycięstwo złego. Tracimy wtedy z oczu Ojca, bo patrzymy tylko i wyłącznie na siebie - na swoją słabość i porażkę. Tymczasem naszym pierwszym odruchem w takim przypadku powinno być coś zupełnie odwrotnego.  I może to jest właśnie to, co w każdej z takich sytuacji próbuje podpowiedzieć ci twój Anioł Stróż, specjalista od duchowych przypadków kryzysowych - " chodźmy do Taty".

mama blog

To powinien być pierwszy nasz odruch, gdy coś idzie nie tak. Gdy pokusa okazuje się ponad nasze siły, zamiast próbować z nią walczyć, powinniśmy powiedzieć jej tylko: "Bo powiem Tacie!" i pobiec do Niego, by rzeczywiście opowiedzieć o wszystkim.  Gdy zły duch próbuje nam wmówić, że Bóg kocha nas tylko wtedy, gdy jesteśmy bliscy ideału i że nie mamy prawa zbliżać się do Niego, skoro zgrzeszyliśmy, zawołać pewnym głosem: "Bo powiem Tacie!!!" I pobiec do Niego na skargę, słuchając tego, co On ma w tej sytuacji do powiedzenia.

Bardzo możliwe, że usłyszymy wtedy to, czego zupełnie się nie spodziewamy: że nasza słabość nie jest dla Niego przeszkodą. Że nasze upadki mogą być dla Niego okazją do okazania Jego mocy.  Że tam, gdzie my widzimy bezsilność i brak efektów naszych działań, On widzi przede wszystkim nasze zaangażowanie i jest z nas dumny.

Że w każdej, absolutnie każdej sytuacji możemy do Niego przyjść tacy, jacy jesteśmy, bez udawania. Ale jeśli jednak mimo tych zapewnień, będziemy  woleli ukryć się przed Nim w krzakach, tak jak Adam i Ewa - On i tak będzie jeszcze bliżej nas, niż my sami. Nawet w największej naszej ciemności, w którą sami uciekniemy...

... "tam również Twa ręka będzie mnie wiodła
i podtrzyma mię Twoja prawica (...)
sama ciemność nie będzie ciemna dla Ciebie,
a noc jak dzień zajaśnieje"
(Ps 139)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz